
|

 |
Słowo Redaktora Naczelnego
Byle do wiosny!
|  |  |  |
 |
Demokracja lokalna nie ma w Polsce zbyt wielu entuzjastów. Wybory do samorządu terytorialnego nie skróciły nam drogi do społeczeństwa obywatelskiego. Na razie tylko co trzeci Polak ma poczucie, że są wydarzenia, w których trzeba brać udział i że coś od niego naprawdę zależy.
Sytuacja jest poważna. Przedstawiciele piętnastu krajów Unii Europejskiej, obradujący na szczycie w Brukseli, zgodzili się, aby 10 nowych państw, w tym Polska, weszły do Unii Europejskiej w 2004 r. Chcą jednak zmniejszyć pulę dotacji z funduszy strukturalnych dla nowych członków o 2,6 mld euro. Dla Polski oznacza to, że w pierwszych trzech latach po przystąpieniu do Unii może ona ubiegać się nie, jak wcześniej zakładano, o 13,8 mld euro, ale o 12,4 mld euro. Z propozycją obniżenia dotacji z funduszy strukturalnych, które mogą być przeznaczone m.in. na modernizację sieci autostrad, modernizację gospodarstw rolnych i inwestycje przedsiębiorstw, wystąpiły Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Przedstawiciele tych państw uważają, że nowi członkowie nie poradzą sobie z wykorzystaniem nawet mniejszych kwot.
W grudniu br. mają się zakończyć negocjacje, podpisanie traktatu akcesyjnego może nadejść w kwietniu 2003 r. Wielu polskich euroentuzjastów twierdzi, że nic nam się nie należy, bo to my chcemy wejść do Unii. Byle do Unii - wołają liberałowie. Sceptycy przypominają im, że w tej transakcji Unia przejmie nasz 40-milionowy rynek zbytu. Nie znam takiej dyrektywy unijnej, która nakazywałaby wprowadzenie w Polsce nowego, korzystnego systemu ochrony zdrowia - ostrzega niechętny akcesji lider OZZL dr Krzysztof Bukiel.
Polacy stanowią ponad połowę obywateli tej kandydującej dziesiątki. Mam nadzieję, że będziemy mieli stosowny udział w tworzeniu unijnego rynku zbytu i w ciałach decyzyjnych Unii. Nie należy przy tym popadać w euforię, walczyć trzeba o każdą złotówkę i euro.
Przyjęcie Polski do Unii to także rozwiązanie wielu problemów dla Polonii osiedlonej w krajach Unii Europejskiej. To ubezpieczenia zdrowotne ich rodzin z kraju podczas odwiedzin, ich rent i emerytur, nieruchomości, dyplomów i specjalizacji lekarskich, zaświadczeń i uprawnień. Polscy lekarze w Niemczech powiadają, że można będzie wrócić - nie wracając. To znaczy nie przerywając, ani nie niszcząc tego, co mozolnie budowali przez lata.
Wspólnota znosi bariery - pisze Grażyna Ciechomska na naszych łamach. Artykułem tym rozpoczynamy cykl prezentujący nową sytuację lekarzy po wejściu do Unii oraz nowe prawa m.in. swobodnego wyboru miejsca zamieszkania i leczenia ludzi. Wszyscy Europejczycy wymagają opieki medycznej. O tym kto będzie leczył i miał kolejki do gabinetów zadecydują kwalifikacje i umiejętności. Tych lekarzom polskim nie brakuje. Z drugiej strony wzrośnie konkurencja. Wiele jest wątpliwości, znaków zapytania i niejasności. Oczekujemy na listy, polemiki i własną ocenę nowych i obowiązujących już rozwiązań, przepisów, wymagań oraz przywilejów.
Marek Stankiewicz
redaktor naczelny
lekarska@gazeta.pl
Gazeta Lekarska 2002-11 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|