
|

 |
Rozmagnesowanie kasy
O lekarzach na Wiejskiej
|  |  |  |
 |
|
| |
Koalicja broni strategii min. Łapińskiego. Od lewej: Maria Gajecka-Bożek (SLD) i Barbara Błońska-Fajfrowska (Unia Pracy). (fot. Marek Stankiewicz)
|
Sejm nie przychylił się do wniosku opozycji, by projekt ustawy o Narodowym Funduszu Zdrowia odrzucić w całości już w pierwszym czytaniu.
Rządowym projektem ustawy zajęła się 11-osobowa sejmowa Podkomisja Zdrowia. W skład podkomisji, której przewodził prof. Alfred Owoc (SLD) weszły osoby z wykształceniem medycznym. Do dyskusji dopuszczono m.in. przedstawicieli samorządu lekarskiego i pielęgniarskiego. Scenariusz obrad jednak pozostał taki sam. Opozycja stara się zdemaskować wszystkie absurdy, a koalicja obronić nową strategię ministra.
Przypomnijmy, że projekt ustawy przewiduje likwidację kas chorych i powołanie w ich miejsce Narodowego Funduszu Zdrowia z 16 oddziałami wojewódzkimi. To oddziały będą zawierały umowy z przychodniami, gabinetami lekarskimi i szpitalami. Ubezpieczony będzie miał prawo wyboru lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz szpitala. Fundusz będzie gospodarował pieniędzmi, które wpływać do niego będą ze składek na ubezpieczenie zdrowotne. Sejmowa podkomisja zaakceptowała punkt mówiący o tym, że składka na ubezpieczenie zdrowotne wynosi 7,75 proc. Taka wysokość składki została zaakceptowana przez rząd. Teraz już posłowie SLD chcą zwiększenia wydatków na ochronę zdrowia o minimum miliard złotych - m.in. przez podwyższenie składki odprowadzanej do kas chorych z 7,75 do 8 procent.
Miliard złotych więcej nie załatwi żadnego z problemów, z którymi boryka się system ochrony zdrowia. Kolejki do specjalistów może nie znikną, ale się przynajmniej nie wydłużą - tak komentują starania socjaldemokratów tylko życzliwi im krytycy.
Minister zdrowia ma mieć uprawnienia nadzorcze. Fundusz ma być państwową jednostką organizacyjną, posiadającą osobowość prawną. Umowy z przychodniami i szpitalami fundusz ma zawierać na podstawie planu zabezpieczenia usług medycznych, planu zdrowotnego poszczególnych samorządów i ofert świadczeniodawców, określających liczbę usług, które mogą oni wykonać w standardzie określonym przez fundusz.
Plan zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych dla całego kraju będzie zatwierdzać minister zdrowia. Plan finansowy ma zatwierdzać minister zdrowia w porozumieniu z ministrem finansów.
Prezesa funduszu powołuje premier, wiceprezesów powołuje się na wniosek prezesa, dyrektorów oddziałów wojewódzkich powołuje prezes funduszu. 10 na 13 członków Rady Funduszu powołuje premier na wniosek poszczególnych ministrów, tylko jednego powołuje się na wniosek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, zaś żadnego - członka rady nie powołuje się na wniosek samorządu zawodów medycznych - oburzała się w sejmowej debacie opozycyjna posłanka Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej.
Również rady społeczne, jakie mają funkcjonować przy oddziałach wojewódzkich funduszu, to - zdaniem Ewy Kopacz - kwiatek do kożucha centralizmu i despotyzmu, ponieważ zarówno z uwagi na wyłącznie opiniodawcze uprawnienia nie będą miały nic do powiedzenia.
Zdaniem opozycji, samorządom pozostawiono ozdobnik w postaci prawa samorządu do sporządzania planów zdrowotnych. Naprawdę jednak podstawowe dla działania systemu plany zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych będzie sporządzała biurokratyczna centrala funduszu. Wobec potężnej machiny funduszu stanie dość bezradny pojedynczy lekarz prowadzący praktykę rodzinną, może grupka lekarzy, może niewielki gminny zoz.
Minister zdrowia przy każdej okazji przypomina, że to rząd ponosi konstytucyjną odpowiedzialność za ochronę zdrowia. W konstytucji została zapisana zasada odpowiedzialności władzy publicznej, ale ta władza - przeciwnie niż w realnym socjalizmie - jest zdecentralizowana i jest nią również samorząd terytorialny, którego zadaniem własnym jest ochrona zdrowia. Dlatego system ochrony zdrowia nie jest monarchią absolutną, w której samorządcą jest pan minister - przypomniała Mariuszowi Łapińskiemu Ewa Kopacz.
Opozycja domaga się zmian, których beneficjentami będą pacjenci, a nie urzędnicy; zmian wprowadzanych za przyzwoleniem korporacji zawodów medycznych i we współpracy z nimi; zmian zwiększających udział i zakres odpowiedzialności samorządów terytorialnych i zawodów medycznych. Zmiany prawdziwe, na które czekamy, powinny polegać na tym, że realnie zwiększy się ilość środków finansowych w systemie, a kontrola ich wydatkowania będzie należeć wspólnie do samorządów lokalnych, pracowników medycznych, reprezentowanych przez ich samorząd, oraz administracji rządowej.
Mimo propagandy w mediach leki są coraz droższe - ubolewała Urszula Krupa z Ligi Polskich Rodzin. Koszty zmian będą niemałe. Według Urszuli Krupy, projekt oznacza nie tylko centralizację, ale faktyczny brak rzeczywistego nadzoru nad systemem, co może spowodować marnotrawienie środków publicznych, nieprawidłowe i niesprawiedliwe dysponowanie nimi. Nie wiadomo, co z zadłużeniem szpitali, nie wiadomo, w jaki sposób będzie przebiegać prywatyzacja, ile powstanie funduszy komercyjnych dla bogaczy i ile zostanie pieniędzy dla biednych w funduszu narodowym. I nie wiadomo, dla kogo będzie ten fundusz - skonstatowała pos. Urszula Krupa.
Tak dramatycznej oceny nie podzielała z pewnością Barbara Błońska-Fajfrowska (Unia Pracy). Zdaniem szefowej sejmowej Komisji Zdrowia, rząd przygotował projekt ustawy pozwalający na uporządkowanie powszechnie znanych problemów w ochronie zdrowia. Dotychczasowy system nie zapewniał wszystkim pacjentom w kraju równego dostępu do świadczeń zdrowotnych. Jako przykład ograniczenia wolności obywatelskiej w dotychczasowym systemie kasowym, posłanka przywołała konieczność uzyskania promesy z macierzystej kasy chorych w sytuacji chęci lub nawet konieczności leczenia się poza obszarem działania kasy. W przekonaniu prof. Błońskiej-Fajfrowskiej, godna pochwały jest zasada jawności umów o udzielanie świadczeń zdrowotnych.
Izabella Sierakowska (SLD) chce zarządzanego tylko i wyłącznie z poziomu centralnego funduszu specjalnego dla pracowników i funkcjonariuszy resortów obrony, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, administracji, ludzi, którzy realizują zadania związane z obronnością kraju, zewnętrzną i wewnętrzną, oraz reagują w sytuacjach kryzysowych. Komórka do spraw służb mundurowych, którą proponuje rząd to według Sierakowskiej jedynie namiastka, która nie gwarantuje prawidłowego funkcjonowania tej specyficznej opieki zdrowotnej
Druzgocącej krytyce poddał projekt były minister zdrowia Andrzej Wojtyła (SKL), który jak pamiętamy wstrzymał się w maju br. z wyrażeniem wotum nieufności wobec Mariusza Łapińskiego. Tym razem oskarżył ministra o próbę likwidacji elementu konkurencji w systemie. O ubezpieczonego pacjenta lekarz nie będzie zabiegał, jako że pacjent - czy chce, czy nie chce - będzie musiał ubezpieczyć się w Narodowym Funduszu Zdrowia.
Zdaniem Mariusza Łapińskiego obecnego systemu służby zdrowia nie da się zmodyfikować, nadaje się on jedynie do zbudowania na nowo. Niczego nie burzymy ani nie niszczymy tylko naprawiamy - powiada niezmiennie. Nie zgadza się z opinią, że reformy są dla niego ryzykowne. "Bardzo cenię sobie swoją głowę i nie zamierzam jej nigdzie podkładać" - dodaje.
Minister zapowiedział również, że po reformie polska opieka zdrowotna będzie lepsza od niemieckiej. "Nasz system będzie sprawniejszy, przyjazny dla ludzi chorych" - przekonywał podczas internetowego czatu w "Życiu Warszawy".
Pozostaje tylko pytanie czy również służba zdrowia podziela optymizm ministra...
Marek Stankiewicz
Gazeta Lekarska 2002-11 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|