Gazeta Lekarska 2002-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.




  Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2002 Gazety Lekarskiej  Numer 2002-07/08  Lekarz jest samodzielny od początku 

Z Arturem Fedorowskim, polskim lekarzem na kontrakcie w Szwecji rozmawia Grażyna Ciechomska

* W jaki sposób doszło do wyjazdu pana do Szwecji?

- Jestem specjalistą chorób wewnętrznych. Pracowałem w Katedrze i Zakładzie Medycyny Rodzinnej we Wrocławiu. Tam kończyłem swoją specjalizację i rozpocząłem następną z medycyny rodzinnej w trybie "krótkiej ścieżki". Pewnego dnia moja obecna żona przyniosła mi ogłoszenie z prasy o rekrutacji lekarzy do Szwecji. Na początku nie byłem entuzjastą tego przedsięwzięcia. Słyszałem, że wcześniej były podobne projekty, ale nikt w ich efekcie nie wyjechał. Ponadto nie wyobrażałem sobie, jak medycyna rodzinna funkcjonuje w Szwecji.
Wysłałem zgłoszenie Internetem. Później zdawałem mordercze egzaminy. Językowy, dwa na inteligencję oraz dwa na przystosowanie się do działania w stresie.

* Dlaczego zdecydował się pan na pracę lekarza w innym kraju?

- Po zdanych egzaminach otrzymałem zaproszenie na rozmowę do Szwecji. Wówczas nie było już odwrotu. W momencie, kiedy przyszła akceptacja i dowiedziałem się, jaki pracodawca wyraził zainteresowanie moją osobą, podjąłem ostateczną decyzję. Otrzymałem propozycję z miasta Örebro.
Wcześniej słyszałem dosyć dobre opinie o pracy lekarza w Szwecji od osób, które tam pracowały. O swoich praktykach w Szwecji opowiadali moi koledzy. Szczególnie podkreślali dużą kulturę pracy i duży spokój, które panują w relacjach zawodowych. Dotyczy to stosunków pracodawca - pracobiorca, również między kolegami oraz relacji lekarz - pacjent. Poza tym podkreślono brak problemów fiansowych w służbie zdrowia oraz dobre warunki pracy.

* Wyjazd do Szwecji nastąpił w grudniu 1999 r. Jak pan ocenia pracę tam?

- Jestem zadowolony. Uważam, że Szwecja jest idealnym krajem dla lekarza, który pragnie praktycznie wyszkolić się we wszystkich aspektach pracy medycznej, czy to internisty, czy lekarza ogólnego, czy w kierunku węższych specjalności. Są tam znakomite możliwości szkolenia się, świetny dostęp do sprzętu, również do pacjentów.

* Szwecja szkoli lekarzy ustawicznie. Pan praktykuje tam od półtora roku. Ile szkoleń pan przeszedł?

- Byłem na 8 kursach, które wykraczają poza dwa dni. Ponadto zaliczyłem może z dziesięć takich jednodniowych. Dokształcam się więc mniej więcej co dwa tygodnie.

* Zatem wiedza medyczna lekarzy w Szwecji jest stale aktualizowana. Czy przyjazd do pracy w tamtejszej placówce zdrowia wiąże się z dodatkowymi egzaminami?

- Nie ma żadnego egzaminu dla przyjeżdżających specjalistów-lekarzy z kraju takiego jak Polska. Nasze specjalizacje są równoważne ze szwedzkimi. Wymagają dokształcenia i uzupełnienia pewnych rzeczy, których nie ma w kształceniu specjalizacyjnym w Polsce.

* Jak wyglądają początki praktyki w innym systemie. Są trudne?

- Od samego początku lekarz pracuje samodzielnie. Kiedy potrzebuje pomocy, zwraca się o nią do swoich bardziej doświadczonych kolegów. Od razu ma dostęp do wszelkich możliwości diagnostycznych i terapeutycznych, które uważa za słuszne. To powoduje, że lekarz bardzo szybko dowiaduje się, jakie aktualnie możliwości są dla danego pacjenta. Jakie możliwości diagnostyczne i terapeutyczne może zastosować. Od razu ma możliwości własnoręcznego wypraktykowania wszystkiego.
Np. lekarz na stażu podyplomowym, ale już pragnący wykształcić się w określonym kierunku pracuje samodzielnie. I tak na dyżurze nocnym samodzielnie przyjmuje poród. W momencie ewentualnego problemu dzwoni do bardziej doświadczonego kolegi.
Taki system powoduje bardzo szybkie kształcenie w praktycznych elementach pracy lekarza.

* I mobilizuje do jeszcze intensywniejszej pracy i doskonalenia!

- Mobilizuje! W Szwecji lekarzy obdarza się dużym zaufaniem. Pamiętam z mojej pracy w kraju, że na oddziale internistycznym panował bardzo szczegółowy i hierarchiczny system kontroli. Lekarz-stażysta jest kontrolowany przez lekarza oddziałowego, potem odcinkowego, później przez ordynatora. Na to nakłada się pan lub pani docent, a następnie pan lub pani profesor. System 5-stopniowego kontrolowania pracy lekarza powoduje, że w Polsce kształci się on bardzo wolno.

Polski system w porównaniu ze szwedzkim ma znaczne ułomności?

- Uważam, że zabiera lekarzowi więcej czasu i nie pozwala mu na nabranie takiej pewności, jakiej nabiera się tam. Jest jeszcze jedna zaleta szwedzkiego systemu. Stres przed kolegami, którzy są bardziej doświadczeni, jest mniejszy w Szwecji niż w Polsce.
Tam nigdy nie słyszałem, żeby z ust lekarza bardziej doświadczonego padła krytyka, która w jakiś sposób spowodowałaby obniżenie samozaufania do swojej wiedzy lekarza młodszego i mniej doświadczonego.
Zawsze wymiana zdań ma charakter dyskusji i rozwiązywania problemu, a nie wartościowania wiedzy medycznej osoby, która czegoś nie wiedziała czy nawet popełniła błąd.
Przypuszczam, że są w Polsce miejsca, gdzie się tak pracuje, ale mam też osobiste doświadczenie, że pracuje się według innego systemu.

Dlaczego Szwedzi chcą zatrudniać polskich lekarzy?

- Problem można rozbić na dwa elementy. Dlaczego chcą zatrudniać lekarzy-obcokrajowców? Dlatego, że mają dużo odchodzących na emeryturę oraz chcą osiągnąć wyższy standard opieki zdrowotnej. Oblicza się, że w ciągu 5 lat odejdzie 30 proc. lekarzy na emeryturę. To bardzo dużo. Po prostu brakuje im lekarzy. Młodzi, którzy obecnie się szkolą, nie są w stanie wypełnić luki. Obliczono, że Szwedzi muszą ściągnąć rocznie około 200-300 lekarzy z zagranicy po to, aby wypełnić braki.

Kogo najczęściej zatrudniają?

- Najczęściej dają kontrakty lekarzom z krajów nordyckich. Pracują u nich Norwegowie, Duńczycy, Finowie. W ostatnim naborze zatrudnili Niemców.

I ściągają Polaków?

- Polscy lekarze mają w Szwecji renomę. Poprzednicy zapracowali na dobre imię naszych lekarzy. W czasie moich rozmów z kolegami szwedzkimi padają słowa: "Znam takiego Polaka, on jest dobrym anestezjologiem, albo jest dobrym kardiologiem. Ten jest dobrym radiologiem". Także: "Znam go, ten polski lekarz jest bardzo dobry. Tamten jest bardzo zdolny". Wiedza lekarzy polskich jest traktowana jako przykład standardowej dobrej wiedzy medycznej. Pacjenci też cenią sobie lekarzy polskich. Mówią: "Miałem lekarza polskiego. Chodziłem do niego. Był bardzo dobry. Gdzieś się wyprowadził. Nie ma go już tutaj".

Czy stanie pan przed dylematem w momencie skończenia się kontraktu? Czy będzie pan chciał zostać na stałe w Szwecji, czy wrócić do Polski?

- Do końca kontraktu zostało jeszcze półtora roku. Myślę, że jeśli rodzina będzie czuła się dobrze i żona znajdzie pracę, to nie będzie powodu, żeby zmieniać tę sytuację. Tym bardziej, że finansowo praca lekarza w Szwecji powoduje to, iż nie musi on harować tyle (nadgodziny i dyżury) w celu uzupełnienia swojego podstawowego dorobku finansowego.

Zatem wynagrodzenia lekarzy w Szwecji są adekwatne do wykonywanej pracy i posiadanych kwalifikacji oraz umiejętności?

- W Szwecji około 70 proc. osób zarabia mniej więcej do 250 tys. SEK rocznie. Podaje się nawet, że jest to grupa 80 proc. ludzi. Potem jest przedział zarobków 250-350 tys. SEK rocznie. Polski lekarz, który przyjeżdża na staż zarabia 300 tys. SEK rocznie, tj. 132 tys. PLN. Natomiast lekarz-specjalista, który ma już dobrą pozycję zawodową, zarabia wraz z dyżurami i dodatkowymi kontraktami około 600-700 tys. SEK rocznie.
Lekarz przyjeżdżający z Polski może dojść do takiego poziomu w ciągu dwóch lat.
Dodatkowe apanaże i kontrakty potrafią podciągnąć tę sumę do 800 tys. SEK rocznie. Takie zarobki osiąga w Szwecji grupa rzędu 0,3 proc. osób.
Wynagrodzenia dają wyobrażenie o statusie lekarza w Szwecji. Dodam, że nie uwzględniłem podatków w podanych kwotach. Są one dosyć wysokie. Dochodzą do 40 -45 proc.

Szwecja jest krajem, który bardzo dba o warunki pracy lekarzy, ich poziom zawodowy i wynagrodzenia. Dlatego niektórzy polscy specjaliści pozostają tam na stałe. Pan również deklaruje taką chęć. Sądzę, że szkoda takiego potencjału intelektualnego i medycznego. Polska wiele na tym traci!

- Bardzo szkoda! To nie zmienia faktu, że po pewnym czasie część osób może wrócić do Polski bogatsza o doświadczenia i inną kulturę pracy. Może zatem wpływać na zmianę naszego systemu. Część zostaje.
Myślę, że osoba, która kształci się w Szwecji i osiąga pewne doświadczenia medyczne w innym systemie, który funkcjonuje inaczej i w pewnych względach dużo lepiej niż polski system opieki zdrowotnej oraz osiąga inne doświadczenia życiowe, po powrocie do kraju może być czynnikiem, powodującym zmiany. Na pocieszenie dodam, że szwedzki system ochrony zdrowia nie jest wolny od wad.

Artur Fedorowski ma 37 lat. Jest specjalistą chorób wewnętrznych. Przed wyjazdem do Szwecji mieszkał i praktykował we Wrocławiu. Ma żonę i jedno dziecko.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04