Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej  Numer 2001-12  Kanał płatniczy 

Reforma ochrony zdrowia

Jedna z reguł reformy mówiła, że pieniądze pójdą za pacjentem. Premiowany miał być lekarz oraz placówka go zatrudniająca. Ten mechanizm nie zadziałał.

Ochrona zdrowia w Polsce od dziesięcioleci cierpi biedę. Rok 1999 miał być przełomowy. Zapoczątkowana reforma zaniedbanej dziedziny miała poprawić jej kondycję finansową i sytuację finansową jej pracowników, a przede wszystkim lekarzy.

Eksperci wyliczyli, że naprawienie ochrony zdrowia wymaga 10-11 proc. składki płaconej przez wszystkich pracujących. Jednak wprowadzając reformę grupa decydentów ustaliła stawkę na poziomie 7,5 proc., co dawało ogólną sumę w granicach powyżej 22 mld zł. Środowisko lekarskie i samorząd lekarski wielokrotnie ostrzegały władze resortowe, państwowe i parlament, że tak niska kwota pieniędzy jest niewystarczająca. Decydenci uważali, że zmniejszenie zatrudnienia w placówkach ochrony zdrowia, likwidacja bankrutów oraz prywatyzacja jednostek przyniosą efekty. Początkowo oddłużono szpitale, w których długi określono na ponad 1 mld zł. To oddłużenie było tylko w dokumentach. Po trzech latach okazuje się, że zadłużenie jednostek w ochronie zdrowia jest kilkakrotnie większe niż było u progu przemian systemowych.
Już w 1999 r. Najwyższa Izba Kontroli uprzedzała o nieprzygotowaniu placówek do restrukturyzacji. Nie zaproponowano wówczas mechanizmów chroniących szpitale przed popadaniem w następne kłopoty finansowe. Jedna z reguł reformy mówiła, że pieniądze pójdą za pacjentem. Premiowany miał być lekarz oraz placówka go zatrudniająca. Ten mechanizm nie zadziałał. Szpitale, które wykonują więcej świadczeń, niż przewidują to kontrakty z kasami chorych nie otrzymują pieniędzy wydanych na świadczenia ponadkontraktowe i popadają w długi. Typowym przykładem jest Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu koło Warszawy. Szacowany dług wynosi tu około 60 mln zł, choć niektórzy twierdzą, że tylko 50 mln zł, a nawet mniej. Dlaczego?
Prof. Paweł Januszewicz, były dyrektor szpitala, uważa, że pomoc medyczna przysługuje każdemu dziecku przyjętemu do placówki. Mały pacjent powinien wyjść z niej całkowicie wyleczony bez względu na to jaka jest podstawa przyjęcia. Dyrektor nie zgadza się z limitami świadczeń, które narzucają kasy. Przyjmował chore dzieci z całej Polski i je leczył. Kasy nie chciały mu wyrównać strat spowodowanych większą liczbą przeprowadzonych zabiegów i świadczeń niż było to ustalone w umowach. Efektem takiej sytuacji jest ogromny kanał płatniczy w Centrum, choć także czyste sumienia lekarzy tam pracujących.
Braki finansowe w poszczególnych jednostkach leczniczych nie powstają w wyniku złego zarządzania czy nieodpowiedzialności ich dyrektorów. Te finansowe kanały są systemowe. Pieniędzy na ochronę zdrowia po prostu nie ma. Nie było w Polsce przedsierpniowej. Nie było w latach dziewięćdziesiątych. I nie ma ich teraz. Ostatnie trzy lata były grą. Określone kwoty przesuwano z jednego miejsca w drugie. Łatano największe dziury. W ich miejsce powstawały następne jeszcze większe i jeszcze bardziej uciążliwe. Najdobitniejszym przykładem ukrywania czy nieprzyznawania się do pustej kasy jest ostatni skandal z restrukturyzacją szpitali.
Program naprawy placówek zamkniętych trwa dwa lata. Teraz okazuje się, że system finansowania tego przedsięwzięcia załamał się. Z przyznanych 393 mln zł w 2001 r. szpitale na restrukturyzację otrzymają 173 mln zł, a zatem pulę poniżej kwoty gwarantowanej, która wynosiła 220 mln. Trzeba podkreślić fakt, że przyznana kwota 393 mln zł wcale nie była wysoką. Wprost przeciwnie w stosunku do potrzeb i planów były to pieniądze bardzo skromne.
Niektóre jednostki pieniądze na restrukturyzację w 2001 r. otrzymały, inne nie. Do listopada 2001 r. na ten cel wydano 112 mln zł. Minister zdrowia może zatem rozdysponować jeszcze tylko 61 mln zł. W województwach zapanowało przerażenie. Są takie regiony, które nie otrzymały prawie żadnych środków i nie mają co liczyć na większe fundusze. Do urzędów marszałkowskich w poszczególnych województwach dotarły wiadomości o tym, że nie otrzymają pieniędzy na restrukturyzację szpitali. Ewentualnie z obiecanych sum dostaną jakieś resztki. Niektóre placówki są w beznadziejnej sytuacji. Wcześniej zainwestowały już pieniądze np. w sprzęt, licząc na ich zwrot z Ministerstwa Finansów, które programy finansuje. Oprócz aparatury były to wydatki na inne inwestycje oraz odprawy dla zwalnianych pracowników.
Szacuje się, że z publicznych placówek ochrony zdrowia odeszło około 80 tys. ludzi. Wśród nich byli zwalniani lekarze. Poczynione na nich oszczędności całej reformowanej dziedzinie nie przyniosły poprawy finansowej.
Na początku listopada 2001 r. wysocy urzędnicy z Ministerstwa Finansów rozważali zamrożenie składki zdrowotnej na poziomie 7,75 proc. motywując to wyjątkowo złą sytuacją finansową państwa. Zamrożenie spowodowałoby pogłębianie się kanału płatniczego. To byłaby niekorzystna decyzja. Przeciwko podejmowaniu złych i nieprzemyślanych decyzji dotyczących ochrony zdrowia wielokrotnie protestował samorząd lekarski, który także wielokrotnie przestrzegał przed uchwalaniem złych ustaw medycznych. Rozważny i merytoryczny głos samorządu lekarskiego ignorowano, a zapaść w ochronie zdrowia pogłębiała się.
Obecnie sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Wstrzymanie dopływu pieniędzy ze wzrostu składki może ją znacznie pogorszyć. Reformy nie da zrobić się na papierze. Przed wprowadzeniem zmian nie poszukano poważnych źródeł ich finansowania. Nie odważono się też na niepopularne decyzje zwiększające udział w finansowaniu świadczeń przez samych pacjentów. Teraz chce się nieco zwiększyć ten udział po cichu robiąc manipulacje w PIT-ach. Ten pomysł także nie wypali, a zrazi do rządzących dalsze grupy społeczne.
Przekonując kilka lat wcześniej do reformy rozbudzono oczekiwania społeczeństwa, ale także lekarzy i menedżerów ochrony zdrowia. Z dokonanych dotychczas zmian nikt nie jest zadowolony. Zdrowie i życie kosztuje. Nie wszyscy chcą to zrozumieć...
Składka co najmniej 10 proc. wydawana rozsądnie i gospodarnie może przyniosłaby poprawę, choć nie jest to pewne. Trzeba mieć odwagę powiedzieć to ludziom.
Każdy kolejny minister robi ruchy pozorne, które w konsekwencji nie poprawiają sytuacji w ochronie zdrowia. To zadanie byłoby możliwe do wykonania pod warunkiem zwiększenia funduszy na ochronę zdrowia o co najmniej 10 mld zł. Przy pozostaniu na dotychczasowym poziomie finansowym nie pomogą tej dziedzinie najwyższe kwalifikacje medyczne, ekonomiczne i menedżerskie ministra ani innych urzędników czy kadry menedżerskiej oraz kierowniczej placówek medycznych.

Grażyna Ciechomska

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04