
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej Numer 2001-07/08 Ordynacje i dyrektoriaty
Jak Filip z konopi wyskoczył w maju, z inicjatywy warszawskiego środowiska
lekarskiego, temat: czy ordynatorzy są potrzebni? Zorganizowano nawet
"w trybie pilnym" specjalną niedzielną stołeczną konferencję
na ten temat (...). Dla mnie nie ulega wątpliwości, że w procesie
leczenia nie da się demokratycznie podejmować decyzji i dlatego
absolutnie niezbędna jest jednoosobowa instytucja ordynatora oraz pielęgniarki
oddziałowej. Ale oprócz tzw. dobra chorego, o tysiącletniej tradycji,
pojawiły się ostatnio w ochronie zdrowia także nowe terminy: popyt i
podaż. Jest też coś takiego, jak ekonomika zdrowia, wykorzystanie zasobów
i marketing zdrowotny. Jak słusznie stwierdził min. Grzegorz Opala,
problemem nie jest samo istnienie instytucji ordynatora. Problemem jest,
kto decyduje o tym, kto może, a kto nie może zostać ordynatorem na całe
sześć lat.
Jako delegat OIL przez pierwsze dwie kadencje, a potem dyrektor spzozu i
prezes STOMOZ miałem okazję uczestniczyć w kilkunastu konkursach na
stanowiska ordynatorskie i dyrektorskie. Są dwa rodzaje postępowań
konkursowych. W pierwszym, tzw. przyklepującym, wszystko jest z góry
jasne, jest dominujący kandydat i prawie nikt nie ma wątpliwości, że
należy utrzymać status quo. Uśmiechy, żarciki, "miażdżąca"
przewaga głosów "za", podsumowujący postępowanie konkursowy
obiadek i wdzięczność organu założycielskiego lub dyrektora, że ich
faworyt wygrał. Drugi rodzaj konkursu, tzw. koalicyjno-opozycyjny, to żmudne
poszukiwanie uchybień formalnych u groźnego kontrkandydata, a jak to nie
da efektu, to sztywne, dokładne przepytywanie delikwenta w nadziei na złapanie
go za słowo i udowodnienie, że faworyt co najmniej połowy komisji nie
spełnia założonych warunków.
Czy musimy cennych profesjonalistów, z których każdy byłby na pewno świetnym
ordynatorem, traktować jak maturzystów, obserwować, jak się pocą,
denerwują, jąkają i są nie tak rzadko w stanie przedzawałowym lub na
granicy histerii?
W ramach istniejącego prawodawstwa da się w sposób profesjonalny
pogodzić oczekiwania pracodawcy-dyrektora z pilnowaną przez samorząd
lekarski ustawową, kolegialną procedurą wyboru najlepszego,
"kompromisowego" kandydata na ordynatora. Konsultant medyczny -
guru komisji konkursowej - może się dogadać z dyrektorem szpitala, bo
choć każdy z nich ma inne cele, to muszą znaleźć osobę aprobowaną
przez obie strony. A jak to nie wyjdzie, to może zadaniem komisji
konkursowej powinno być namaszczenie jednego, dwóch lub więcej kandydatów
na wakujące stanowisko, a potem - niech pracodawca sobie wybiera tego
najbardziej oblatanego w ekonomice zdrowia lub obniżaniu kosztów oddziału.
Idąc jeszcze dalej, może warto wprowadzić przyznawanie przez samorząd
lekarski - na lat pięć, dziesięć lub więcej - certyfikatów/licencji:
"zakwalifikowany do pełnienia funkcji ordynatora". Powstałaby
kadra aktualnych i "potencjalnych" ordynatorów, a samorząd w
każdej chwili mógłby pozbawić certyfikatu jakąś "czarną owcę".
Pracodawca miałby z kolei możliwość kadrowego manewru, ale tylko w
ramach kandydatów certyfikowanych przez samorząd.
Ważnym argumentem przemawiającym za przedstawionym wyżej tokiem postępowania
jest ochrona i wzmacnianie autorytetu ordynatora. Wybór szefa oddziału
nie może być dokonywany w atmosferze kupczenia głosami, arytmetyki
"pół na pół" lub wpisywanego do protokołu "votum
separatum" ważnego członka komisji konkursowej. Nie może być tak,
że kandydat z jednym głosem zostaje ordynatorem, a przeciwnik z
siedmioma głosami idzie "na zieloną trawkę". To zabija ideę
jednoosobowej, ordynatorskiej odpowiedzialności za proces leczenia i
niszczy teorię, że połowa sukcesu terapeutycznego to zaufanie do
lekarza. To podrywa też autorytet instytucji ordynatora. Pojawiają się
wątpliwości otoczenia: niby inteligentni i dbający o dobro chorego, a
"drą koty" o stołek ordynatorski!
Warto zatem dyskutować o roli i przyszłości ordynatora w systemie,
szanując oczekiwania obu stron: pracodawcy poszukującego sprawnego
ekonomika zdrowotnego i samorządu lekarskiego dbającego o jakość
leczenia. SZ zapewne podejmie się tego jako niezależny moderator
konstruktywnego kontynuowania tej dyskusji z udziałem pracodawców i
profesjonalistów medycznych.
Marek Wójtowicz
"Służba Zdrowia" nr 42-45 (3037-3040); 31 maja - 11
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|