Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2003 Gazety Lekarskiej  Numer 2003-07,08  Nie chcemy być rzemieślnikami 

Z prof. Teresą Bachanek, prorektorem lubelskiej Akademii Medycznej
rozmawia Andrzej Fortuna


Bez medycyny nie ma stomatologii (fot. Marek Stankiewicz)
* To już V Konferencja organizowana przez panią w Nałęczowie. Konferencje te weszły do kalendarza ważnych spotkań. Tu od kilku lat spotykają się wszyscy wielcy "reżyserzy" kształcenia przed- i podyplomowego lekarzy sto­matologów w Polsce. Jak ocenia pani merytoryczną wartość tej konferencji w porównaniu z poprzednimi?
- Na tak postawione pytanie trudno mi jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi, bo każda z tych konferencji dotyczy innej problematyki. Rozpoczynaliśmy od minimum programowego, które było bardzo trudną sprawą, doszliśmy do tego, że to minimum zostało zredagowane i teraz czeka na zatwierdzenie odpowiednich resortów. Obecnie zajmujemy się oceną kompetencji naszego absolwenta, a to również nie jest łatwe.
Jeżeli odniesiemy to do wymogów Unii Europejskiej, to uważam, że my wszystko robimy, tylko jest to inaczej zapisane. Musimy to tylko uporządkować i odpowiednio zapisać. Na pewno nasz absolwent nie jest gorzej przygotowany do pracy niż absolwent uczelni zachodniej, ma tylko postawione trochę inne wymagania i przedstawione w innym porządku.
* Uważa pani, że zarzuty ekspertów Unii Europejskiej, iż jesteśmy gorzej przygotowani nie są w pełni uzasadnione?
- Uważam, że nie. To, co powinniśmy robić, najlepiej oddają słowa Ver­heigena: "Musicie umieć obronić swoje wartości". Myślę, że właśnie od wartości moralnych po wartości wynikające z doświadczenia zawodowego.
Mamy własny system szkolenia i własne doświadczenia. Rzeczywiście, patrząc na inne szkoły w krajach Unii, nie ma tam również jednolitego systemu kształcenia, może powinniśmy coś zmienić i nieco przesunąć ciężar w stronę przedmiotów zawodowych. To nie oznacza, że mamy rezygnować z przedmiotów ogólnomedycznych, jak to na początku sugerowano w rozmowach z Komisją Europejską, bo bez ogólnomedycznych wiadomości nie ma stomatologii.
Nie chcemy być rzemieślnikami, chcemy pracować jako lekarze. Do tego upoważnia nas pewien zasób wiedzy, którą musimy zdobyć podczas studiów. Jeżeli nawet nasze przygotowanie praktyczne jest odrobinę niedostateczne w czasie studiów, to brak ten uzupełnia, i to zdecydowanie, staż podyplomowy. Może nie musielibyśmy prowadzić stażu, gdybyśmy zintensyfikowali swoje nauczanie lub wydłużyli o kilka miesięcy nauczanie w uczelni. Wtedy ten czas poświęcony byłby wyłącznie praktycznej nauce zawodu i staż byłby niepotrzebny.
Nawiążę jeszcze do egzaminu państwowego. Po co jest egzamin państwowy, co ma sprawdzić? Zapisano wprawdzie, że wiadomości nabyte podczas stażu. Ale jeżeli mówi się, że jest to egzamin teoretyczny i ze wszystkich przedmiotów, to co sprawdzamy? Wiadomości studenta, który zdawał egzaminy i już podlegał ocenom? Jeżeli egzamin miałby być przeprowadzony, to powinien być ukierunkowany praktycznie.
Czy będzie się odbywać również po wprowadzeniu nowych programów i po naszym wejściu do Unii Europejskiej?
* Taki był zarzut i dlatego w Traktacie Akcesyjnym wpisano Polsce w odniesieniu do zawodu lekarza dentysty, ale także zawodu lekarza, zamiast dokumentu prawo wykonywania zawodu, konieczność przedstawienia dyplomu ukończenia studiów i dokumentu potwierdzającego zdanie egzaminu państwowego.
- Nikt nam jeszcze nie powiedział, czy jest to stan przejściowy, czy tak ma być na stałe. Jeżeli jest to stan przejściowy, do czasu kiedy wprowadzimy zmiany do programu kształcenia to zgoda, a jeżeli na stałe, to nie może tak być, aby nasz absolwent stawał w nierównej sytuacji wobec absolwentów kończących studia w innych krajach europejskich. Polskiego absolwenta obowiązuje staż, egzamin państwowy, prawo wykonywania zawodu. Uważam, że jest to krzywdzące. Jeżeli jest to czas przejściowy do momentu wprowadzenia programu dostosowanego do wymogów unijnych, to później nie powinien obowiązywać ani staż, ani egzamin państwowy.
* Mówimy oczywiście o prawie do specjalizacji. Prawo ma każdy, ale czy jest możliwe, aby zapewnić liczbę miejsc, która sprosta potrzebom? Dyrektywa Unii Europejskiej mówi o konieczności kształcenia na uniwersytecie lub instytucjach upoważnionych i wymaga co najmniej trzyletniego pełnoetatowego świadczenia pracy na rzecz jednostki prowadzącej kształcenie specjalizacyjne. W naszej perspektywie nie widać takich możliwości, aby uniwersytety i akademie medyczne mogły sprostać oczekiwaniom, a innych jednostek, które starały się o akredytacje jest mało. Komisja Stomatologiczna NRL uważa, mówił o tym także prezes Zbigniew Żak, że tylko specjalizacyjne etaty rezydenckie finansowane ze środków publicznych powinny być przedmiotem konkursu, natomiast lekarzom, którzy chcą się kształcić na własny koszt państwo nie powinno stawiać barier. Powinni oni po zaliczeniu egzaminu kwalifikacyjnego mieć możliwość kształcenia w wybranych przez siebie, posiadających akredytacje jednostkach, oczywiście za pełną akceptacją lekarzy, którzy zechcą podjąć się ich prowadzenia.
- Jeżeli w konstytucji zapisano prawo do kształcenia się, a samorząd zawodowy mówi o konieczności dokształcania się, i jest to obowiązek ustawowy dla lekarza, to powinniśmy takie prawo mieć również w zakresie kształcenia specjalizacyjnego. Jedynym usprawiedliwieniem dla obecnej sytuacji - choć uważam, że są to trudności przejściowe - są trudności finansowe, ale nie może to być sytuacja stała.
Bez stałego kształcenia i podnoszenia kwalifikacji zawodowych nigdy nie będziemy lekarzami pełnowartościowymi. Jest to także potrzebne dla dobrego samopoczucia zawodowego.
Dlaczego mój kolega może mieć specjalizację, a ja nie?
To poprawia moje kwalifikacje zawodowe, zasób wiedzy i moje samopoczucie, bo jednak poddanie się kontroli specjalisty może bardziej doświadczonego lub lepiej przygotowanego ode mnie jest sprawą bardzo ważną. Dlatego powiem, że zlikwidowanie dwustopniowych specjalizacji nie jest korzystne.
W poprzednim systemie umożliwiono kilkakrotne sprawdzanie wiadomości i umiejętności. Jeżeli wprowadzimy system zbierania punktów, to wymóg dokształcania się zostanie spełniony, ale to nie jest równoznaczne ze specjalizacją.
* Prawo zatem powinien mieć każdy?
- Każdy, oczywiście, powinien wykazać się wiedzą, a to czy jest przygotowany do uzyskania tytułu specjalisty, ocenią odpowiednie komisje.
* W wielu miejscach w Polsce są doskonale wyposażone prywatne przychodnie oraz zatrudnieni w nich specjaliści i chętnie kształciliby własnych pracowników, a nie tych, których przysyła im administracja. Czy pani poparłaby takie rozwiązanie?
- Oczywiście. Szczególnie niepubliczne zakłady. Jest to zrozumiałe właśnie teraz, kiedy liczy się pieniądze. Jeżeli pracodawca wyda pieniądze, to chciałby je wydać na tego, który będzie pracował w jego najbliższym otoczeniu.
* W ten sposób mogłaby wzrosnąć liczba miejsc specjalizacyjnych.
- To, że placówki nie zgłaszają się do akredytacji, wynika z konieczności wyrabiania punktów i walki o przetrwanie. Jeżeli byłby inny sposób rozliczania i można by poświęcić pewną ilość czasu temu, kto przyszedł uczyć się, to wiele placówek zdecydowałoby się na podjęcie starań o akredytację. W Lublinie mamy dobrze wyposażoną i zatrudniającą specjalistów Wojewódzką Przychodnię Stomatologiczną, ale dyrektor tej jednostki mówi mi: my pracujemy w takim systemie, że nie mamy czasu, aby zająć się lekarzami, którzy mieliby się u nas specjalizować, brak podstaw prawnych, nie ma również punktów w kontrakcie z NFZ.
* To prawda, bo ani minister zdrowia, ani NFZ nie wyrażają zgody na wykonywanie świadczeń przez stażystów, nie tylko podyplomowych, ale także tych, którzy realizują program specjalizacji w danej jednostce, a nie są jej pracownikami zgłoszonymi do NFZ. Starania samorządu lekarskiego, aby jednostki akredytowane do prowadzenia kształcenia specjalizacyjnego uzyskiwały dodatkowe kontrakty na szkolonych lekarzy lub inną formę rekompensaty, jak dotąd spełzły na niczym. Jednak do tej sprawy NRL stale powraca, także obecnie, w czasie obrad Okrągłego Stołu. Samorząd lekarski oczekuje na wsparcie tych starań. Jest jeszcze jeden problem: student po czwartym roku studiów jest zobowiązany do odbycia praktyki lekarskiej i zrealizowania programu tej praktyki.
- Problem ważny i sygnalizowałam go już wielokrotnie. Niemniej w nowym programie zapisano też praktykę lekarską. Jeżeli student trafi do lekarza doświadczonego, który nie boi się mu powierzyć wykonania zabiegu i pacjent na to wyrazi zgodę, to wykonuje; jeżeli nie, to tylko jest asystą bierną i przygląda się, ale patrzeniem niczego się nie nauczy.
Dlatego uważam, że w dobrej sytuacji są uczelnie przypisane w statucie do szpitali klinicznych. Tam, za zgodą dyrektora, pacjent, który jest przyjmowany przez studentów, nie płaci i to jest równoważnikiem za to, że pacjent pozwolił sobie wykonać zabieg przez studenta; to jest jasna sytuacja. Uważam, że jest to dobre rozwiązanie.
* Tu, w czasie konferencji, wypowiadano opinie co samorząd lekarski powinien, a czego nie. Jak pani zdaniem powinny wyglądać wzajemne relacje między uczelnią a samorządem, by unikać nieporozumień? Przecież dla dobra naszego zawodu powinniśmy być wszyscy razem…
- To trudne pytanie. Nie wiem, czy będę umiała na nie odpowiedzieć. Uważam za niemożliwe dopuszczenie do skłócenia tych środowisk w tak trudnym czasie. Musimy się jednak częściej spotykać i jeżeli nawet informacje, które będziemy sobie wzajemnie przekazywać będą niezbyt miłe dla obu stron, to musimy je przekazywać, dyskutować i dochodzić do jakiegoś konsensusu.
Bez rozmowy będą tylko narastały słuszne i niesłuszne żale.
Również my, pracownicy akademii medycznych, nie możemy odnosić wrażenia, że izba jest przeciwko nam, a to wszystko zbiega się w stanowisku dotyczącym liczby przyjmowanych na studia osób.
Każdy w naszym kraju ma prawo kształcić się. W tej chwili mamy czterech kandydatów na jedno miejsce. Czy możemy któremuś z nich powiedzieć: Nie składaj dokumentów! Nie możemy. Każdy uważa, że skończy studia i ma prawo wierzyć, że mu się powiedzie, będzie pracował w zawodzie. My nie jesteśmy w stanie powiedzieć, któremu się nie powiedzie. Więc dajmy im możliwość kształcenia, oczywiście w rozsądnych granicach, nie ograniczajmy drastycznie miejsc w uczelniach.
* Tylko tam, gdzie publiczne pieniądze są inwestowane. Czy byłaby pani za tym, aby ktoś, kto chce się kształcić prywatnie, ponosił za to odpowiedzialność w swoim dalszym życiu?
- Jeżeli stać go na to, żeby zapłacić za studia, jeżeli jest poinformowany o tym, że nikt mu potem pracy nie gwarantuje, to uważam, że uczelnia ani państwo nie ponosi ryzyka, jasno stawiając sprawę.
* Rząd ponosiłby odpowiedzialność tylko wtedy, kiedy ponosiłby wydatki ze środków publicznych, kształcił nadmierną liczbę lekarzy, a potem utrzymywał bezrobotnych?
- Wtedy ponosimy odpowiedzialność moralną, że wydajemy publiczne pieniądze na zadania wątpliwe w tym sensie, że nie zabezpieczamy absolwentom pracy. Nie należy ograniczać możliwości kształcenia. Przyczyny braku pracy tkwią w przejściowej, trudnej sytuacji materialnej, która, miejmy nadzieję, będzie ulegała poprawie.
* Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadzono po zakończeniu Ogólnopolskiej Konferencji Stomatologów "Szkolenie przed- i podyplomowe w stomatologii - system sprawdzania kompetencji studentów. Europejski system transferu punktów kredytowych" w Nałęczowie, 13-14 czerwca 2003 r.

Prof. dr hab. Teresa Bachanek jest absolwentką Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie, którą ukończyła w 1970 r. Od 1995 r. jest kierownikiem Katedry i Zakładu Stomatologii Zachowawczej Akademii Medycznej w Lublinie, a od 2002 r. prorektorem ds. studenckich lubelskiej AM.

Gazeta Lekarska 2003-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04