
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2002 Gazety Lekarskiej Numer 2002-10 Lekarze do pióra!
Lekarze do pióra!
To wezwanie kierujemy do lekarzy (nie po raz pierwszy) ze szczerym przekonaniem, że nie można redagować żadnej gazety, a zwłaszcza "Gazety Lekarskiej" bez współudziału, bez zaangażowania jej Czytelników. To nie jest bowiem gazeta dla lekarzy, to jest gazeta - własność lekarzy, których przemyślenia, rozterki, problemy i codzienne kłopoty znajdować mają odbicie na łamach naszego pisma. Ta więź z Czytelnikami, o którą zawsze zabiegaliśmy, jest nam dzisiaj szczególnie potrzebna. Żyjemy bowiem w trudnych czasach. Trudnych dla lekarzy, trudnych dla pacjentów. Łatwych jedynie dla organizatorów ochrony zdrowia, którzy dla doraźnych celów gotowi są eksperymentować bez końca. Zmieniając systemy, struktury, zarządy, nie licząc się z tymi, którzy leczą. Po prostu - leczą. Bez względu na to kto i na jakie pomysły wpada w zależności od aktualnej politycznej koniunktury.
Szczególną wagę przywiązujemy dziś w redakcji do listów Czytelników. Tej najbardziej osobistej i cenionej formy kontaktu. Teraz, w dobie elektronicznego przekazu ten kontakt może być nadzwyczaj aktualny. Opinie lekarzy, przemyślenia Czytelników mogą trafiać do nas niemal w chwili ich powstania, na gorąco. Pozwoli to nam reagować na nie bez zwłoki, bez opóźnienia, które sprawić może, że stracą na aktualności. Sprzyjać będzie temu zauważalne - mamy nadzieję - usprawnienie kolportażu "Gazety".
A więc lekarze do pióra! Ta strona, ale w miarę potrzeby i dalsze, są do dyspozycji lekarzy. Tych którzy chcą podzielić się z innymi tym, co dziś leży im na sercu.
redakcja
renil@nil.org.pl
r.klimkowska@hipokrates.org
"Znajomi bez konkursu"
W nr. 7/8/2002 "Gazety Lekarskiej" ukazał się pod dwuznacznym tytułem "Specjalizacje: znajomi bez konkursu" fragment rozmowy, jaką przeprowadziłem z panią redaktor Grażyną Ciechomską bezpośrednio po ogłoszeniu na forum NRL stanowiska młodych lekarzy w sprawie proponowanych zmian w regulaminie specjalizacji. Stanowisko to zostało wypracowane na ostatniej Konferencji KML w maju br. Niestety, bądź to moje niedoświadczenie w udzielaniu wywiadów, bądź niejasne przedstawienie problemu spowodowało, że treść wspomnianego artykułu nie tylko nie oddaje naszych przemyśleń, ale może nawet urażać niektóre osoby, na co słusznie zwrócono mi uwagę. Opisywane stanowisko dotyczy ewentualnych zmian proponowanych w regulaminie specjalizacji, a nie opisuje obecnego stanu rzeczy. Przy dosłownym zrozumieniu artykułu można odnieść wrażenie o wszechobecnej korupcji i znajomościach. Otóż absolutnie nie o tym mówi nasze stanowisko - chodzi o to, że stworzenie innych, poza egzaminem, dróg otwierania specjalizacji (np. dla asystentów klinik, obcokrajowców itp.) otwiera hipotetyczne możliwości wywierania nacisku na osoby ze środowisk medycznych przez chociażby polityków czy inne "wysoko postawione" osoby celem zatrudniania swoich znajomych ( i głównie o takich znajomych chodziło), aby mogli oni później rozpoczynać specjalizacje. Poza tym jednolity sposób kwalifikacji dla wszystkich nowo otwierających specjalizację pozwala "wyłowić" najlepszych. Rozmowa kwalifikacyjna pozbawiona jest charakterystycznej dla testu obiektywności ze względu na subiektywny sposób zadawania pytań jak i oceny odpowiedzi. Wspomniany w artykule przypadek z mojego własnego doświadczenia dotyczy właśnie takiej nieobiektywności rozmowy przy dwóch komisjach egzaminujących jednocześnie. Dopływające od naszych młodych kolegów informacje o nieprawidłowościach w egzaminach kwalifikacyjnych na specjalizację świadczą, że wszędzie zdarzają się nieprawidłowości. Na szczęście nie jest to regułą. Jako obiektywny przykład muszę przytoczyć, szpital, w którym pracuję, a w którym od lat młodzi lekarze (zupełnie bez znajomości czego jestem namacalnym przykładem) znajdują zatrudnienie. Jeszcze raz podkreślam, że celem naszego stanowiska, jak i komentarza do niego było uwypuklenie problemów jakie mogą wyniknąć, gdyby zostały przyjęte proponowane zmiany w systemie specjalizacji, jeszcze bardziej komplikujące wprowadzony przez reformę tryb kwalifikacji. Ze swojej strony serdecznie przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni wspomnianym artykułem ufając, że nie potraktowali go dosłownie i przyjmują powyższe wyjaśnienie. Myślę, że umiejętność jasnego wyrażania swoich myśli jest sztuką, którą jeszcze uda mi się opanować.
Klaudiusz Komor
przewodniczący Zespołu ds. Młodych Lekarzy NRL
Kontrakty
Chciałbym, aby w "Gazecie Lekarskiej" podjęto temat kontraktów lekarzy i innych pracowników medycznych.
Uważam, że sprawa jest bulwersująca, ponieważ od pewnego czasu pracodawcy zmuszają pracowników do takiej formy zatrudnienia nie dając wyboru, lub dając: albo kontrakt, albo na bruk!
Obecnie toczy się dyskusja na temat nowelizacji kodeksu pracy. Oczywiście zaproponowane rozwiązania spraw pracowniczych nie dotyczą wielu pracowników służby zdrowia, bo ci w świetle kontraktów wyjęci są spod prawa! Po co więc kodeks pracy?
Na kontrakcie nie ma się żadnych praw! Nie obowiązują przepisy o czasie pracy, praktycznie nie ma zabezpieczeń na wypadek choroby, co z przepisami bhp? Pracownik nigdy nie wie jak długo i czy w ogóle będzie pracował! W przyszłości najniższa renta lub emerytura, bo płaci się najniższą stawkę w zus-ie! Wyższej nie można! Zdany jest na złą lub dobrą wolę pracodawcy, który staje się władcą absolutnym! Po co związki zawodowe, jeśli jest się "jednoosobową firmą"?
Dla pracodawcy - genialne rozwiązanie, dla pracownika - XIX wiek! Ja pracuję jako lekarz cywilny w szpitalu wojskowym, gdzie koledzy w mundurach już po 15 latach pracy mają niezłe emerytury. Jak to jest? Dwa światy? Bardzo proszę o zajęcie się tym zagadnieniem na łamach naszej gazety, która może bardzo wiele zdziałać. Uważam, że problem tzw. kontraktów wymaga szerokiej dyskusji i zmian.
W imieniu wielu pracowników
z poważaniem J. Landowski
Ustawa ustawą, a będzie, co będzie?
Parlament przywrócił w trybie pilnym zajęcia wojskowe na uczelniach. Student ma teraz do wyboru dwa warianty:
1. Odbywa dobrowolne (ochotnicze) szkolenie z przysposobienia obronnego w trakcie trwania studiów, a następnie 6-tygodniowe w przerwie wakacyjnej w ramach służby wojskowej.
2. Nie robi nic w czasie studiów, a po ich ukończeniu idzie "w kamasze", ale już na 3 miesiące.
Różnica jest taka, że regulując stosunek do służby wojskowej podczas studiów zyskuje stopień podoficera, natomiast potem... chyba szeregowego (pewny nie jestem). Mimo wszystko zgadzam się z argumentacją, że taki zapis stwarza możliwość pewnego wyboru i stanowi jakieś wyjście naprzeciw oczekiwaniom studentów. A to już nieźle.
Sprawa kolejna to "ochotnicze szkolenie z przysposobienia obronnego". Jakie ono ochotnicze, skoro aby odbyć 6-tygodniowe szkolenie, trzeba zdać najpierw egzamin z przysposobienia obronnego!
Na koniec bardzo niejasna kwestia. O ile 6-tygodniowe szkolenie wakacyjne można odbyć po drugim roku studiów, to szkolenie z przysposobienia obronnego (wymagane do późniejszego 6-tygodniowego szkolenia w wakacje) można odbyć jedynie w semestrze zimowym II roku studiów.
W znowelizowanej ustawie czytamy m.in., że " studenci i studentki, którzy zaliczyli pierwszy rok studiów wyższych zawodowych lub jednolitych studiów magisterskich, lub równorzędnych mogą odbyć na swój wniosek przysposobienie obronne w pierwszym semestrze drugiego roku studiów zawodowych lub drugim semestrze drugiego roku jednolitych studiów magisterskich lub równorzędnych".
Trochę to dziwne, nieprawdaż? Dlaczego ograniczono możliwość odbycia przeszkolenia po ukończeniu drugiego roku studiów? W tekście nowej ustawy niestety odpowiedzi nie znalazłem. Rozumiem więc, że ustawa obejmie wyłącznie studentów, którzy ukończyli właśnie I rok studiów, bądź będą dopiero zaczynać studia.
Wiceminister obrony narodowej Piotr Urbankowski twierdzi, iż program szkolenia będzie łatwy do opanowania i materiały z zakresu wymaganej wiedzy będą dostępne (twierdzi, że nawet w Internecie). Dlaczego nie umożliwić zdania tego przedmiotu w trybie eksternistycznym, w terminie dowolnym dogodnym dla obydwu stron?
Pewnie należy poczekać na wykonawcze rozporządzenia ministerstwa obrony narodowej, bo ustawa ustawą, a będzie, co będzie. Sama ustawa się nie wykona, mało która zresztą jest wypełniana jak należy. Pożyjemy - zobaczymy.
Tomasz Stankiewicz
student III r. AM w Lublinie
|