Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2002 Gazety Lekarskiej  Numer 2002-07/08  Malowniczy wpomnień czar 

Jak miłe są wspomnienia... Tym bardziej, gdy dotyczą bajecznie kolorowego okresu. I choć temat wspomnień nie jest zbyt odległy, przyjemnie wrócić do Bystrej.

Zapytają Państwo, cóż to za tajemnicza nazwa? Ta niewielka beskidzka wioska, położona nieopodal Bielska-Białej, stała się w maju przez okres 10 dni enklawą niezwykłych artystów. Niezwykłych, bo na co dzień każdy z nich niesie ludziom w darze nie piękno, ale zdrowie. Raz w roku jednak zdejmują swoje białe kitle i w dobranej grupie oddają się swej pasji. Wówczas sale szpitalne i gabinety lekarskie zamieniają na romantyczne ganki, czy tarasy, by po drugiej stronie lustra znaleźć to, co pomaga zapomnieć o rzeczywistości - sztukę. I choć plener odbywał się pod hasłem lekarzy - malarzy, w trakcie okazało się, że niektórzy uczestniczący w nim medycy posiadają inne jeszcze talenty artystyczne, ale o tym za chwilę.
W ubiegłym roku, w Ojrzanowie, nasi koledzy malarze ulegli pięknu nizin mazowieckich. W bieżącym roku, podążając śladami Juliana Fałata, próbowali uwiecznić piękno polskich gór.
Wędrówkę rozpoczęli 11 maja. I już w pierwszym dniu pleneru, gdy nie wszyscy jeszcze rozpakowali swe bagaże, uczestników malarskiego spotkania czekała niespodzianka. Jedna z koleżanek, a przyznać trzeba, że panie stanowiły większość siedemnastoosobowej grupy, zaskoczyła wszystkich zdolnościami aktorskimi.
Jola Kuszyńska-Szmuda, pani stomatolog z Gdańska, zaprosiła nas na premierowy pokaz jednego z odcinków serialu telewizyjnej jedynki. Ulegając prośbie Joli, by mimo pięknego i nie znanego nam jeszcze otoczenia, przysiąść na pół godziny przed telewizorem, odkryliśmy po chwili, że wśród nas wschodzi gwiazda filmowa. Należy bowiem Państwu zdradzić, że Jola zagrała w serialu "Lokatorzy" niewielką, ale zauważalną rolę wytwornej damy.
Gratulacjom nie było końca. I, by filmowa kariera Joli rozwijała się, po zakończeniu pokazu, przy lampce łagodnego wina życzyliśmy naszej gwieździe dalszych sukcesów na tym polu. W ten sposób, w sympatycznej atmosferze rozpoczął się II Plener Malarski Lekarzy-Malarzy. Była to jednak pierwsza z wielu niespodzianek zjazdu.
Pomysłodawca i organizator kolejnego już pleneru - Olek Kotlicki zadbał o intensywny rozwój talentów malarskich. Zaprosił do czynnego udziału w plenerze wykładowcę warszawskiej ASP - Tadeusza Lużyńskiego. W związku z tym korzystając z obecności nauczyciela sztuki malarskiej, wianuszek pań już następnego dnia podążył za Tadeuszem w plener, by pod okiem fachowca dostrzec i odpowiednio uwiecznić na płótnie piękno gór i siedliska ich mieszkańców.
Dodać tutaj należy, że wśród naszych artystów dominowali malarze olejni. Na drugim miejscu wykorzystywanych technik znalazły się pastele. Koledzy używali również piórka i akwareli.
O osiągnięciach, błędach i sukcesach kolejnych dni dyskutowano przy i po kolacji. Wieczory bardzo często umilał nam Olgierd Kossowski - neurolog z Bielska-Białej, który czytał swoje interesujące spostrzeżenia na temat sztuki i rzeczywistości. Olgierd, podobnie, jak w ubiegłym roku, był także "nadwornym" karykaturzystą pleneru. Nasze podobizny podarował Naczelnej Izbie Lekarskiej, dzięki której w ogóle mogliśmy się spotkać, większość już po raz drugi.
Niech nie myślą jednak Państwo, że uczestników zmuszano tylko do mozolnej pracy przy sztalugach. Nasz nieoceniony opiekun - wspomniany już Aleksander, pomyślał również o innych atrakcjach tego wyjazdu.
Dzięki jego pomysłowości i dobrej organizacji mogliśmy zwiedzić zamek w Pszczynie, dom Juliana Fałata - patrona naszego pleneru, a także podziwiać i utrwalać na płótnie czy papierze piękno zabytkowej części Bielska-Białej.
Wytrwali turyści mogli wybrać się na zdobywanie gór. Naszym przewodnikiem i pierwszym piechurem towarzystwa był Olgierd. I choć nogi bolały, warto było pomęczyć się trochę i spojrzeć na Bielsko z wysokości ok. tys. metrów. Jednak śmiałków takich było niewielu. Mieszczuchy na co dzień, przemieszczający się najczęściej prywatnymi samochodami, nie mieli odpowiedniej kondycji, nad czym Olgierd bardzo ubolewał.
Dni mijały, jak to zwykle bywa beztrosko, pracowicie, ale przede wszystkim bardzo szybko. Ani się obejrzeliśmy, gdy nadszedł przysłowiowy koniec. W przedostatnim dniu pleneru, 18 maja, w holu naszego hotelu odbył się wernisaż. Odwiedziło nas kilkoro gości z Bielska, m.in. p. Krystyna Szyrocka-Kowalczyk, prezes Beskidzkiej IL.
Każdy z malarzy zaprezentował cały swój plenerowy dorobek. Wszyscy wiedzieli jednak, że nie zabiorą do domu kompletu swych dzieł. Tradycją pleneru jest oddanie przynajmniej jednej z prac wybranej przez komisję, tym razem z Tadeuszem na czele - organizatorowi i sponsorowi Pleneru - NIL. Dzieła te, po oprawieniu, będą zdobiły, aż do następnego pleneru, warszawską siedzibę władz samorządu lekarskiego.
Wracając do Bystrej, nie można pominąć dalszej części sobotniego dnia. Marek Obersztyn, neurolog z Warszawy i Stefan Welbel - psychiatra także ze stolicy, przygotowali uczestnikom wernisażu miłą niespodziankę i ujawnili kolejny swój artystyczny talent. Od prawie dwóch lat Marek prowadzi kabaret "Wesoły młoteczek", którego repertuar składa się z wierszy satyrycznych jego autorstwa, poświęconych głównie medycynie. Akompaniament do programu przygotowuje Stefan. Będąc w niepełnym składzie, przygotowali fragment programu kabaretu, prezentując go właśnie na koniec pleneru. Dodam tylko, że obaj panowie na plenerze dzielnie walczyli z pastelami (Marek) i lawowanymi rysunkami piórkiem (Stefan).
Oglądając podczas wernisażu prace olejne, i nie tylko, nie sposób było nie zauważyć, że uczestnikom pleneru był bardzo potrzebny nauczyciel. Wiedza i doświadczenie artystyczne Tadeusza pomogły większości z obecnych w Bystrej malarzy lekarzy. Jego nauczanie widoczne było m.in. w pracach Włodka Cerańskiego - chirurga z Warszawy. Jego obrazy wyróżniały się dojrzałością artystyczną w malowaniu górskich chat.
Miła niespodzianka spotkała prezesa NRL - Konstantego Radziwiłła, któremu olejny portret z pamięci podarowała Halina Mąkowska - stomatolog z Mielca. Może w ten sposób namówi Prezesa do sfinansowania kolejnego pleneru w przyszłym roku?
Myślę, że lekarze malarze bardzo by tego sobie życzyli, bowiem lekcje plastyki na pewno nie poszły na marne, a miłe wspomnienia będą prowokowały życzenia, by spotkać się znowu za rok.

Iwona Raszke-Rostkowska


Plener w Bystrej

Proszę państwa, powiem szczerze
nie ma to jak na plenerze,
gdzie rozwijasz swe talenty,
bo przez sztukę wniebowzięty
wyżyn sięgasz jak bogowie.
Każdy Ci artysta
jaką radość ma z tworzenia,
gdy wychodzi z życia cienia,
by w sercu na chwilę gościć
najjaśniejszy blask twórczości.
Wszystkich łączy wspólny cel:
gdzie dać czerń, a gdzie dać biel,
aby było jak najlepiej.
Farby więc kupujesz w sklepie
i pod okiem Tadeusza
każdy w plener dzisiaj rusza.
Raz jest blisko, raz daleko.
W górach, lesie, czy nad rzeką -
wszędzie wszystko Cię czaruje,
no więc siadasz i malujesz.
A wieczorem, przy kolacji -
spokojnie już, bez frustracji
wręcz z tworzeniem powiązanych
mnóstwo myśli masz ciekawych.
Więc miła wymiana zdań
trwa wśród panów i wśród pań.
Są wycieczki, korty, basen,
tak więc możesz sobie czasem
od sztalug oderwać się.
Tak kochani - żyć się chce!

Marek Obersztyn

P.S. Zamieszczony powyżej wiersz autorstwa Marka Obersztyna został przeczytany na wernisażu pleneru w Bystrej.



Włodzimierz Cerański


Alicja Petrenko


Zofia Żmijewska


Marek Obersztyn


Uczestnicy pleneru

Gazeta Lekarska 2002-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04