
|

 |
Odpowiedzialność lekarza
Nienawidzę grzechów, ale kocham grzeszników
|  |  |  |
 |
|
|
|
Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Czernicki jest neurochirurgiem, dyrektorem Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. Mirosława Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk
fot. Marek Stankiewicz
|
Z prof. Zbigniewem Czernickim, naczelnym rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej rozmawia Jerzy Wunderlich
Zakończyły się prace nad projektem zmian w Ustawie o Izbach Lekarskich. Te zmiany odnoszą się do tego, czym pan się od lat zajmuje - odpowiedzialności zawodowej lekarzy.
- Nie ulega wątpliwości, że ustawa dotychczas obowiązująca, pochodząca z 1989 r., w części dotyczącej odpowiedzialności lekarza zestarzała się, nie przystaje do obecnej sytuacji w ochronie zdrowia.
Nie przewidzieliśmy i nie mogliśmy wtedy przewidzieć np. tego, że tak wielu Kolegów i wiele Koleżanek lekarzy rozpocznie praktykę na własny rachunek, a co za tym idzie i na własną odpowiedzialność wobec pacjenta.
Chcę podkreślić, że to w naszym środowisku i z naszej inicjatywy, a nie pod naciskiem zewnętrznym, rodziły się kolejne projekty zmian w tej dziedzinie.
Dlatego, gdy z woli ministra zdrowia doszło do tworzenia założeń zmian w ustawie, mogliśmy wystąpić z własnym projektem, który jako najbardziej zaawansowany, przedyskutowany już i przemyślany stał się podstawą do omawianej tu nowelizacji. Z tym, że w pracy zespołu, którym kieruje pani minister dr Ewa Kralkowska, uwzględniono zarówno nasze izbowe postulaty, jak i nowe unormowania przedstawione przez ministerstwo zdrowia.
Jakie wyznaczono kierunki, co będzie zmieniane?
- Zgodnie z naszymi przemyśleniami, na które nie bez wpływu pozostawały oczekiwania opinii publicznej, projekt zakłada umocnienie roli pokrzywdzonego, skarżącego, tj. pacjenta, jego rodziny, jego pełnomocnika. Będą oni stroną w sprawie. Tzn. będą mogli brać udział w postępowaniu wyjaśniającym, a zwłaszcza w samej rozprawie. Będą mieli wgląd do akt sprawy, sporządzając ich odpisy z zachowaniem przepisów o tajemnicy lekarskiej.
Dotychczas pokrzywdzony wnosił skargę, dostarczał dowody w sprawie, a całą resztą zajmował się rzecznik odpowiedzialności i ewentualnie sąd, informując jedynie skarżącego o wyniku sprawy. Stanowiło to pożywkę dla oskarżeń, że sprawę załatwiamy we własnym gronie, między nami lekarzami, nie zawsze dążąc do uzyskania prawdy. Posądzano nas, że kierujemy się środowiskową solidarnością i chronimy lekarzy przed odpowiedzialnością.
Obecnie - powtórzę - skarżący staje się stroną, a tym samym wzrastają jego rola i uprawnienia. Przyznanie skarżącemu miejsca strony w postępowaniu poprawia jego sytuację i - mam nadzieję - opinie o sądach lekarskich.
Po drugie, zarzuca się nam, i jest w tym sporo prawdy, że postępowania są przewlekłe, trudno o rozstrzygnięcie, o wyrok w toczących się miesiącami czy nawet latami sprawach. Nie chcę wszystkiego usprawiedliwiać, ale jest kilka tego powodów.
Zdarza się, że dotrzeć musimy do dokumentacji z kilku jednostek ochrony zdrowia, niełatwo w terminie uzyskać opinię biegłych, nie zawsze obwiniony lekarz stawia się na przesłuchania itp. Dlatego dokładniej sprecyzowaliśmy obowiązki i zadania okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Na przykład postępowanie wyjaśniające musi się zakończyć w ciągu trzech miesięcy. Wydłużenie postępowania o kolejne trzy miesiące będzie wymagało zgody Naczelnego Rzecznika. Przewiduje się też wydłużenie okresu przedawnienia sprawy i tzw. okresu karalności.
Następna sprawa: kary. Wysokość i rodzaj orzekanych kar powinny ulec zmianie. W praktyce przekonaliśmy się, że rozpiętość i zakres stosowanych sankcji są zbyt małe. Zostały w projekcie zapisane kary dodatkowe: dotkliwe kary finansowe, zakaz pełnienia funkcji kierowniczych od 1 roku do 5 lat oraz ograniczenie prawa wykonywania zawodu na okres od 6 miesięcy do 2 lat.
Pozostanie kara zawieszenia prawa wykonywania zawodu lekarza z tym, że zostanie wydłużona do 5 lat (obecnie do 3 lat). Pozostanie też kara zwana karą cywilnej śmierci, tj. pozbawienie prawa wykonywania zawodu.
Kara może też, ale nie musi zostać ogłoszona, np. w prasie lekarskiej.
Poza tym strony będą mogły wnosić o kasację wyroku bez pośrednictwa ministra zdrowia lub prezesa NRL.
Podsumowując: prawa pacjenta zostały zapisane w przepisach, które - mam nadzieję - wejdą w życie. Nie wszystko zmieni się tu z dnia na dzień. Ale jestem przekonany, że odchodzić będziemy od modelu lekarza paternalistycznego, który wie wszystko lepiej i najlepiej podejmuje wszystkie decyzje, także za pacjenta. A więc i w tej sprawie przybliżać się będziemy do Zachodu, do zjednoczonej Europy.
Wśród rzeczników odpowiedzialności zawodowej panuje powszechne przekonanie, że do wielu spraw by nie doszło, gdyby nie naganne zachowanie lekarza. Takie zachowania, z powodu których pacjenci poczuli się dotknięci lub obrażeni. Zachowania - mówiąc oględnie - odbiegające od powszechnie przyjętych norm.
- Tak, takie zachowania lekarzy, niekiedy aroganckie, niekiedy bezduszne wywołują bardzo często reakcję pacjentów. Szukają oni zadośćuczynienia, kierując skargi do nas, do rzeczników, a stąd sprawy trafiają do sądów lekarskich. Niestety, sposób bycia lekarza jest często źródłem konfliktów także w stosunkach między lekarzami. Można powiedzieć, że bywa tak w każdym środowisku zawodowym, ale my stawiamy sobie przecież wyższe wymagania.
Bardzo dużo tych spraw wynika nie z tego, co lekarz powiedział, ale jak powiedział, a także z tego, czego nie powiedział, o czym pacjenta nie poinformował. Z braku elementarnej wiedzy chorych o ich chorobie, o prowadzonym postępowaniu leczniczym.
To właśnie taki stosunek do pacjenta, o którym wspominałem. Pacjenta, któremu się nic nie tłumaczy i nie wyjaśnia, wychodząc z założenia, że ta wiedza nie jest mu potrzebna.
Takie myślenie, takie postępowanie nie da się pogodzić z obecnie obowiązującymi zasadami.
Ile spraw wnoszą lekarze przeciw lekarzom ?
- Tych spraw jest dużo. Moim zdaniem za dużo. Kilka procent ogólnie wnoszonych skarg. Obserwujemy, że główną przyczyną tych skarg są obecnie konkurencja zawodowa, wyścig o zajęcie możliwie wysokiej pozycji zawodowej, nieuczciwe zabieganie o pacjenta, nierzadko konkurencja naukowa, oskarżenia o przywłaszczenie sobie dorobku naukowego, zagarnięcie dóbr intelektualnych w postaci plagiatu czy zapożyczenia w pracach naukowych przedstawianych jako własne.
Wbrew pozorom są to sprawy bardzo trudne do rozwikłania, do obiektywnego, sprawiedliwego osądzenia. Jeśli np. lekarz urażony tym, że nie wygrał konkursu na stanowisko takie a takie, oskarża swego konkurenta o brak odpowiednich kwalifikacji i domaga się prześledzenia niemal całej jego kariery zawodowej, to rzecznik i sąd stają wobec zadania ponad ich siły i możliwości przeprowadzenia postępowania dowodowego.
Wzajemne animozje, różnice charakterów, nieprzestrzeganie elementarnych zasad kultury we wzajemnych stosunkach, także między szefami a podwładnymi, to nagromadzenie emocji utrudnia osądzenie sprawy i doprowadzenie do ugody czy innego unormowania sytuacji w tych i tym podobnych sprawach.
Kiedy górę biorą emocje, wchodzą w rachubę czynniki subiektywne - trudno jest dojść do prawdy. Z takiej konfrontacji przed sądem lekarskim rzadko kto wychodzi zadowolony, usatysfakcjonowany wynikiem dochodzenia czy rozprawy. Raczej obydwie strony wychodzą z tego poranione psychicznie, poobijane. Ale może to jest znamię czasu, uwalnianie zawodu lekarza, poddawanie go prawom konkurencji...
Przypominam sobie, że kilka lat temu zapowiadał pan, przewidywał rozkręcenie się także w Polsce takiej spirali: pacjenci zaczną domagać się coraz wyższych odszkodowań, sądy zaczną takie odszkodowania zasądzać, stawki dobrowolnych ubezpieczeń od odpowiedzialności zawodowej zaczną gwałtownie szybować w górę. Wszystko się sprawdziło...
- Dzieląc się z wówczas z panem swoimi opiniami nie prorokowałem, nie przepowiadałem przyszłości, ale opierałem się na mych doświadczeniach z USA, gdzie praktykowałem. Powtarzamy w Polsce z opóźnieniem to, co w bardziej rozwiniętych krajach Zachodu nazwane zostało "medycyną obronną"; to jest takie patologiczne zjawisko, że lekarz leczy i postępuje nie tylko z myślą o pacjencie, ale i o jego adwokacie. Zleca np. i przeprowadza badania często kosztowne, bolesne lub nawet obarczone ryzykiem głównie po to, by ustrzec się oskarżenia, że czegoś zaniedbał, chce mieć dokument, chce mieć alibi. Swego czasu obserwowałem np. w Filadelfii, że pacjent jeszcze w trakcie leczenia dostawał od adwokata karteczkę zachęcającą go do przyjścia po zakończeniu pobytu w szpitalu do kancelarii adwokackiej, bo "przecież na pewno coś się znajdzie". Powstały tam nawet wyspecjalizowane kancelarie prawnicze, które zajmują się wyłącznie sprawami na styku lekarz - pacjent.
Miałem nadzieję, że u nas nie dojdzie do takich wynaturzeń. Dzisiaj nie jestem tego tak pewny. Obawiam się, że ta spirala będzie się niestety dalej rozkręcać.
Tyle lat sprawuje pan te trudne i odpowiedzialne obowiązki. Przez dwie kadencje jako okręgowy, a obecnie naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej... Trudno jest dochodzić prawdy w swoim środowisku, oskarżać swoich kolegów po fachu?
- Powiem szczerze, że nie odczuwam z tego powodu rozterek wewnętrznych, nie odczuwałem też oporów godząc się na wybór i wypełnianie tych rzeczywiście trudnych obowiązków. Uważam, iż rzecznik działa w interesie środowiska, w interesie nas wszystkich - zarówno lekarzy, jak i pacjentów.
Dla dobra naszego zawodu nie można godzić się ani z błędami w sztuce, ani z nieetycznym zachowaniem jednostek.
Czasami padają pytania, po co izbie, samorządowi lekarskiemu takie funkcje, nierzadko represyjne. Żeby na to odpowiedzieć, trzeba przypomnieć, że poprzednio nasze sprawy regulowane były przez administrację.
Przypomnę, że to my, moim zdaniem słusznie, domagaliśmy się, aby sprawy dotyczące naszego zawodu rozstrzygać we własnym zakresie. Nikt bowiem lepiej niż my, lekarze, nie zna realiów, warunków, w jakich pracujemy, i nikt poza nami nie ma tej niezbędnej wiedzy nieodzownej do sprawiedliwej oceny za każdym razem innej sprawy, którą wyjaśniamy czy osądzamy.
A powracając do pytania, jak ja się czuję ścigając czy oskarżając kolegów lekarzy, odpowiem, że ja nie mam poczucia, iż ścigam kogoś, ja występuję przeciwko wykroczeniom.
Przypomnę półżartem wyznanie amerykańskiego kardynała O´Connora, który powiedział (cytuję z pamięci): nienawidzę grzechów, ale kocham grzeszników...
Gazeta Lekarska 2002-11 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|