
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2003 Gazety Lekarskiej Numer 2003-07,08 Lekarze do pióra!
Oddając do rąk Czytelników lipcowo-sierpniowy numer "Gazety" nie zamykamy redakcji na cztery spusty. Dlatego i w tym urlopowo-wakacyjnym okresie oczekiwać będziemy na wypowiedzi i refleksje na gorące tematy, których w naszym zawodzie nie brakuje, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Chociaż i przed tym nie narzekaliśmy na nudę, zastój i kanikułę. Licząc na dalszą, owocną współpracę chcemy dziś naszych Czytelników zachęcić do przesyłania na nasz adres tradycyjnej już "pocztówki z wakacji".
Pozwoli to nam i Czytelnikom zorientować się do jakich, godnych polecenia na przyszłość miejsc, zarówno w Polsce, jak i na świecie, zawędrowali w tym roku polscy lekarze. A przy okazji, ciekawe kto zawędrował najdalej, wdrapał się najwyżej, kto zanurkował najgłębiej, kogo spotkało coś niezwykłego, a kto nie ruszał się z grajdołka odreagowując całoroczne stresy. Nie zlekceważymy też informacji o tym gdzie biorą taaaaaaaaaaaaakie ryby i gdzie wysypały grzyby jak kapelusze.
Tak więc nie spodziewamy się odkrycia nowych lądów, ani zdjęć z nie zdobytych dotąd szczytów. Radość sprawi nam każda widokówka z wiadomością, że np. "jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach - Kowalski z rodziną." A ci, którzy tak jak my zostaną na dyżurach - miejmy nadzieję - znajdą chwilę na podzielenie się z nami przeżyciami i refleksjami z życia codziennego lekarza, który już z urlopu powrócił, albo dopiero marzy o wolnych, beztroskich dniach odpoczynku.
Jednym słowem, także na lato pozostaje aktualne nasze wezwanie "Lekarze, do pióra!"
Redakcja
listy@gazetalekarska.pl
Za mało realizmu
Z uwagą przeczytałem głosy w dyskusji koleżanek i kolegów lekarzy w sprawie ewentualnej akcesji Polski do Unii Europejskiej. Nie znalazłem jednak wśród tych wypowiedzi zbyt wielu głosów realistycznie oceniających sytuację Polski. Z wypowiedzi wynika jedynie, że rozbudzono w związku z akcesją ogromne nadzieje.
Ale... w istocie rzeczy nie ma żadnego wyboru, bo co tu wybierać?
Słabiutka Polska stanęła naprzeciw Unii Europejskiej, giganta politycznego i ekonomicznego... kolosa na glinianych nogach. Unia Europejska to dziwna pseudowspólnota europejskich rządów o minimalnym przyroście gospodarczym, gigantycznej biurokracji, rozbudowanej do absurdalnych rozmiarów kosztownej opiece socjalnej (więcej pacjentów i mniej pieniędzy dla lekarzy) i silnych nacjonalizmach. Unia Europejska jest układem niestabilnym, który może się rozpaść lub przekształcić w układ bardziej stabilny.
Możemy do Unii nie wchodzić i zmagać się z tym gigantem, wykorzystując istniejące, ale gorsze możliwości. Możemy wejść i dążyć w ramach unijnego prawa do przekształcenia kolosa w Stany Zjednoczone Europy współpracujące ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Płn. Cokolwiek się stanie, jednego warto być pewnym: chociaż w Unii formalnie nie ma podziału na obywateli różnych kategorii, w praktyce istnieje wiele sposobów wprowadzenia takiego podziału (patrz Niemcy wschodni, obywatele drugiej kategorii Bundesrepubliki). Los państwa polskiego i jego obywateli w Unii zależy zatem od tego, jak szybko jesteśmy w stanie zreformować państwo i zmienić własną mentalność.
Rządowi RP, tak jak i większości poprzednich, najwyraźniej brakuje wizji i odwagi, aby przeprowadzić niepopularne, ale niezbędne reformy wewnętrzne. Dość wspomnieć, że nie posiadamy systemu edukacji i badań naukowych porównywalnego z krajami Europy Zachodniej. Reforma systemu ochrony zdrowia cofnęła nas w czasie o kilkanaście lat. System emerytalny jest zagrożony gigantycznym bezrobociem. System krajowego doradztwa rolniczego, którego sprawne funkcjonowanie może zadecydować o losie jednego miliona gospodarstw rolnych, już teraz przewidzianych do upadłości po wejściu do Unii (50%) posiada strukturę organizacyjną wyśmianą na kilku konferencjach międzynarodowych.
Ale nawet doradcom amerykańskim opadły ręce na widok powiązań i układów istniejących w tym systemie pomiędzy szczeblem krajowym i zbędnym szczeblem regionalnym. No i do tego te lepkie ręce urzędników...
Paradoksalnie ci sami politycy dają upust niezwykłej pomysłowości w polityce zagranicznej. Podobno zostaniemy teraz mocarstwem kolonialnym... A jednak chyba przedwcześnie poczuli się zwolnieni z odpowiedzialności za państwo polskie. Niewejście Polski do Unii Europejskiej mogłoby okazać się kubłem zimnej wody dla wielu z nich. To oni są najbardziej zainteresowani wejściem do Unii wiedząc, że wielu Polaków zapłaci za to znaczną cenę (dla urzędników przewiduje się utworzenie 100 tysięcy nowych miejsc pracy).
Można i należy się zastanawiać jak wzmocnić polską pozycję w Unii, jak skutecznie ograniczyć cwaniactwo, korupcję, brak odpowiedzialności za dobro wspólne i indywidualne, jak działać w nowych unijnych warunkach, aby po wielu, wielu latach okazało się, jak na początku XX wieku w Wielkopolsce, że prawie 100% banków i ziemi jest znowu w polskich rękach.
Wierzę, że jedyna prawdziwa alternatywa dla niebezpiecznie słodkiej prounijnej propagandy jest solidna praca w wydolnym systemie, zorganizowanym racjonalnie, bez nadmiaru układów i powiązań, bezwzględnym dla patologii, ale premiującym uczciwość i wyniki.
Paradoksalnie może się okazać, że Unia wymusi te przemiany, które nie mogły się dokonać w Polsce po 1989 r. Potem my musimy wymusić na Unii, aby przekształciła się w Stany Zjednoczone Europy - jedno silne państwo, o wspólnej polityce wewnętrznej i zewnętrznej, gwarantujące wolność światopoglądową i religijną, ale bez dominacji jakiegokolwiek wyznania (wszak Europę budowali i budują nie tylko katolicy, ale także żydzi, muzułmanie, protestanci), nie tyle odpowiedzialne za los swoich obywateli, co nie przeszkadzające im w braniu spraw we własne ręce.
Przemko Waliszewski
Poznań
Był taki konkurs
Włączając się do dyskusji na temat "Pamiętników lekarskich" pozwalam sobie przypomnieć, że w r. 1984 Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Lekarskiego zorganizował konkurs na pamiętniki lekarskie na który wpłynęły 42 prace (przewodniczący Sądu Konkursowego prof. dr hab. J. Towpik i prezes ZG PTL prof. dr hab. Z. Lewicki).
Byłem jednym z uczestników tego konkursu pod hasłem: "Jeden z karmicieli wszy w Instytucie Behringa we Lwowie w latach 1942-43". Biorąc udział w tym konkursie zdawałem sobie sprawę, że treść mego pamiętnika wykracza poza regulamin i na nagrodę nie liczyłem. Celem moim było utrwalenie "dziejów" mieszkającego we Lwowie rocznika 1919, studiującego medycynę od r. 1937 do 1939 na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, następnie w czasie okupacji niemieckiej na Med. Fachkurse we Lwowie.
Do pamiętnika dołączyłem oryginalną dokumentację z tego okresu (ksero) do pierwszego egzemplarza (wysłałem 3 egzemplarze, które prawdopodobnie znajdują się w Głównej Bibliotece Lekarskiej w Warszawie, tej treści pismo otrzymałem z ZG PTL).
W dalszej części opisałem służbę wojskową na froncie, pracę po demobilizacji oraz cały okres 30-letniej ordynatury w oddziale położniczo-ginekologicznym.
Celem moim było też pisanie całej prawdy o służbie zdrowia tego okresu.
dr med. Janusz Limanowski
Świętochłowice
Jeszcze o pracy w Niemczech
Chętnie przyłączę się do dyskusji na temat pracy lekarzy polskich w Niemczech. Mam nadzieję, że mój wkład w nią będzie o tyle wartościowy, że od pół roku pracuję tam jako Gastarzt na stanowisku asystenta na oddziale chirurgicznym.
Chciałabym powiedzieć: nie popadajmy w zacietrzewienie! Mamy przed sobą poważne zagadnienie dotyczące coraz to większej liczby osób z naszego grona i należy je systematycznie i spokojnie opracować.
Dla przejrzystości moich wywodów należy zróżnicować możliwe scenariusze. Skoncentrujmy się na obecnej sytuacji polityczno-gospodarczej (a więc: Polska nie jest w Unii, Niemcy potrzebują lekarzy). Możliwości są takie:
- obywatelstwo polskie, dyplom polski,
- obywatelstwo kraju unijnego, dyplom polski,
- obywatelstwo polskie, dyplom kraju unijnego.
Zwielokrotnijmy to przez fakt, np. posiadania prawa pobytu w Niemczech na zasadach innych niż własne pozwolenie na pracę, bycia wysokiej klasy specjalistą (i nie chodzi tu o naszą "dwójkę") czy pracy jako lekarz-naukowiec, a zobaczymy, że problem się nam niesamowicie rozszerza.
Jeżeli go dobrze zrozumiałam, to kolega, który rozpoczął tę dyskusję, jest przypadkiem b) i jemu zostawię słowo w tej kwestii. Ja podpadam pod c) i chętnie się podzielę moimi doświadczeniami. Wiem, że jest też sporo osób spod a). Może ktoś z nich jeszcze napisze.
Moja sytuacja wygląda następująco: jedyną obecnie możliwością zatrudnienia w Niemczech mnie, jako obywatelki polskiej, jest umowa polsko-niemiecka dla pracownika-gościa, którą można zawrzeć raz w życiu (!) na okres maksimum 18 miesięcy. Przedłużenie umowy o pracę na innych warunkach regulują przepisy Bundesaerzteordnung. Ich przeczytanie pozostawiam zainteresowanym jako niezłe ćwiczenie językowe. Wspomnę tylko, że zatrudnienie osób z kraju nie należącego do UE nie jest w nich w ogóle przewidziane.
Jestem tuż po stażu podyplomowym i ważną kwestią jest dla mnie specjalizacja i dalsze kształcenie. Mimo że pracuję na oddziale, który ma prawo kształcenia w zakresie chirurgii, wcale nie jest powiedziane, że zostanie ono mi uznane.
Jak się okazało, mój pobyt w Niemczech nie będzie uznany przy polskiej specjalizacji. Co do uznania go przy specjalizacji niemieckiej, sprawa też nie jest pewna: różne urzędy różnie to interpretują.
Po raz setny zatem zadaję sobie pytanie: co ja tu robię? A co? Mam siedzieć na czterech literach i nic nie robić? W sytuacji, kiedy w poprzednim naborze na rezydentury z chirurgii w Małopolsce były dwa miejsca, a w obecnym zero i przy znanych szansach na etat, przynajmniej się czegoś tu może nauczę. Poczekam do następnego naboru... a latka lecą...
Zainteresowanym szczegółami chętnie odpowiem.
Magda
medminimag@yahoo.de
Gratulacje
Editor,
Mr. Stankiewicz
Przeczytałem Pański edytorial i chcę pogratulować za odwagę. Mam nadzieję, że dzięki Panu i Panu podobnym polska medycyna będzie bardziej powołaniem dającym respect w społeczeństwie i komfort życiowy, a nie ujście do rozprowadzania lekarstw pod presją managerów z globalnych firm farmaceutycznych.
dr. Andre Alexander Kulisz
San Antonio
Zachowujemy pisownię oryginału - red.
Gazeta Lekarska 2003-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|