
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej Numer 2001-11 Cena reputacji
Reputacja jako zjawisko społeczne musi być
obiektywna, co bynajmniej nie oznacza, że nie można jej stale kształtować
Albert Einstein w londyńskim tygodniku "Observer" z 15
stycznia 1950 r. napisał: "Jeżeli A jest sukcesem życiowym, wówczas
A = X + Y + Z. Praca to X, Y to zabawa, a Z znaczy trzymać język za zębami."
Spostrzeżenie to odnosi się do ludzi, którzy twierdzą, że ukrywanie
powodzenia uchroni ich przed zawiścią otoczenia.
Trudno dzisiaj zgodzić się z takim punktem widzenia. Współcześnie
uważa się, że czynnikiem zapewniającym trwałość sukcesów życiowych
jest dobra reputacja. W potocznym znaczeniu kojarzymy ją zwykle z wiejską
dziewczyną, dla której stanowi warunek szczęśliwego zamążpójścia;
z uczniem, który łatwiej osiąga wysokie oceny szkolne, bo cieszy się
dobrą opinią nauczycieli; z partią polityczną, która - choć położyła
podwaliny pod budowę demokracji - przepadła w wyborach parlamentarnych,
bo nie potrafiła utrzymać sympatii elektoratu.
Podobnie rzecz się ma w odniesieniu do losów instytucji, której sukces
lub klęska zależą nie tylko od mądrości i sprawności zarządu, ale i
od wizerunku w oczach opinii publicznej. Pierwsi zrozumieli tę prawdę
amerykańscy przedsiębiorcy w przemyśle antracytu, którzy już na początku
XX wieku podjęli zorganizowane starania o zdobycie sympatii społecznej.
Po II wojnie światowej anglojęzyczny termin public relations
rozpowszechnił się w całej Europie Zachodniej.
W Polsce, jak pisze Andrzej Michalski w "Rzeczpospolitej" z 4
września br., zamierzona działalność public relations (w skrócie PR)
podejmowana jest od wielu lat. Mimo to nadal znaczna część przedsiębiorców
nie bardzo wie, co to takiego. Tymczasem, jak twierdzą fachowcy, już wkrótce
profesjonalny PR będzie podstawowym warunkiem skutecznej rywalizacji z
konkurencją. "Jakość i cena nie wystarczą" - przekonuje
publicysta już w tytule artykułu.
Dlaczego działalność PR jest tak ważna, że stała się odrębnym
zawodem, a przedsiębiorstwa i inne organizacje skłonne są przeznaczać
na nią część swoich budżetów? Dlatego, że tworzenie jakiegoś
dobra, chociaż jest podstawowym warunkiem powodzenia każdej organizacji,
nie zawsze jest warunkiem wystarczającym. Niezależnie od tego czy mamy
na myśli: przedsiębiorstwo, bank, szpital, partię polityczną, czy
organ samorządowy, nadrzędnym celem ich działalności jest wytwarzanie
dóbr. Chociaż charakter tych dóbr bywa rozmaity, ich cechą wspólną
jest pożytek społeczny, czyli przysparzanie korzyści otoczeniu. O osiągnięciach
trzeba jednak poinformować opinię społeczną i należy to zrobić tak
umiejętnie, aby pozyskać jej zrozumienie, akceptację i poparcie.
Publiczne uznanie jest bowiem nieocenionym kapitałem, a zdobywać możemy
je tylko wtedy, gdy nam się dobrze wiedzie. Właśnie w okresach największego
powodzenia warto zainteresować sukcesami jak najszersze kręgi opiniotwórcze.
Reputacja ma bowiem także aspekt ekonomiczny, specjaliści nazywają ją
wówczas angielskim terminem good-will. I chociaż w sensie potocznym
reputacja jest wartością niemierzalną, to reputacja-goodwill jest składnikiem
wartości firmy i możemy ją wycenić. Najlepszym przykładem jest Coca
Cola. Reputacja-goodwill stanowi dla niej, jak i dla wielu innych firm,
istotne narzędzie rozwoju i bezpieczeństwa ekonomicznego. Coraz
powszechniej, zresztą, głównym celem działalności przedsiębiorstw
staje się nie maksymalizacja doraźnego zysku, lecz właśnie rozwój i
bezpieczeństwo ekonomiczne. W tym sensie możemy odnieść to pojęcie do
wszelkiego typu organizacji, nie tylko komercyjnych.
Dobra reputacja jest czynnikiem pomagającym każdej działalności.
Kapitał "punktów dodatnich" procentuje zwykle w trudnych
chwilach, gdy rzeczywistość zaskakuje nas niespodziewanie. Przychylność
otoczenia może wówczas okazać się zbawcza dla dalszej egzystencji.
Nieprzewidywalne zdarzenia bywają bowiem źródłem kryzysów, które z
dnia na dzień potrafią osłabić pozycję najsilniejszej firmy do tego
stopnia, że nie jest ona w stanie obejść się bez pomocy z zewnątrz.
Przykładem może być sytuacja amerykańskich linii lotniczych, z których
będzie musiało odejść ponad 100 tys. pracowników na skutek
pogorszenia się sytuacji na rynku przewozów powietrznych po ataku
terrorystycznym na World Trade Center i Pentagon. Ostatnim z dużych
towarzystw, które poinformowały o ograniczeniu zatrudnienia, były Delta
Airlines. Ten trzeci przewoźnik w USA zwolni 15 proc. personelu, czyli 13
tysięcy osób. Ochronę przed bankructwem przewoźnicy zawdzięczają
pakietowi pomocy rządu federalnego, uchwalonemu w trybie natychmiastowym
przez Kongres oraz niezwłocznie podpisanemu przez prezydenta George`a W.
Busha. Całkowita pomoc dla linii lotniczych ma wynieść łącznie 15
miliardów dolarów. 5 miliardów przewoźnicy otrzymają w formie bezpośrednich
subwencji, pozostałe 10 miliardów dolarów to gwarancje kredytowe.
Zgoła inaczej rzecz się ma w przypadku szwajcarskich linii lotniczych
Swissair, które zarząd znacząco zadłużył, popełniając przy tym błędy
inwestycyjne i realizując zbyt ambitną strategię ekspansji
zagranicznej. Kłopoty nie tylko nadszarpnęły dobre imię przewoźnika,
ale również stanowią skazę na wizerunku Szwajcarii w świecie.
"Ale wstyd. Cała Szwajcaria jest sparaliżowana" - napisał na
pierwszej stronie popularny miejscowy dziennik "Blick". Program
naprawczy, nad którym radzą banki i rząd, wdrażany jest bez pośpiechu
i nie uchronił pasażerów przed niedogodnościami związanymi z odwołaniem
lotów. Zła reputacja długie lata będzie czynnikiem przeszkadzającym
działalności Swissairu i z pewnością pociągnie za sobą nie tylko
zwolnienia wśród członków zarządu, ale i redukcję pracowników.
Pomoc ze strony otoczenia (rząd, banki) ograniczy się zapewne do działań
mających na celu podtrzymanie prestiżu kraju, którego nazwa widnieje w
logo zbankrutowanej linii lotniczej.
Przed podobnymi problemami, chociaż na mniejszą może skalę, stają
placówki służby zdrowia. Zdarzyło się, że na terenie szpitala, przed
izbą przyjęć pacjent zasłabł, a następnie po kilkunastu minutach
zmarł, nim lekarz - z powodu błędów organizacyjnych - zdołał udzielić
mu pomocy. Niedawno - dosłownie przed kilkoma dniami - lekarz innego
szpitala odmówił udzielenia pomocy rannemu dziecku, swą bezduszność tłumacząc
- fałszywie - brakiem kontraktu z kasą chorych. W przypadkach tych
ucierpiała reputacja placówek ochrony zdrowia. Do opinii publicznej
dotarły informacje o zaniedbaniach, złej organizacji i bezduszności
pracowników. W tej sytuacji odzyskanie utraconego zaufania i odbudowanie
klimatu społecznego, w którym szpital mógłby się rozwijać staje się
pierwszoplanowym zadaniem jego władz, bowiem zła reputacja będzie
przeszkadzała w dalszej jego działalności. Z reputacją szpitala muszą
liczyć się także kasy chorych, które - w jakimś sensie - reprezentują
interesy ubezpieczonych, czyli opinii publicznej.
Istnieje w Polsce grupa korporacji, samorządów zawodowych. Uprawnienia
korporacyjne mają tzw. zawody zaufania publicznego - prawnicy, naukowcy,
lekarze, a także pielęgniarki i położne.
Szczególną cechą tych wszystkich tzw. wolnych zawodów jest ich
ustawowe wyróżnienie, intelektualny charakter, wysokie kwalifikacje
zawodowe, samodzielność i zobowiązanie osobistego wykonania czynności
zawodowych oraz społeczna misja. Pomiędzy przedstawicielem wolnych zawodów
a ich klientem czy podopiecznym istnieje zazwyczaj duża asymetria
informacyjna. Dlatego istnieje tutaj szczególne zobowiązanie i
odniesienie do norm prawnych, etycznych i deontologicznych.
Pielęgniarki i położne stosunkowo niedawno uzyskały dla swojego środowiska
ten szczególny - z punktu widzenia interesu społecznego - wyróżnik
samodzielności i samorządności. W perspektywie 10 lat zacierają się złe
wspomnienia i nieudane inicjatywy. Te 10 lat to w sumie dobry okres budowy
tożsamości i kreowania wizerunku polskich pielęgniarek - okres
zabiegania o dobrą reputację. Złożyły się na to: umiar w postępowaniu,
krytyczna refleksja nad własną edukacją, szacunek dla tradycji i
ogromny wysiłek edukacyjny. Środowisko pielęgniarek wykreowało także
własnych, dobrze odbieranych liderów. Czy ten pozytywny dorobek jest
optymalnie wykorzystany przez nie same, to już inna sprawa.
Reputacja, jako zjawisko społeczne, jest niezwykle skomplikowana, wielopłaszczyznowa
i dynamiczna. Musi być obiektywna, co bynajmniej nie oznacza, że nie można
jej kształtować. Wprawdzie ostateczną postać nadają jej środowiska
opiniotwórcze, jednak każda organizacja czy firma może wpływać na
nie, dostarczając im stosownych informacji. Jej zabiegi będą skuteczne
jednak tylko wówczas, gdy przekazywać będzie wiadomości prawdziwe. Fałszywy
bądź "naciągany" anons nie przyniesie pozytywnego skutku.
Public relations stanowią jedną z funkcji zarządzania - zarządzanie
reputacją. Profesor Mack Palmer przedstawił ją obrazowo formułując
zasadę dobrej kokoszki: "najpierw złóż jajko, a potem
gdacz".
Teresa Przybylska, Jerzy L. Kurkowski
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|