Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej  Numer 2001-12  Jezusie Chrystusie, Który przychodzi do człowieka 

Jezus urodził się w miejscu ubogim, w zupełnej ciszy, z dala od tętniącej życiem Jerozolimy. Zdawałoby się, że Jego narodzenie nie miało w tamtym czasie jakiegokolwiek znaczenia. A jednak pasterze, prości ludzie z Betlejem, szybko zrozumieli niezwykły wymiar tych narodzin. Umieli rozpoznać głos aniołów i znak czasu (Łk 2,15). Pasterze wiedzieli, że dokonało się coś wielkiego, że wchodzą w sam środek niepowtarzalnego wydarzenia. Prostota stajni betlejemskiej była szatą największej tajemnicy. Z niej wytrysnął jak ze źródła potężny strumień światła, które będzie już nieustannie oświetlało cały wszechświat, odsłaniając przy tym niezwykłe piękno Boga i człowieka.
Boże Narodzenie. Każdego roku zagłębiamy się w tym dniu z prawdziwą radością w biblijne teksty. One odsłaniają nam wciąż na nowo znaczenie historii betlejemskiej. Ta historia przenika dzieje wszechświata, sięga chwili jego stworzenia, a nawet idzie dalej: dotyka rzeczywistości trójedynego Boga, który był przed wszystkim, co stworzone. Św. Jan pisze: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo... Wszystko przez nie się stało (...) W nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (...) Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas..." (J 1,1-3-4).
Ten hymn - tak bardzo przeniknięty myśleniem żydowskim i greckim - przekracza jednak w swej wymowie granice dwóch kultur i nadaje tajemnicy betlejemskiej wymiar uniwersalny. Janowa pieśń jest teologicznym opisem wspaniałego pochodu Boga ku człowiekowi. Jest zarazem wspaniałą odpowiedzią na niesłychaną tęsknotę ludzkiego ducha za bliskim człowiekowi Bogiem. Wielkie ślady tej ludzkiej tęsknoty spotkać można w każdej kulturze. Dlatego tajemnica narodzenia w Betlejem stoi w samym centrum dziejów ludzkości.
W tym miejscu rodzą się jednak pytania, obok których nie można przejść obojętnie.
Narodzenie Jezusa i całe ziemskie życie stało się podstawą religii chrześcijańskiej. Głównie ta religia oddziaływała na kształt kultury, którą zwykliśmy nazywać kulturą Europy. Ta religia nie poniosła porażki, mimo zadanych klęsk, prześladowań. Nie pozwalała nigdy zabijać człowieka w imię Boga i światopoglądu - jak to się dzieje w pewnych odłamach religii muzułmańskiej.
Chrześcijaństwo jako religia objawiona nie zatraciło swojego uniwersalnego piękna i mocy, i nadal pociąga ku sobie rzesze ludzi.
Ale warto dzisiaj postawić sobie dwa pytania. Pierwsze z nich: czy współczesny przekaz orędzia chrześcijańskiego jest w stanie "porwać" współczesnego człowieka ku wyżynom jego człowieczeństwa, na które Chrystus wskazał w swoim ziemskim życiu?
Drugie pytanie, czy chrześcijaństwo dzisiaj nie umiera, czy ma szansę przeżycia w nowym tysiącleciu?
Nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania. Ale trzeba sięgnąć do samej istoty chrześcijaństwa, którego wielka wartość wiąże się przecież nierozerwalnie z wydarzeniem Bożego Narodzenia. Od tego wydarzenia zaczyna się bowiem prawdziwe chrześcijaństwo, które pod urokiem betlejemskiej stajenki, dalekie od pesymizmu i skrajnie krytycznego nastawienia współczesnego człowieka, pragnie nam dać z głębi swej bożonarodzeniowej radości zdecydowaną odpowiedź na postawione, trudne pytania.
Były marksista prof. Leszek Kołakowski powiadał: "Jezus pozostał w kulturze naszej nie tylko dla tych, co wierzą w jego boskość albo choćby tylko w posłannictwo nadprzyrodzone. Obecny jest w naszej kulturze nie przez dogmaty tej lub owej gminy, ale przez wartość pewnych wskazówek, które były pewnością i które są żywotne". I dodaje: "Wszelka próba unieważnienia Jezusa, usunięcia Go z naszej kultury pod takim oto pretekstem lub na takiej oto zasadzie, iż nie wierzymy w Boga, w którego On wierzył, wszelka taka próba jest śmieszna i jałowa. Próba taka jest dziełem ludzi ciemnych (...). Osoba i nauki Jezusa Chrystusa nie mogą zostać usunięte z naszej kultury ani unieważnione, jeśli kultura ta ma istnieć i tworzyć nadal".
Tak o Jezusie pisał ateista. Nic dziwnego, że chrześcijanie widzą w Jezusie Chrystusie centralny punkt ludzkich dziejów, upatrując w Jego osobie i nauce sens całej ziemskiej historii. Zatem o chrześcijaństwo bądźmy spokojni, ono się ostoi w trzecim tysiącleciu. Trzeba się jednak obawiać o człowieka, czy miłość w nowym wieku będzie zdolna przemieniać serca i wszystkie dziedziny życia.
W chrześcijaństwie czymś najważniejszym jest miłość. Miłość - to najcenniejszy skarb. Ona jest zdolna odmienić serce ludzkie. Każdy człowiek, który doznaje miłości, jest przez nią w pewnym stopniu zwyciężany, pozyskiwany i zdobywany.
Miłość objawia się w szczególny sposób przez pełnienie służby ludziom. Ogromne możliwości działania mają w tej dziedzinie ludzie powołani do służby zdrowia - lekarze. W samym określeniu tego zawodu, a raczej powołania, zawiera się wskazanie obowiązku służenia i przypomnienie, jak trzeba się odnosić do człowieka potrzebującego pomocy.
W roku poświęconym Prymasowi Tysiąclecia kard. Stefanowi Wyszyńskiemu przytoczę jego słowa skierowane do lekarzy: "Nie wystarczy podejść do chorego z wiedzą, doświadczeniem, pilnością i sumiennością. Trzeba mu okazać serce! Bo ten człowiek patrzy nie tylko na twoje dłonie - z czym do niego przychodzisz... On patrzy na twoje oczy i uśmiech. On chce wyczytać w twoich oczach, co mu przynosisz, czym go obdarzasz. Nieraz bardziej ufa twemu człowieczeństwu, które miłuje i miłość okazuje, aniżeli twej kompetencji i wiedzy, która może być niekiedy brutalna, bezwzględna i absolutna. Twoja prawda i wiedza lekarska, z którą przychodzisz, musi być owinięta w miłość i sprawowana w miłości. Jeden akt miłości, na który się zdobywasz, promieniuje na wszystkie dziedziny życia ludzkiego i dlatego większy jest ponad wszystko, z czym człowiek może przyjść do człowieka". ("Idzie nowych ludzi plemię", Stefan kard. Wyszyński)
Mając na uwadze słowa Prymasa Stefana Wyszyńskiego muszę powiedzieć, że ile razy rozmawiam z chorymi, którzy wyszli z waszych rąk, często słyszę, że spotkali się w szpitalach i klinikach z ludźmi tak dobrymi, iż nieraz zastanawiają się, skąd lekarz, pomimo trudu pracy, zdoła jeszcze zdobyć na tyle ducha służby, ofiary, poświęcenia i życzliwości.
Dzisiaj, kiedy w wielu dziedzinach życia propaguje się nowy "ratunek" dla pesymistów, niech w sercach polskich lekarzy zagości optymizm chrześcijański i niech przyniesie radość płynącą z Narodzin Jezusa Chrystusa.
Każdego roku na łamach "Gazety Lekarskiej" kieruję do Was posłanie i Pasterskie Słowo.
W te Święta Nowego Wieku i Tysiąclecia Chrześcijaństwa przyjmijcie również moje życzenia:

Niech Boża Miłość będzie źródłem
Pokoju, radości i nadziei,
A przychodzący Zbawiciel
Niech obdarza Was swoją mocą
W Roku Trzeciego Tysiąclecia swego przyjścia
na ziemię

ks. Józef Jachimczak CM

Warszawa, 14.11.2001 r.

Autor jest krajowym duszpasterzem służby zdrowia

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04