Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej  Numer 2000-11  Chcesz być szczęśliwy, wróć do Lwowa 

Komisja Współpracy z Zagranicą Dolnośląskiej Izby Lekarskiej zorganizowała w dniach 19-25 września podróż do Lwowa, aby spotkać się z polskimi lekarzami, a także wspólnie z Sekcją Wschodnią Klubu Inteligencji Katolickiej, której członkowie bardzo dyskretnie i skutecznie pomagają poprzez kościoły i zakony naszym rodakom na dawnych Kresach Wschodnich, także ich wspomóc.

Autobus z 46 osobami "na pokładzie" 19 września mknął w kierunku Lwowa. Program pobytu na Kresach Wschodnich wspólnie z panem Kaziem Dąbrowskim, który przedstawiał się jako lwowski batiar, ułożyła pani dr Halina Mędrek. Ona także czuwała nad stroną organizacyjną: realizacją programu, przekazywaniem pomocy, kontaktami z ludźmi itp.
W wędrówce po Lwowie i Kresach towarzyszyła nam przewodniczka pani Jadwiga Pańkowska. Przybliżała historię i teraźniejszość tej ziemi. Dzięki niej żadna odwiedzana miejscowość, zamek, kościół, ulica nie pozostawały anonimowe.
Pierwsze kroki we Lwowie skierowaliśmy do Akademii Medycznej. Wśród uczestników wycieczki byli tacy, którzy w niej studiowali.
Złożyliśmy hołd słynnym profesorom lwowskiej medycyny Marcelemu Nenckiemu i Jakubowi Karolowi Parnasowi pod ich pamiątkowymi tablicami. Zadumaliśmy się także pod pomnikiem pomordowanych lwowskich profesorów.
Odwiedziliśmy nekropolię narodową - cmentarz Łyczakowski, na którym spoczywają Artur Grottger, Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska, Stefan Banach (jeden z twórców lwowskiej szkoły matematycznej).
Cmentarz Orląt Lwowskich - dzieci i młodzieży, która z poświęceniem życia walczyła o swoje miasto - nie jest już wielkim śmietnikiem, jak to było do niedawna. Został starannie odrestaurowany przez polską firmę.
Na łuku triumfalnym widnieje napis Mortui sunt ut liberi vivamus (Polegli, byśmy mogli żyć wolni). Miejscowi Polacy, obawiając się dewastacji cmentarza, wciąż utrzymują na nim dyżury, przez cały dzień i noc.
Nasza grupa zaaranżowała w centrum cmentarza modlitwę za 2874 żołnierzy tam spoczywających, zostały złożone kwiaty i zapalone znicze. Była to wzruszająca chwila, kiedy wszyscy myśleliśmy o tych dzielnych chłopcach, którzy w obronie Lwowa oddali siebie i żyją już tylko w naszej pamięci. Wspaniałą nekropolię zaprojektował dla nich ich kolega Rudolf Indruch.
W mglisty poranek stanęliśmy na Wzgórzach Wuleckich, aby uczcić pamięć pomordowanych przez Niemców profesorów uczelni lwowskich. Po szczegółowych wyjaśnieniach naszej przewodniczki jak przebiegało aresztowanie ofiar i kaźń, wiceprezes NIL i przewodniczący Dolnośląskiej Rady Lekarskiej dr Włodzimierz Bednorz odczytał nazwiska, tytuły i dziedzinę nauki, którą zajmowali się pomordowani profesorowie. Wspólna modlitwa za spokój ich dusz i kwiaty złożone pod skromnym krzyżem upamiętniającym to miejsce - tyle mogliśmy im ofiarować.
Odwiedzaliśmy miejsca związane z historią Polski, z klęskami i triumfami naszego oręża: Olesko, Podhorce, Zbaraż. Odwiedziliśmy także miejsca narodzin i życia wielkich twórców polskiej literatury Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, Brunona Szulca w Drohobyczu, pałac Aleksandra Fredry w Benkowej Wiszni i miejsce jego pochówku w Rudkach. Oglądaliśmy miejsca utrwalone przez polskich literatów - Zbaraż, Podhorce, wsie ukryte w jarach, świątynie katolickie i prawosławne, a nawet ulicę Krokodyli.
Wizyty w kościołach katolickich w Złoczowie, Rudkach, Samborze pozwoliły nam przekonać się o roli Kościoła katolickiego na tych ziemiach. Dla niewielu już Polaków, którzy pozostali w swych siedzibach na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej Kościół katolicki jest jedyną ostoją. Pozwala im spotykać się na mszach św. A w kościele w Złoczowie było to możliwe nawet w najcięższych czasach stalinizmu. Wielkimi bohaterami naszych czasów są księża katoliccy, którzy w tych kościołach pełnią swoją misję. Ksiądz z Rudek stara się przywrócić świątyni jej dawny blask, mimo że miejscowe władze zmuszają go do bytowania w bardzo trudnych warunkach w jakiejś okropnej komórce i nie chcą oddać dawnej plebanii. Ksiądz Lech Pankowski ze Złoczowa kontynuuje tradycje swego poprzednika arcybiskupa Cieńskiego, organizuje swoich parafian, umożliwia polskim dzieciom naukę ojczystego języka, dba, by kościół nie stracił swej świetności.
Właśnie w Złoczowie przeżyliśmy najbardziej wzruszający moment w naszej podróży. Weszliśmy o zmierzchu do rozjarzonego światłami i rozmodlonego kościoła. Przywitał nas ksiądz proboszcz, a dzieci zgromadzonych parafian przedstawiły inscenizację o tym, co jest w życiu najważniejsze: o miłości.
Wszyscy kapłani w odwiedzanych przez nas parafiach z pełnym poświęceniem opiekują się trwającymi w wierze katolickiej Polakami. Są dla swych parafian, osieroconych przez ojczyznę, jedyną ostoją i podporą. Dzięki darom płynącym z kraju utwierdzają ich w przekonaniu, że Polska o nich nie zapomniała.
Dużym przeżyciem było spotkanie naszej grupy z kolegami ze Lwowa i okolic, którzy utworzyli Stowarzyszenie Lekarzy Polskich we Lwowie. Odbyło się ono w jadalni goszczącego nas seminarium duchownego, ponieważ stowarzyszenie nie ma własnego pomieszczenia, w którym mogłoby nas przyjąć.
Po dwu referatach na temat osteoporozy, które wygłosili wrocławianie, dr Tarnawiecka ze Lwowa opowiedziała o Rudolfie Weiglu, jego osiągnięciach naukowych, które uratowały wielu ludzi od tyfusu plamistego i bohaterskiej postawie, dzięki której uniknęło śmierci, przeżyło wojnę wielu mieszkańców Lwowa.   O sytuacji lekarzy polskich na Ukrainie i celach stowarzyszenia mówiła jego prezes dr Ewelina Hrycaj-Małanicz: Chcieliśmy mieć własne stowarzyszenie, aby móc częściej spotykać się, spędzać razem wolny czas, kultywować język i tradycje. Teraz z konieczności najważniejsze są działania charytatywne, które także są zapisane w statucie. Staramy się pomagać ludziom na wszelkie sposoby. Odwiedzamy ich w domu. Naszym wielkim zmartwieniem jest brak własnego lokalu. Przytuliliśmy się do Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej i raz w tygodniu spotykamy się w ich sali.
Wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, przewodniczący Dolnośląskiej Rady Lekarskiej dr Włodzimierz Bednorz mówił o tym, że we Lwowie czujemy się jak u siebie, bo właśnie tu urodziło się, dorastało, kończyło szkoły i studia wielu dolnośląskich lekarzy. Ci, którzy pozostali na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej dziś są w bardzo trudnej sytuacji. Podkreślał, że spotkania z lekarzami lwowskimi pozwalają nam szerzej widzieć obowiązki zawodowe i patriotyczne, a to spotkanie uzyskało wymiar historyczny.
Bardzo ożywione i serdeczne były rozmowy przyjezdnych z miejscowymi. Bezpośrednie kontakty uświadomiły nam stan ukraińskiej służby zdrowia, gdzie pacjent do szpitala musi przynieść pościel, środki opatrunkowe, strzykawki, wszystkie medykamenty potrzebne do leczenia, postarać się o swoje wyżywienie i zapłacić chirurgowi za operację. Zaopatrzenie aptek też jest przypadkowe, np. nie ma wyboru insuliny i innych środków diabetologicznych.
Lekarze lwowscy mówili też o swej trudnej sytuacji, tak niskich pensjach i emeryturach, że nie wystarczają na pokrycie podstawowych potrzeb życiowych. Zaświadcza o tym chociażby prośba o mąkę i cukier, które na ich życzenie wieźliśmy do Lwowa.
Podczas rozmów zrodził się pomysł zorganizowania Kongresu Polonii Medycznej we lwowskiej operze.
Zupełnie inny charakter nosiło spotkanie z zespołem "Wesoły Lwów", który zaprezentował folklor lwowskiej ulicy i zaprosił wszystkich do zabawy. Niestety, zespół, choć tworzy nowe piosenki, nie może się oprzeć na podłożu, które wytworzyło kulturę lwowskich batiarów. Była to wolność i swoboda twórcza, fantazja rozbudzona w niezwykle ciekawym kulturowo mieście i chęć ujawnienia swej osobowości. Dziś tego we Lwowie brakuje.
Kiedy chodzi się po ulicach pięknego miasta, obserwuje ludzi, sklepy, odnosi się wrażenie, że większość napotkanych na ulicy znalazła się tu przypadkowo. Nie pasują do ulic i kamienic, przy których się znaleźli i nie jest to kwestia zamożności, lecz stylistyki i fantazji.
Na zakończenie wyprawy uczestniczyliśmy w mszy św. odprawianej w katedrze, w której Jan Kazimierz w 1656 r. złożył pamiętne śluby. Obrał Matkę Boską na Królowę Korony Polskiej. Ofiarę sprawował arcybiskup Marian Jaworski, który udzielił uczestnikom naszej wycieczki specjalnego błogosławieństwa.
Wyjazd i spotkania z miejscowymi ludźmi oraz ich problemami skłaniały do porównań z naszą obecną sytuacją. Reformy finansowe i społeczne, na które dziś w Polsce większość ludzi narzeka, przybliżyły nas do poziomu europejskiego, podczas gdy nasi rodacy pozostali na Kresach borykają się z niewyobrażalnymi trudnościami.
Podróż ta dla wielu była sentymentalnym powrotem do miejsc dzieciństwa i młodości. Młoda lekarka, która była we Lwowie ze swą matką i babcią skomentowała ją: Podróż na Kresy była dla mnie najważniejszą i najciekawszą lekcją historii w życiu.
Opuszczaliśmy Lwów żegnani przez miejscowych lekarzy starą piosenką Chcesz być szczęśliwy, to wróć do Lwowa, w przekonaniu, że utrzymywanie kontaktów i pomoc tym, którzy tam trwają, jest naszym obowiązkiem.

Elżbieta Pomorska

Od lewej: dr Ewelina Hrycaj-Małanicz, dr Włodzimierz Bednorz i dr Halina Mędrek


Na Cmentarzu Orląt (fot. Włodzimierz Bednorz)


Grupa wrocławska w Olesku
(fot. Elżbieta Pomorska)
 

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04