
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-11 Ciało w malarstwie
Każdy, kto lubi malarstwo, tworzy sam dla siebie Galerię Wyobraźni, której
kolejne sale są przystankami podróży w czasie. Podróż zwykle odbywa
się ruchem konika szachowego: od melancholijnej bizantyjskiej Madonny do
frywolnej pokojówki Fragonarda czy przenikliwego autoportretu Rembrandta.
Nieomal wyczuwa się napięcie w krzyżujących się spojrzeniach modela i
malarza. Jest między nimi więź, sekretna zależność...
Na wstępie będzie od razu niedopuszczalnie osobista opinia. Egon
Schiele należy do moich ulubionych malarzy. Pomimo (a może właśnie
dlatego), iż nie stworzył żadnej "Ostatniej Wieczerzy", do której
stać trzeba w kilometrowym ogonku. Nie był ojcem jakiejkolwiek
awangardy. Jego malarstwo nie kształtowało bynajmniej smaku czy morale
publiczności masowego rażenia, ofiarnie dreptającej po światowych
galeriach. Był po trosze kabotynem, egoistą, melancholikiem i dzieckiem
we mgle. Był wredny dla własnej matki, rozczulał się nad swoim
talentem i wierzył w męską dominację.
A jednak w jego zazwyczaj niedokończonych rysunkach i obrazach jest coś,
co przykuwa wzrok, co nie pozwala odwrócić głowy. Wyczuwa się w nich
pasję poszukiwania psychologicznej prawdy o postaci. I trzeba geniuszu,
by efekt ten osiągnąć kilkoma plamkami farb i kreskami, z których żadna
nie jest zbędna.
Dali malował swoją Galę, Velasquez - infantkę hiszpańską, Picasso -
żony z przychówkiem. Egon Schiele całe życie malował siebie. Był
swoim ulubionym modelem.
Wiedeń przełomu stuleci był niczym tygiel. Schiele znał secesyjnych
artystów głoszących kult jednostki. Rozczytywał się w Nietsche'm.
Freud odkrył kompleksy seksualne, fobie, psychoanalizę. Paryski
psychiatra Charcot obserwował ataki histerii. Asystenci robili szkice
teatralnych gestów, dziwacznych grymasów. Pisano o tym książki i
Schiele je znał.
Schiele namalował siebie ponad sto razy. Sto sobowtórów, z których każdy
żyje swoim sekretnym życiem, głosi swą prawdę. Pokrzywieni, strojący
miny, w wymuszonych pozach. Łypiący przekrwionym okiem, szczerzący zęby,
kulący się w sobie. Nagle wyniośli i pogardliwi. Egon posuwa się
czasem daleko. Postaci bywają obnażone, poddane jakby wiwisekcji. Widać
bezlitosną, niszczącą konieczność dotarcia do ukrytej prawdy.
Charakterystyczny detal: jego ulubioną zabawą było wielogodzinne
manipulowanie pacynkami z Jawy. Widać zagubienie, dramaty, przeczekaną
rozpacz. Widać narcyzm, zawsze wierną miłość własną. Ten biedak i
prowincjusz bardzo chciał być zblazowanym dandysem. Wolał wydać pieniądze
na haftowaną kamizelkę niż na jedzenie. Wycinał sobie z tektury
sztywne kołnierzyki...
Podobnie malował innych. Głównie - inne. Porównuje się go czasem do
Klimta, cesarza wiedeńskiej secesji. Pozostawał zresztą pod jego wpływem
w młodości. Ale kobiety malowane przez Klimta są niczym egzotyczne
ptaki zamknięte w luksusowych klatkach. Ich mleczne ciała zaznaczone są
miękką, opływową linią, osadzone w mieniącej się złotem i
ornamentami, niczym klejnotami przestrzeni. To wiedeńskie mieszczki o
bladych dłoniach i błyszczących gorączką oczach. Rozmarzone,
rozgrzane snem, ze wzrokiem utkwionym w dali. Widz jest podglądaczem
cudzych marzeń, bez przyzwolenia wkraczającym na teren prywatny.
Kobiety Schiele'go to chude modelki, dziewczyny z podwórza. Są często
nagie, ale jest to erotyzm trochę zziębnięty i wygłodniały. Kazał im
pozować w niewygodnych, wymuszonych pozach. Czarny, nierówny a
jednoczenie precyzyjny kontur ostro odgranicza ich sylwetki od płaskiego
tła. Plamki farby na ciele wyglądają jak ślady po siniakach. Patrzą
widzowi prosto w oczy, doskonale świadome jego obecności.
Egon Schiele urodził się 12 czerwca 1880 r. w rodzinie kolejarzy w
austriackiej mieścinie Tulln. Było biednie. Ukochany ojciec zmarł z
powodu paraliżu, prawdopodobnie syfilitycznego. Dla dziecka był to
traumatyczny uraz, obsesja, która pozostała na całe życie. Po latach
jeszcze rozmawiał z ojcem w snach. Uciekał w rysowanie. Miał 16 lat,
kiedy dopuszczono go do Akademii Wiedeńskiej. Po 4 latach spotkał mistrza:
Gustawa Klimta. Podobno podczas pierwszego spotkania naiwnie zaproponował
wymianę wielu swoich rysunków za jeden tamtego. Usłyszał: Po co chcesz
się ze mną zamieniać? Rysujesz lepiej niż ja...
W wieku 21 lat spotyka Wally Neuzil, młodą piękność o kasztanowych włosach
i silnym charakterze. Pozuje mu do licznych obrazów, znosi inne modelki i
gotuje obiadki. Trwa przy nim, kiedy wybucha skandal: Egon trafia do więzienia
na trzy tygodnie za rzekome demoralizowanie dzieci. Po 4 latach Egon dość
nieoczekiwanie żeni się z inną. Wally jest modelką, a modelki były
wtedy stawiane na równi z prostytutkami, co tu kryć zresztą - część
sobie tak dorabiała. Edith Harms jest z porządnej rodziny wywodzącej się
z klasy średniej... Egonowi brak jednak Wally, kochał ją chyba szczerze
swoim ciasnym sercem, ma nadzieję jeszcze na "artystyczny trójkącik",
tyle że Wally go już nie chce.
Małżeństwo go uspokaja, temperuje. Obrazy nasycają się kolorami, stają
się mniej agresywne, histeryczne. Coraz więcej wystawia, sprzedaje, widzi
się legalnym spadkobiercą Klimta. Wojna się kończy, rysują się plany
na przyszłość. Zaczyna się układać, są pieniądze, będzie dziecko, słabną
przeczucia, niepokój, lęk.
I wtedy nagle, 28 października 1918, Edith, w zaawansowanej ciąży, umiera
na szalejącą w Europie grypę hiszpankę. 4 dni po niej umiera Schiele w
wieku 28 lat.
Pozostają autoportrety. Tylko tyle. Aż tyle.
Monika Świerczynska
Siedząca kobieta, 1917
Autroportret z rękoma skrzyżowanymi na piersi, 1910
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|