
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej Numer 2001-07/08 Ordynator potrzebny czy nie
Grono menedżerów ochrony zdrowia oczekuje
likwidacji w szpitalach stanowiska ordynato ra. Ma to nastąpić po przystąpieniu
Polski do Unii Europejskiej. Na jego miejsce proponuje się konsultanta z
ograniczonymi kompetencjami. Takim rozwiązaniom przeciwstawia się lobby
ordynatorsko - profesorskie.
W drugiej połowie maja 2001 r. w Warszawie odbyła się ogólnopolska
konferencja "Ordynator w nowym systemie ochrony zdrowia: tradycja i
konieczność czy inne rozwiązania?" Zorganizowali ją Zakład
Informacyjno-Kolportażowy Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie,
redakcja Biuletynu OIL "Puls" oraz Abacus - Biuro Promocji
Medycznej. Spotkanie odbyło się pod patronatem Ministerstwa Zdrowia i
Naczelnej Rady Lekarskiej.
Do stolicy licznie przyjechali ordynatorzy, dyrektorzy szpitali i
kierownicy klinik. W dyskusji uczestniczyli minister Grzegorz Opala i dr
Krzysztof T. Madej, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, a także inni
wybitni przedstawiciele środowiska lekarskiego. Temat wzbudza emocje, a
polemika ujawnia różne opinie dotyczące roli ordynatora w nowym
systemie ochrony zdrowia. Sprawa staje się coraz bardziej paląca z uwagi
na proces integracji z Unią Europejską i próbą przystosowania reguł,
praw i zasad obowiązujących w Polsce do standardu odpowiadającego
normom Unii Europejskiej.
Stanowisko, pozycja i rola ordynatora w Polsce ma swoje długoletnie
tradycje. Jak powiedział prezes Krzysztof T. Madej, system ordynatorski,
który do tej pory panował w Polsce zrodził się w porewolucyjnej
Francji, potem przeszedł do Niemiec, następnie do carskiej Rosji, a z
niej przyszedł do Polski. Obowiązująca w nim zasada w sposób jawny i
wyraźny nakazywała, żeby ordynatorem szpitala był kierownik chirurgii.
Przestrzegano jej do pewnego momentu. Obecnie istniejące w Polsce prawo
nie narzuca szpitalom ani struktury oddziałowej, ani ordynatora w
charakterze kierownika oddziału. Brak precyzyjnych zapisów
legislacyjnych pozwala na pewną dwoistość. Dyrektor nie jest zobowiązany
do powoływania ordynatorów. W ich miejsce może zatrudniać kierowników
oddziałów, dając im część kompetencji, ale nie wszystkie.
Zgodnie z wymaganiami UE ordynator w nowym systemie ochrony zdrowia miałby
się stać konsultantem medycznym zajmującym się wyłącznie leczeniem
chorego, ale nie zagadnieniami prowadzenia, zarządzania i marketingu w
placówkach służby zdrowia. Dyskusja jest próbą wypracowania
optymalnego modelu zarządzania szpitalem, kliniką czy oddziałem.
Uczestnictwo w niej decydentów, jak i bezpośrednich organizatorów placówek
pozwala na wzajemne zaprezentowanie poglądów i stanowisk oraz określenie
granic kompromisu.
Kierujący resortem zdrowia minister Grzegorz Opala uważa, że zarówno
lekarz, jak i pacjent są przywiązani do tradycyjnych rozwiązań,
dlatego on nie zmieniałby nazwy ordynatora, jako tego, który szefuje
oddziałowi. Minister zainteresowany jest natomiast odpowiedzią na
pytanie: Jakimi kwalifikacjami powinien dysponować kandydat na ordynatora
w dzisiejszych czasach? Ważną kwestią pozostaje system rekrutacji
kandydatów na ordynatorów. Tryb wyłaniania powinien umożliwiać
wyselekcjonowanie takich lekarzy, którzy spełnialiby swoje zadania w
sposób jak najbardziej doskonały.
Wypowiadając się na temat zakresu obowiązków i zadań ordynatora w
obecnym systemie ochrony zdrowia minister powiedział, że nie mogą
ograniczać się one tylko do tego, aby jak najlepiej leczyć i uczyć.
Dodać do nich należy trzecie zadanie polegające na jak najlepszym zarządzaniu
przy określonych środkach pozostających do dyspozycji.
Postawienie problemu w taki sposób nasuwa dwa rozwiązania. Pierwsze
polega na rozdzieleniu funkcji leczniczych od zarządzających. W niektórych
krajach powołano menedżera, lekarza czy nawet pielęgniarkę. Osoby te
zarządzają środkami, ale także zespołami lekarskimi, nie wchodzą
jednak w stronę merytoryczną sposobu leczenia z wyjątkiem sytuacji, w
których generowane są ich zdaniem nadmierne koszty.
Drugie rozwiązanie stanowi połączenie obu funkcji razem. W tym
przypadku uznaje się, że najlepiej zarządzać środkami może ten, kto
doskonale wie jak postępować, żeby ewentualnie w wyniku robionych oszczędności
jak najmniej szkodzić choremu. Do rozwiązywania tych zadań potrzebna
jest osoba o bardzo wysokich kwalifikacjach i bardzo wysokich umiejętnościach.
Minister Grzegorz Opala mówi, że współczesny dyrektor oczekuje od
ordynatorów takich właśnie umiejętności. Podaje przykład rozwiązania
jakie w związku z wysokimi wymaganiami zastosowano we Francji. W kraju
tym tworzy się listę potencjalnych kandydatów na ordynatorów. Na liście
mogą znaleźć się nazwiska tylko tych lekarzy, którzy przeszli
odpowiednie kursy i szkolenia. I tylko dyrektor może wybrać z tej listy
odpowiedniego kandydata na ordynatora, ale zatwierdzić musi go minister
zdrowia.
Przykładem mocno ograniczonych funkcji ordynatorskich jest anglosaski
system ochrony zdrowia. Istniejące w nim stanowisko konsultanta zawęża
rolę ordynatora jedynie do funkcji leczniczych. Taki model szpitala, w którym
ordynatorzy są wyłącznie perfekcyjnymi lekarzami wzbudza zastrzeżenia
dużej grupy polskiej kadry medycznej, w tym min. Opali, który podkreśla,
że "system konsultancki jest nam obcy i długo trzeba byłoby
przekształcać cały system ochrony zdrowia, żeby wszyscy wiedzieli o
czym mówimy".
Przeciwko zmianie stanowiska ordynatora na stanowisko konsultanta
wypowiada się prof. Jerzy Polański z Akademii Medycznej w Warszawie.
"Ordynator w środowisku polskim jest autorytetem nie tylko
merytorycznym, ale moralnym. Takim zaufaniem jak ordynator nie cieszy się
ani rząd, ani partie polityczne, ani Kościół" - mówi profesor.
Dyskutant uważa, że absurdem jest wprowadzanie stanowiska konsultanta do
systemu, który nie odpowiada wymogom systemu, z którego jest
przenoszony. "Osoby, które mówią o wprowadzeniu do szpitali
polskich stanowiska konsultanta nie wiedzą co to znaczy konsultant i
nigdy nie pracowały w charakterze konsultanta. Tzw. menedżerowie czyli
ludzie, którzy przebywali w Holandii, Wlk. Brytanii czy Stanach
Zjednoczonych używają zamiennie nazw ordynator i konsultant. Oni nie mają
pojęcia o różnicach w funkcjonowaniu obu stanowisk. Dlaczego? Ponieważ
byli na Zachodzie na stypendiach. Oni nie byli pracownikami tamtego
systemu, nie zostali zatrudnieni na etacie konsultanta. Stąd wynika ich
niewiedza. Ja pracowałem w Wlk. Brytanii i Stanach Zjednoczonych na
etacie. Mój wyjazd tam nie był sporadyczny. Nie byłem na Zachodzie na
stypendium. Poznawałem tamten system ochrony zdrowia przez kilka lat, będąc
jednym z jego elementów. Różnice są wyraźne" - podkreśla mówca.
Prof. Jerzy Polański twierdzi, że w Polsce stanowisko konsultanta nigdy
nie uzyska rangi ordynatora. Decydentom zapewne łatwiej rozmawia się z
osobą, która nie ma pozycji i stanowiska w szpitalu czy środowisku niż
z silnym ordynatorem. Mocny ordynator, który posiada skoncentrowaną władzę
i pozycję w środowisku jest osobą niewygodną, szczególnie w
dzisiejszej sytuacji.
Inną kwestią pozostaje sposób wyłaniania ordynatorów oraz
kwalifikacje jakimi powinien cechować się kandydat na to stanowisko.
Zgodnie z dzisiejszym prawem ordynator wyłaniany jest w drodze konkursu.
Taka procedura wydaje się słuszna, choć wzbudza wiele emocji i polemik.
"Podczas konkursów na ordynatorów na początku lat dziewięćdziesiątych
po raz pierwszy ujawniły się rozbieżności interesów i zaczęły
narastać konflikty nie tylko między stronami, ale też w samych okręgowych
izbach lekarskich" - przypomina prof. Polański, będący członkiem
komisji konkursowych. Zdarzało się, że członkowie komisji nie zawsze
byli obiektywni. W grę wchodziły osobiste interesy i ambicje.
Konsekwencje prowadziły do niepożądanych zjawisk. Np. w OIL w Warszawie
doszło do bojkotu konkursów. Ten stan trwał dwa lata. Potem nastąpiły
nowelizacje rozporządzenia. Obecnie w izbie warszawskiej konkursy odbywają
się. Jest ich około 50 w ciągu roku.
Sprzeciw dyskutantów wzbudza także możliwość wygrania konkursu przez
osobę, która nie ma praktyki lekarskiej na oddziale w szpitalu. Mówiła
o takiej możliwości dyrektor szpitala w Chrzanowie. Znane są przypadki,
że lekarz w trzy miesiące po zrobieniu specjalizacji, bez jakiejkolwiek
praktyki szpitalnej wygrywał konkurs. To bardzo niepożądane i szkodliwe
zjawisko. Ordynator oddziału powinien być najlepszym lekarzem. Jeśli
nie może spełnić tego warunku, to przynajmniej nie powinien być gorszy
od innych. Ordynator jest wizytówką szpitala zarówno dla zespołu
lekarskiego i pozostałych pracowników, jak i pacjentów. Jego umiejętności
muszą wzbudzać szacunek i zaufanie. Nikt nie powinien w nie wątpić ani
ich podważać.
Poruszono też problem weryfikacji ordynatorów po odbytej kadencji. Według
niektórych uczestników dyskusji lekarz ponownie przystępujący do
konkursu powinien informować ilu lekarzy wykształcił, ile operacji
wykonał, jaki jest procent powikłań i zakażeń wewnątrzszpitalnych na
jego terenie itp.
Zdecydowanie za pozostawieniem stanowiska ordynatora wypowiedział się dr
Jędrzej Gajda ze Szpitala Wojewódzkiego w Bełchatowie, ordynator oddziału
chirurgii od 34 lat. "Po konsultacjach z kolegami nasuwa się jeden
wniosek, że ordynator jest absolutnie potrzebny, zwłaszcza w terenie. W
szpitalu terenowym musi być zatrudniona osoba, która kieruje pracą
danego oddziału i uczy młodych lekarzy rozpoczynających praktykę
lekarską. Wstępujący do zawodu nie mogą być pozostawieni sami
sobie" - mówi dr Gajda. Według niego zadania, przed którymi stoi
ordynator związane są z obowiązkami wobec chorego oraz zespołu
lekarskiego. W terenie weryfikacja ordynatora odbywa się szybko. Jeśli
się nie sprawdzi na tym stanowisku, musi ustąpić.
Szczególna pozycja ordynatora w środowisku lekarskim i szpitalu ustawia
wysoko poprzeczkę wymagań, które kandydat powinien spełnić. "To
powinien być lekarz o niekwestionowanym autorytecie moralnym, zawodowym,
także organizacyjnym" - twierdzi prof. Krzysztof Bielecki, szef
Kliniki Ogólnej Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w
Warszawie, od 40 lat lekarz, 19 lat pracy w charakterze ordynatora.
Profesor uważa, że w medycynie o powodzeniu i sukcesie decyduje działanie
zespołowe. Ordynator musi wypracować sobie język, którym będzie się
porozumiewał z zespołem. Jeśli nie potrafi porozumieć się z zespołem,
to taki lekarz powinien zrezygnować z funkcji ordynatora. Równocześnie
prof. Bielecki inaczej widzi jego rolę w szpitalu i na oddziale.
"Jestem przeciwny 155 zadaniom. Przed ordynatorem stoją tylko dwa
zadania. Powinien skutecznie i nowocześnie leczyć chorego i uczyć
innych" - mówi rozmówca. Profesor wyraża pogląd, że w szpitalu
potrzebny jest dobry menedżer i cała obsługa administracyjna tej placówki.
Spełnienie tych warunków oznacza, że w oddziale powinni pracować tylko
dobrzy lekarze.
Przytoczone opinie i poglądy są fragmentami dyskusji o modelu szpitala
polskiego po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Środowisko nie
ma jednolitego poglądu jak ma wyglądać organizacja szpitala.
Dotychczasowe standardy organizacyjne odbiegają od rozwiązań
anglosaskich. Ich zwolennikami są menedżerowie i dyrektorzy szpitali, którzy
nie widzą w swoich placówkach miejsca dla silnych osobowości, ludzi o
niekwestionowanych autorytetach, którzy byliby w stanie przeciwstawić się
ich decyzjom ekonomicznym.
Z kolei inne modelowe rozwiązania niż dotychczas panujące w szpitalach
polskich budzą krytykę i ostry sprzeciw lobby
ordynatorsko-profesorskiego. Naruszają porządek i przyzwyczajenia panujące
u nas od dziesięcioleci. Wydaje się, że nowa sytuacja ochrony zdrowia,
nowe zadania związane z postępem nauk medycznych, inna niż dotychczas
organizacja systemu oraz przystąpienie w niedługim czasie Polski do Unii
Europejskiej wymuszają zmiany organizacyjne szpitali. Jaki będzie zakres
zmian, jakie rozwiązania systemowe zależy od wypracowanych wspólnie
przez wszystkie strony kompromisów.
Już teraz są w Warszawie szpitale prywatne czy jednego dnia, w których
nie ma ani ordynatorów, ani tradycyjnych oddziałów typu chirurgiczno -
urologiczny czy interna. Są one przykładem na to, że takie placówki
mogą istnieć na innych niż dotychczas zasadach.
Konferencja w Warszawie potwierdziła potrzebę kontynuowania dyskusji,
wolę lekarzy, ordynatorów i dyrektorów do aktywnego w niej
uczestniczenia. Problemy do rozwiązania są trudne. Wypracowanie wspólnego
stanowiska jeszcze trudniejsze. Wydaje się, że ostatecznym celem powinno
być wypracowanie takich rozwiązań systemowych, które będą korzystne
dla sprawnego, skutecznego i ekonomicznego funkcjonowania szpitali. Dobrze
działające elementy obecnego systemu można pozostawić i ewentualnie je
modyfikować. Jeśli jednak dyskutanci ocenią, że potrzebne są całkowicie
nowe rozwiązania, należy wypracować taki model, w którym dobrze będą
funkcjonowali i czuli się lekarze i pacjenci. Nie może on być jednak
kalką przeniesioną z obcego systemu do naszego, musi uwzględniać
potrzeby i możliwości polskiej ochrony zdrowia, choć przystosowującej
się do norm obowiązujących w Unii Europejskiej.
Grażyna Ciechomska
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|