Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2002 Gazety Lekarskiej  Numer 2002-07/08  Kalafiory, czereśnie i białe niedziele 

Felieton miesiąca

Wyobraźmy sobie, że w sobotni, wolny od pracy poranek przyjeżdża na osiedlowy targ ambitny i pełen ideałów rolnik z tysiącem kalafiorów, które rozdaje. Kto tylko z buszujących po targu mieszkańców osiedla podejdzie do niego... natychmiast dostaje za darmo wspaniały kalafior.
Rolnik-idealista wie, że ludziom biednie się żyje i nie każdego stać na zapłacenie za kalafiora. Niech więc chociaż raz dostaną od niego prezent w postaci tysiąca kalafiorów za darmo. Ma gest. Inni rolnicy wynajmujący od lat, za opłatą, miejsce na targu, z kalafiorami po 1 zł od sztuki zgrzytają zębami, bo siedzą bezczynnie, towar im nie schodzi, choć cena i tak ustalona jest poniżej kosztów wytworzenia kalafiora. Kto miał zamiar tego dnia kupić kalafiora, to go nie kupił, bo dostał od rolnika-idealisty. W efekcie tysiąc darmowych kalafiorów skonsumowali uszczęśliwieni taką okazją mieszkańcy, a obok inny tysiąc kalafiorów oferowanych odpłatnie za jedyną złotówkę pozostał na stoiskach, zmarniał i wreszcie popsuł się wyrzucony na śmietnik.

Ekonomista stwierdziłby, że w ten sobotni poranek na targu był do zarobienia tysiąc złotych ze sprzedaży kalafiorów po 1 zł. Ale nikt tych pieniędzy nie zarobił, bo pojawiło się nagle tysiąc kalafiorów za darmo za sprawą judymowego kaprysu jakiegoś rolnika-idealisty.
Socjolog powiedziałby, że tysiąc mieszkańców osiedla zostało uszczęśliwionych bezpłatnymi kalafiorami i w sumie tysiąc złotych pozostał im w kieszeniach na zakupy kolejnych kalafiorów w poniedziałek.
Polityk natychmiast awansowałby rolnika-idealistę na kierownika targu z pełnym poparciem wszystkich sobotnich, "kalafiorowych" beneficjentów.

No ale życie toczy się dalej. Przychodzą w poniedziałek ci sami mieszkańcy z tym samym zaoszczędzonym w ostatnią sobotę wspólnym tysiącem złotych na targ, żeby kupić kolejne kalafiory... a tu kalafiorów nikt nie sprzedaje, bo się nie opłaca. Kalafiory "nie szły" w sobotę, więc nikt nie ryzykuje ich sprzedaży w poniedziałek. Wszędzie tabliczki "Nieczynne do odwołania".
Rolnik idealista nie pojawił się po raz drugi, bo go po prostu nie stać na codzienny, darmowy gest. Starzy oferenci kalafiorów wpadli w długi z powodu tegoż sobotniego krachu kalafiorowego, stracili pracę albo przerzucili się nagle na czereśnie, które "schodzą po 5 zł" bez problemów i darmowej konkurencji.

Co to ma wspólnego z białymi niedzielami organizowanymi tak często w ośrodkach zdrowia, przychodniach i szpitalach? Zanim przeczytacie resztę felietonu, proponuję zabawę! Zacznijcie, Drodzy Państwo, czytanie mojego felietonu od początku zastępując słowo "targ" słowem "przychodnia", "rolnik" słowem "lekarz" , a "kalafior" zastąpcie słowem "porada". Wykonane? No to lecimy dalej. Przejdźmy z darmowych kalafiorów na darmowe porady specjalistyczne udzielane w czasie tzw. białych niedziel.

Biała niedziela to wytworzenie w jednym dniu tysiąca albo więcej porad specjalistycznych w warunkach dalekich od standardu, w głębokim terenie, bez odpowiedniej aparatury, właściwego pomieszczenia i zaplecza diagnostycznego, najczęściej w ubogim gabinecie miejscowego lekarza poz, a często gęsto po prostu w gabinecie dyrektora miejscowej szkoły, albo w szkolnej sali gimnastycznej (dobre dla okulistów z ich tablicami badania ostrości wzroku).
Typowe świadczenie "białoniedzielne" wymaga obecności trudno dostępnych na co dzień lekarzy specjalistów z Bardzo Mądrymi Pieczątkami Specjalisty, najlepiej ordynatora oraz na wyposażeniu muszą być: biurka, krzesła i plik recept lub skierowań.
Nieodłącznym elementem białej niedzieli jest patronat Bardzo Ważnej Lokalnej Osobistości Politycznej, która przemawia na wstępie do mieszkańców, żeby wiedzieli, iż to właśnie Tej Ważnej Lokalnej Osobistości zawdzięczają nagłe, choć chwilowe polepszenie dostępu do specjalisty oczekującego skromnie z tyłu za Osobistością z plikiem Bardzo Ważnych Skierowań i Zaświadczeń, słuchawkami lekarskimi lub młoteczkiem neurologicznym w kieszeni i najcenniejszą dla sukcesu przedsięwzięcia Bardzo Mądrą Osobistą Pieczątką Specjalisty.

Są w Polsce mieszkańcy-szczęśliwcy, uczestnicy jakiejś gminnej białej niedzieli, którym udało się za darmo dostać poradę z Pieczątką Profesorską albo nawet Ministerialną (to ostatnie było tylko raz, na północy kraju, i tylko w trzech przypadkach na 44 miliony Polaków). Typowym efektem "dobrej, udanej" marketingowo, politycznie i gazetowo białej niedzieli jest około tysiąc darmowych porad specjalistycznych, które mają jednak jeden dalekosiężny, istotny ekonomicznie minus. Otóż ten tysiąc "białoniedzielnych", darmowych porad specjalistycznych nie zostanie już nigdy skonsumowany w ramach kontraktu z zadowoloną z "białoniedzielnych" oszczędności kasą chorych, bo pieniążki za ich udzielenie nigdy nie wpłyną do kasy najbliższego spzoz/nzoz.

Niech uczestnicy białych niedziel nie dziwią się, że w poniedziałek po białej niedzieli będą siedzieć bezczynnie w gabinecie specjalistycznym i tłumaczyć się dyrektorowi, dlaczego nic tego dnia nie zarobili i nikogo nie przyjęli.
Sprytniejsi, doświadczeni "białoniedzielowcy" mogą oczywiście sztucznie wytworzyć popyt na finansowane przez kasę specjalistyczne porady kierując każdego "białoniedzielnego" pacjenta do własnego gabinetu w prawdziwej, dobrze wyposażonej przychodni spzoz/nzoz... w najbliższy poniedziałek.

Ale czy to z kolei nie jest nieetycznym żartem z pacjentów wierzących w medyczną skuteczność "białoniedzielnej" imprezy?

Marek Wójtowicz

Gazeta Lekarska 2002-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04