
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2002 Gazety Lekarskiej Numer 2002-07/08 Znajomi bez konkursu
Młodzi lekarze o specjalizacjach
W ostatnich dniach maja 2002 r. odbyła się w Łodzi VII Ogólnopolska
Konferencja Młodych Lekarzy. Jednym z najbardziej gorących tematów były
specjalizacje lekarskie. Uczestnicy spotkania wypracowali tezy, które
stały się podstawą stanowiska Zespołu ds. Młodych Lekarzy NRL w sprawie
specjalizacji. Dokument został przyjęty na posiedzeniu zespołu 2 czerwca
2002 r.
Lekarze nie są zadowoleni z przepisów prawnych dotyczących kształcenia
specjalizacyjnego. Wątpliwości budzi także praktyka dotycząca rekrutacji,
a następnie otwierania i odbywania specjalizacji. "W tej chwili sytuacja w
zakresie szkolenia specjalizacyjnego jest trudniejsza niż przed
wprowadzeniem trybu jednostopniowego. Liczba miejsc jest limitowana. Także
liczba miejsc akredytacyjnych jest ograniczona. Są sytuacje, w których
młodzi lekarze zdają egzamin, otwierają specjalizację, ale nie mają gdzie
się specjalizować" - mówi Klaudiusz Komor, przewodniczący Zespołu ds.
Młodych Lekarzy NRL. Dodaje z rozżaleniem, że "Kiedyś specjalizację
rozpoczynał kto chciał i taki kierunek jaki chciał". Niepokój
środowiska budzą najnowsze propozycje Ministerstwa Zdrowia. Powszechną
krytykę lekarzy wywołuje pomysł automatycznej kwalifikacji na
specjalizację lekarzy asystentów i doktorantów. Egzaminy obowiązywałyby
tylko tych, którzy nie są zatrudnieni na etatach w klinikach. "Takie
zasady tworzą pole do manipulacji. Wiadomo, że znajomi dyrektorów, a zatem
synowie ordynatorów, synowie rodziny są zatrudniani "u siebie" w szpitalu.
Tym samym automatycznie dostawaliby się na specjalizacje" - wyjaśnia Komor
i podkreśla, że środowisko młodych lekarzy chce uniknąć takich
sytuacji. Przewodniczący Zespołu ds. Młodych Lekarzy dobitnie podkreśla
znaczenie zasady równości szans dla kandydatów. Równocześnie zgadza się z
propozycją rozwiązań dotychczas nie uregulowanych kwestii dotyczących
lekarzy, którzy mają "1" uzyskaną w poprzednim systemie specjalizacyjnym.
"Jedynkowicze powinni być poza limitem miejsc. Oni muszą skończyć
specjalizację bez dodatkowych utrudnień". Stawia też pytanie: "Jeżeli
Ministerstwo Zdrowia określa limit miejsc na zasadzie konkursu, w którym
wygrywają najlepsi, to dlaczego mają być tacy, którzy do niego nie
przystępują?" I sam odpowiada mając na myśli etatowców: "Jeżeli ktoś się
wykazał i ma dużą wiedzę, to postępowanie kwalifikacyjne nie będzie dla
niego wielkim problemem. On po prostu zda. Natomiast wykluczy się tych,
którzy postępowanie ominęli po znajomości." Zastrzeżenie budzi także
nierówność w dostępie do specjalizacji lekarzy polskich i cudzoziemców.
Zgodnie z paragrafem 7 ust. 3 rozporządzenia ministra zdrowia z 6 sierpnia
2001 r. w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy stomatologów odbywanie
specjalizacji lekarskich przez osoby nie będące obywatelami polskimi
uzależnione jest od wyrażenia zgody na nią przez ministra zdrowia.
Cudzoziemcy zatem nie zdają testów itd. Klaudiusz Komor mówi: "My
chcielibyśmy, żeby cudzoziemcy tak jak rdzenni Polacy musieli przejść całe
postępowanie kwalifikacyjne". Uwaga ta wydaje się słuszna. Kryteriami
powinny być wiedza i talent, a nie obywatelstwo. Młodzi lekarze w
przyjętym stanowisku domagają się zmiany niektórych zapisów prawnych,
sprzyjających utrudnieniom w specjalizowaniu się oraz obiektywnemu
wyłanianiu najlepszych kandydatów. Na pierwszym miejscu stawiają postulat
przyśpieszenia i skrócenia postępowania kwalifikacyjnego. Ich zdaniem
"Obecne procedury są uciążliwe szczególnie dla osób ubiegających się o
rezydenturę". Złożenie dokumentów o prawo wykonywania zawodu, jego
otrzymanie, a następnie cały proces kwalifikacji do specjalizacji aż do
momentu rozpoczęcia rezydentury trwa co najmniej 3 miesiące. Wydaje się,
że ten czas można lepiej wykorzystać. Jest jałowy i demobilizuje młodego
lekarza do pracy. Kolejną sporną kwestią jest rozmowa kwalifikacyjna.
Proporcje punktów otrzymanych za test i rozmowę nie zawsze są korzystne
dla lekarzy zdolniejszych i z większą wiedzą. Przychylność komisji może
uprzywilejować kandydata potencjalnie słabszego. Sprawę wyjaśnia Klaudiusz
Komor: "Rozmowa stanowi 15 proc. całej punktacji testowej. Wiem z
doświadczenia, że różnice w teście wynoszą 10, najwyżej 15 punktów. A
zatem podczas rozmowy znajomemu można podciągnąć punktację. Spotkałem się
osobiście w czasie swojego postępowania kwalifikacyjnego z czymś takim.
Ponadto zdarza się, że w komisji są asystenci czy ordynatorzy oddziałów, z
których startują do konkursu asystenci. Tym samym już na starcie szanse
nie są równe". Z wypowiedzi jednoznacznie wynika, że młodzi lekarze
opowiadają się za zniesieniem rozmowy kwalifikacyjnej. Czynią jeden
wyjątek. Dotyczy on kandydatów, którzy zdobędą podczas testu jednakową
liczbę punktów. Zniesienie rozmowy kwalifikacyjnej nie jest sprawą
oczywistą. Pisemny test nie w każdym przypadku odzwierciedla rzeczywistą
wiedzę, umiejętności, talent do zawodu lekarza oraz predyspozycje. Rozmowa
kwalifikacyjna może dopomóc w rozwianiu wątpliwości czy wskazać na
niedociągnięcia u tych, którzy zdobyli największą liczbę punktów. Problem
leży w obiektywizacji rozmowy kwalifikacyjnej. Lekarze z różnych
ośrodków sygnalizują nieprawidłowości występujące podczas takich rozmów.
Głosy o zjawisku świadczą o nierzetelności i braku odpowiedzialności wcale
niemałej liczby komisji rekrutacyjnych. Moim zdaniem należałoby poszukać
doskonalszych mechanizmów uniemożliwiających komisjom nadużycia czy
łamanie przepisów. Sądzę, że propozycja zniesienia rozmowy ze strony
najmłodszych roczników lekarzy jest niesłuszna. Pod rozwagę można
przyjąć sugestię dotyczącą usunięcia z rozporządzenia zapisu, który mówi o
"wstępnej akceptacji kierownika jednostki organizacyjnej" jako jednego z
kryteriów kierowania na specjalizację. Jest to paragraf 13 ust. 3
rozporządzenia o specjalizacjach. Z jednej strony, opinia kierownika może
być bardzo cenna i słuszna. Ale mają też rację inni młodzi kandydaci do
specjalizacji, że bywa nieobiektywna. Czasami jest wypadkową interesów
jednostki leczniczej, jej dyrekcji i bezpośredniego przełożonego
kandydata. W przypadku tego punktu sporo jest argumentów za pozostawieniem
przepisu, ale budzi on duże emocje. Zdecydowany sprzeciw wyraża zespół
młodych lekarzy odnośnie przywrócenia wolontariatu. Środowisko lekarskie
jest podzielone w tej sprawie. Niektórzy opowiadają się za możliwością
specjalizacji na zasadzie umowy cywilno-prawnej jako jednej z alternatyw i
jedynej szansy dla lekarzy bezrobotnych. Problem jednak jest poważniejszy,
a niebezpieczeństwa z niego wypływające zagrażają całemu środowisku
lekarskiemu. "Jesteśmy przeciwni umowie cywilno-prawnej. Uważamy, że
jest to zły pomysł. W przyszłości może prowadzić do takich patologii,
kiedy to dyrektorom szpitali nie będzie się opłacało w ogóle zatrudniać
lekarzy na etaty. Natomiast będzie się opłacało zatrudniać rezydentów" -
twierdzi przewodniczący Komor. Na moje pytanie, czy taka praktyka miałaby
duży zasięg? rozmówca odpowiada: "Być może. Takie rozwiązanie mogłoby być
najlepszym wyjściem dla dyrektora. Miałby pracownika, któremu nic by nie
płacił. Po drugie, praca za darmo uwłacza godności lekarza". Do tego
zagadnienia dochodzi również problem ubezpieczenia od odpowiedzialności
cywilnej. Kto by za to płacił? Dr Komor zastanawia się: "Sami płacimy za
to ubezpieczenie, mimo że nie zarobimy nawet na nie". Prawdopodobnie
liczba skarg sądowych na lekarzy będzie rosła. Pretensje pacjentów będą
dotyczyły nie tylko czystych błędów lekarskich, ale też drobnych spraw,
np. błędów w dokumentacji lekarskiej czy udzielania informacji rodzinie
bez formalnej zgody chorego. Wyroki mogą być różne. Nowe propozycje
legislacyjne wprowadzają karę pieniężną. A jeżeli taka zostanie orzeczona
to "z czego zapłaci młody lekarz wolontariusz?" Zdecydowane jest też
stanowisko młodych lekarzy w kwestii dotyczącej przejęcia prowadzenia
specjalizacji lekarskich przez uczelnie medyczne. Sprzeciwiają się takiemu
pomysłowi urzędników Ministerstwa Zdrowia. Uważają, że "Rola akademii
medycznych w procesie specjalizacyjnym powinna polegać przede wszystkim na
organizowaniu kursów programowych oraz staży klinicznych". Trafnym
spostrzeżeniem zawartym w stanowisku wydaje się szczupłość bazy do
prowadzenia specjalizacji. W omawianym dokumencie lekarze zwracają uwagę
na to, że "Liczba jednostek uprawnionych do prowadzenia specjalizacji jest
dramatycznie mała... Ma miejsce przeładowanie ośrodków o wyższym poziomie
referencyjnym (kliniki) oraz zablokowanie odbywania specjalizacji dla osób
mieszkających poza ośrodkami akademickimi". Kandydaci niepokoją się
sytuacją, w której powstają i rosną kolejki lekarzy zakwalifikowanych do
specjalizacji i oczekujących na miejsce w jednostce akredytacyjnej. W
szczególności kandydaci domagają się udrożnienia specjalizacji z medycyny
rodzinnej. Podkreślają jej niekorzystną sytuację. Są rejony kraju, w
których nie ma szans na otworzenie specjalizacji z tej priorytetowej
dziedziny medycyny. W dokumencie podaje się przykład zaniedbanego w tym
zakresie województwa. Oczekuje w nim 102 lekarzy na skierowanie do
jednostek, którzy przeszli pomyślnie postępowanie kwalifikacyjne. Paradoks
polega na tym, że tych jednostek fizycznie nie ma. Ostatnie lata nie są
pomyślne dla lekarzy chcących się specjalizować. Przy wprowadzaniu nowych
zasad kształcenia w tym zakresie przez kilka miesięcy brakowało
rozporządzenia. Lekarze nie mogli rozpoczynać specjalizacji. Była tzw.
dziura specjalizacyjna. Rozporządzenie, które wprowadziło rezydentury,
było wielką nadzieją. Jednak w praktyce okazuje się, że w nowym systemie
występują niedogodności. Dostęp do specjalizacji nie jest prosty. Poza tym
są równi i równiejsi. Nie wyeliminowano układów. Nie ukrócono procederu
popierania i przyjmowania swoich. Niejednokrotnie lepsi pozostają na
aucie. Przygotowywana nowelizacja rozporządzenia o specjalizacjach ma
uporządkować procesy przyjmowania i odbywania specjalizacji. Czy nowe
przepisy przyczynią się do zlikwidowania istotnych nieprawidłowości i
niedogodności? Sądzę, że autorzy nowelizacji mogą ustrzec się od błędów
silniej wsłuchując się w głosy środowiska lekarskiego. Także biorąc pod
uwagę opinie młodych absolwentów akademii medycznych. Są oni najbardziej
zainteresowani nowymi przepisami, a ich umiejętności będą w przyszłości
decydowały o poziomie usług polskiej służby zdrowia.
Grażyna Ciechomska Artykuł napisany 15 czerwca 2002 r.
Gazeta Lekarska 2002-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|