
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-11 Kształcenie lekarzy
W ostatnich czasach zapanowała powszechna moda na krytykę ostrą i
pryncypialną. Schemat jest niezwykle prosty: każde środowisko ma słuszne
powody do narzekań, a znalezienie odpowiedzialnych nie stanowi problemu
przy zastosowaniu zasady prostego oddziaływania. Dla niezadowolonych
pacjentów - będą to lekarze i pielęgniarki, dla pracowników -
pracodawcy, dla rządzonych - rząd, dla "nas" -
"oni", dla "nich" - "my".
Miażdżącej krytyce towarzyszy na ogół podawanie rozwiązań, które
albo są nierealne, albo niewiele lepsze od krytykowanych. Jedynym
skutkiem dyskusji prowadzonej według podobnego systemu jest tylko jedno:
okopywanie się stron na własnych pozycjach oraz zapiekanie w
argumentacji i przekonaniu o słuszności swoich racji. Tym bardziej, że
jak mawiała Krecia Pataczkówna "...racja jest jak .... (liczba
kropek odpowiada wiernie temu czemuś) - każdy ma własną".
Staż podyplomowy
W aktualnym numerze "Gazety Lekarskiej" miałem rozpocząć
kilkuodcinkową prezentację opisu stanu lekarskiego w Polsce, która miała
być poszerzeniem analizy przedstawionej na V Nadzwyczajnym Krajowym Zjeździe
Lekarzy w Mikołajkach. Miały się tam także znaleźć prognozy na lata
2008-2012.
Niestety, życie zmusiło mnie do rewizji tego planu. Otóż na początku
września Ministerstwo Zdrowia zaprosiło na swojej stronie internetowej
do konsultacji w sprawie projektu rozporządzenia dotyczącego stażu
podyplomowego lekarzy i lekarzy stomatologów. Załączono również
kolejną wersję projektu nowego rozporządzenia.
Dokument ten przesłano faksem do Naczelnej Izby Lekarskiej dopiero 26
września br. z żądaniem niezwłocznego zajęcia stanowiska. Najnowsza
wersja projektu była odmienna od tej, nad którą dyskutowano już w środowisku.
Zasadnicze zmiany to: skrócenie stażu z 18 do 13 miesięcy i zmiany
organizacji i finansowania stażu podyplomowego, wynikające z
wprowadzonych przez ustawę z 21 stycznia 2000 r. o zmianie niektórych
ustaw związanych z funkcjonowaniem administracji publicznej.
Prezes NRL zdążył przekazać Pani Minister uwagi dotyczące tego
niedopracowanego projektu 28 września 2000 r., ale niestety nie zdążył
zapobiec ukazaniu się podpisanego rozporządzenia w Dzienniku Ustaw z 29
września 2000 r. (nr 81, poz. 918). Co to może oznaczać? Każdy, kto
jako tako zna procedury administracyjne i zasady wydawania czegokolwiek
drukiem wie, że nie może ukazać się w Dzienniku Ustaw coś, co zostało
podpisane na dwie godziny przed zamknięciem składu. Zatem cała
zawierucha wokół tzw. konsultacji ze środowiskiem miała ze strony
Ministerstwa Zdrowia jedynie podłoże czysto formalne. Projekt był
zaklepany i zatwierdzony do podpisania.
W ten sposób do starego bałaganu dodano nowy. Teraz staże finansuje
marszałek województwa, który przekazuje środki na ten cel uprawnionym
podmiotom, tj. zawierającym z lekarzem lub lekarzem stomatologiem umowy
na odbycie stażu (na wynagrodzenia stażystów i pochodne oraz za dyżury
medyczne, a także ryczałt obejmujący wynagrodzenia koordynatorów,
opiekunów itp.), podmiotom organizującym obowiązkowe szkolenia zawarte
w programie stażu (prawo medyczne, etyka, orzecznictwo) oraz okręgowym
izbom lekarskim (rejestracja i inne czynności przejęte od
administracji).
Przez ponad rok obowiązywania poprzedniego rozporządzenia z 24 maja 1999
r. (Dz.U. nr 54, poz.571) wielokrotnie krytykowano bałagan związany z
przekazywaniem środków finansowych na pensje dla stażystów, tajemnicze
"znikanie" pieniędzy na wynagrodzenia dla koordynatorów i
opiekunów, brak pieniędzy na opłacanie dyżurów i szkoleń
prowadzonych w izbach. W przypadku stomatologów nie przyznano prowadzącym
staże żadnych pieniędzy na zabiegi i procedury, które stażysta musiał
wykonywać zgodnie z programem. Liczba ośrodków prowadzących staże
uległa ograniczeniu, ponieważ mogły je prowadzić jednostki pełnoprofilowe,
dysponujące także oddziałami intensywnej terapii. W licznych szpitalach
powstał zatem tłok, a to nigdy nie sprzyjało wprowadzaniu lekarza stażysty
w realia samodzielnego życia zawodowego.
Stara zasada, którą i dawniej musiał w jakimś zakresie przeżyć każdy
młody lekarz: "przynieś, podaj, pozamiataj", czyli bycie
wykonawcą poleceń na które nie ma już czasu nikt z personelu oddziału
i "pisarzem historii choroby i obserwacji" - teraz zamieniała
się wielokrotnie w zasadę "rób cokolwiek, ale nie
przeszkadzaj". Nie dziwię się młodym lekarzom, że są
sfrustrowani. Zamiast trafić na spokojnego i zrównoważonego mistrza, który
omówi problemowego chorego, podyskutuje o życiu i pokaże jak wykonać różne
praktyczne zabiegi i czynności - trafiają na zagonionych i
znerwicowanych ludzi, którzy nie mają czasu i chęci na cokolwiek więcej
niż wymagają tego codzienne okoliczności.
Wiem, że nie jest tak wszędzie, ale niemal regułą jest to, że młodzi
lekarze na stażu znajdują więcej zrozumienia wśród nieco tylko
starszych kolegów niż formalnych opiekunów.
Podobna sytuacja jak w codziennej pracy ma miejsce na dyżurach. W wielu
miejscach, np. na ostrych dyżurach chirurgicznych, nie ma po prostu czasu
na seminaria i demonstracje. Tymczasem nowelizacja rozporządzenia
"intensyfikuje" szkolenie lekarzy stażystów poprzez zwiększenie
liczby obowiązkowych dyżurów z czterech do ośmiu (patrz niżej).
Zapomnieli kochani nowelizatorzy, że równocześnie w par.13 ust. 6
ustalili godzinowe wynagrodzenie w wysokości 50% stawki godzinowej
zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego, o którym mowa w art. 32 ust.6
ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Teraz rozumiem dlaczego w
przedostatnim akapicie i ostatnim zdaniu ministerialnego uzasadnienia do
nowelizacji rozporządzenia znalazły się sformułowania:
Skrócenie odbywania stażu z 68 tyg. szkolenia (w ramach 18 miesięcy) do
obecnie proponowanych 52 tyg. (w ramach 13 miesięcy) skutkuje
zmniejszeniem czasu szkolenia, jedynie o 46 godzin, w skali całego stażu,
co przy w/w założeniach upraktycznienia studiów medycznych, daje możliwość
właściwego przygotowania lekarza do samodzielnego wykonywania zawodu.
Wejście w życie rozporządzenia nie spowoduje dodatkowych skutków
finansowych dla budżetu państwa.
No pewnie. Nawet się zaoszczędzi. Przyjrzyjmy się teraz argumentom
uzasadniającym skrócenie:
Uzasadnieniem dla skrócenia stażu podyplomowego jest:
o możliwość wprowadzenia w aktualnie opracowywanym "minimum
programowym sześcioletnich studiów lekarskich" - upraktycznienia
nauczania w zakresie czterech podstawowych dyscyplin medycznych, na
ostatnim roku studiów, które powinno być odpowiednikiem praktyki
studenckiej,
o intensyfikacja szkolenia lekarzy stażystów, poprzez zwiększenie
liczby obowiązkowych dyżurów medycznych w ciągu miesiąca (z 4 na 8);
pozwala to na realizację dotychczasowego programu stażu w ciągu 13
miesięcy, z uwzględnieniem czasu przeznaczonego na przysługujący stażystom
urlop wypoczynkowy.
Nie można nie zauważyć, że pierwszy fragment uzasadnienia jest po
prostu myśleniem życzeniowym. Sama możliwość wprowadzenia
upraktycznienia nauczania w minimum programowym studiów lekarskich w
zakresie czterech podstawowych dyscyplin nie oznacza, że zmiany takie mogą
nastąpić w programach nauczania uczelni medycznych już w tym roku.
Plany nauczania zostały już określone w przewodnikach dydaktycznych i
obowiązują. Ich zmiana będzie możliwa nie wcześniej niż w przyszłym
roku akademickim. A zatem ? Albo ministerstwo nie wie jaki jest tryb
funkcjonowania uczelni, których jest organem założycielskim, albo chce
znaleźć chłopca do bicia za rok, kiedy okaże się znowu, że taki
program nie może być zrealizowany.
O minimum programowym studiów medycznych mówi się już wiele lat. Co może
znaczyć, że ministerstwo powołuje się na aktualnie opracowywany
program? Być może to, że zostanie on wprowadzony bez konsultacji ze środowiskiem
akademickim. Pozwoliłoby to na podgrzewanie nastrojów absolwentów różnych
uczelni medycznych mówiących o nierównoważności ich dyplomów oraz o
tym, że Lekarski Egzamin Państwowy jako tzw. rzeczywisty miernik
przygotowania zawodowego jest w istocie karą, ponieważ bez zdania tego
superegzaminu dyplomowego nie można będzie od 2003 r. otrzymać stałego
prawa wykonywania zawodu. Jak państwo pamiętają, wyniki Lekarskiego
Egzaminu Państwowego mają dodatkowo służyć procedurze kwalifikującej
do rozpoczęcia specjalizacji.
Z czym zatem będziemy mieli do czynienia w nadchodzącym roku 2001?
Po pierwsze, z gigantycznym bałaganem, bo konia z rzędem temu, kto da mi
gwarancję, że do 31 grudnia br. marszałkowie województw zdążą w
porozumieniu z właściwym podmiotem ustalić koszty prowadzenia szkoleń
i potem bez opóźnienia przekazywać je zainteresowanym, a minister właściwy
do spraw zdrowia zdąży określić np. koszty dofinansowania kosztów
materiałowych związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych przez
lekarza stomatologa i czy zapisany tam warunek zasięgnięcia opinii
krajowego konsultanta w dziedzinie stomatologii ogólnej nie zostanie spełniony
w taki sam sposób, jak konsultacja w sprawie samego rozporządzenia.
Kształcenie podyplomowe
Problemy ze stażem podyplomowym to nie jedyne kłopoty końca roku 2000.
Od lipca dyskutowany jest projekt zmiany rozporządzenia w sprawie
specjalizacji. O zastrzeżeniach do rozporządzenia z 25 marca 1999 r. (Dz.U.
nr 31, poz. 302) nie będę pisał, bo "koń jaki jest, widzi każdy".
Kosmetyczna nowelizacja z 27 stycznia 2000 r. (Dz.U. nr 6, poz.84) zmieniła
nieco tryb postępowania kwalifikacyjnego, ale nie rozwiązała w żaden
sposób znanego już wtedy problemu kończenia specjalizacji w tzw. starym
trybie.
Co nowego?
Nowy projekt, zmieniający system zakłada wprowadzenie nowego tworu współdecydującego
o programach i miejscach kształcenia lekarzy - kolegia lekarzy specjalistów.
W par. 4 ust. 2 określono je jako "stowarzyszenie, działające pod
nazwą kolegium lekarzy specjalistów", zastępując je, w razie nie
utworzenia ich w danej specjalności "stowarzyszeniem działającym pod
nazwą lekarskiego towarzystwa naukowego". Dalej, w ust. 4 tego
paragrafu mówi się o tym, że "...kolegium powinno zrzeszać co
najmniej 50% lekarzy specjalistów wykonujących zawód lekarza w danej
dziedzinie medycyny".
Przejrzałem oba tomy "Prawa Medycznego" wydanego przez NIL i
nigdzie nie znalazłem odpowiedzi na dwa pytania:
1. Jakie prawo ma stowarzyszona grupa, zrzeszająca ponad 50% specjalistów
wykonujących zawód lekarza w danej dziedzinie medycyny do zastępowania
umocowanych prawnie ciał kolegialnych?
2. Dlaczego zrównuje się w prawach przedstawicieli samorządu lekarskiego
z przedstawicielami nie istniejących i nie mających umocowania prawnego
kolegiów w komisjach prowadzących postępowanie kwalifikacyjne i w
komisjach egzaminacyjnych?
Znam dość dobrze rolę jaką pełnią kolegia lekarzy specjalistów w
Wielkiej Brytanii i byłbym skłonny zaakceptować pojawienie się takich
ciał, ale nie jako bytów powstających i działających pod rządami
ustawy o stowarzyszeniach, lecz w ramach samorządu lekarskiego.
Drugim "novum" projektu jest przemycony cichaczem w par. 6 ust.1
pomysł stworzenia "regionalnych ośrodków kształcenia lekarza
rodzinnego". Cudownie przemyślnym wybiegiem jest to, że ich istnienie
w jednostce organizacyjnej prowadzącej szkolenie specjalizacyjne - jest
warunkiem niezbędnym do uzyskania akredytacji do prowadzenia takiego
szkolenia. Nie wdając się dalej w domniemane szczegóły pomysłu -
gratuluję twórcom umiejętności znajdowania miejsca w życiu.
Równie interesujące jest w tym paragrafie to, że o liczbie lekarzy
specjalizujących się w danej dyscyplinie będą decydować nie potrzeby
zdrowotne ludności kraju, lecz liczba określająca sumę maksymalnej
liczby miejsc we wszystkich ośrodkach, które zostaną akredytowane. Zręcznie
wmontowano w to konsultantów wojewódzkich, których tryb powoływania i
zadania opisane w projekcie innego rozporządzenia uczyni życie specjalizującego
się lekarza jednym wielkim pasmem sukcesów i radości.
Kolejnym kwiatem jest tryb odbywania specjalizacji. Optymalną formą
specjalizacji, spełniającą postulat intensywnego szkolenia jest
rezydentura. Czytając kolejne artykuły projektu rozporządzenia odnosi się
jednak wrażenie, że wymagania od specjalizującego się w innych trybach są
bliskie obowiązujących rezydenta, ale nie ma zagwarantowanych pieniędzy
na same rezydentury.
Oczywiście w projekcie nie musi być zawarta deklaracja państwa o
finansowaniu systemu specjalizacyjnego i kształcenia ustawicznego. Może
jednak warto byłoby przedyskutować problem, czy kształcenie
specjalizacyjne nie powinno być finansowane w całości przez państwo w
zakresie, jaki uzna ono za niezbędny dla określonego poziomu świadczeń
zdrowotnych. W pozostałych zaś przypadkach, poza tym limitem - lekarze mogą
się specjalizować na własny koszt i niejako na własne ryzyko, że nie
znajdą zatrudnienia lub nie wykorzystają swoich nowych umiejętności.
Rozwiązanie takie jest może bolesne, ale przynajmniej klarowne.
Teraz bowiem Rząd i ministerstwo udają, że realizują zasadę
powszechnego dostępu lekarzy do doskonalenia zawodowego. W istocie każą
im to robić wyłącznie na własny koszt, bo liczba rezydentur jest śmiesznie
niska i na ogół rozdawana "po uważaniu". Każdy kurs cząstkowy
i dodatkowy, zakupy książek i czasopism, wyjazdy na konferencje itp. to z
kolei okradanie skąpych budżetów domowych lub praca ponad miarę i siły.
W czasie dyskusji o specjalizacjach, jaką prowadziliśmy w poprzednich
latach, pojawił się także pomysł, by mniej więcej w połowie trwania
szkolenia specjalizacyjnego (na ogół po 2 latach) wprowadzić postępowanie
weryfikujące postępy szkoleniowe. W naszym zamyśle było to postępowanie
dopingujące do intensywnej pracy. Tym bardziej nie są dla mnie jasne
intencje punktów 4 i 5 ustępu 1 w paragrafie 3 projektu.
Punkt 4 mówi o sprawdzeniu wiedzy teoretycznej i nabytych umiejętnościach
praktycznych z oceną realizacji programu, kolokwium z prawa medycznego,
odbyciem kolokwiów cząstkowych i zaliczeniem sprawdzianów z zakresu
wiedzy teoretycznej i umiejętności praktycznych, oceną pracy poglądowej
lub oryginalnej i w pkt. 5 wykazanie się praktyczną znajomością
przynajmniej jednego z języków kongresowych.
Nigdzie potem nie powiedziano, jakie skutki pozytywne i negatywne może mieć
nie zaliczenie jednego lub więcej elementów. Czy można je podciągnąć
pod zapis par.17 ust.5, gdzie kierownik specjalizacji, po uzyskaniu opinii
konsultanta wojewódzkiego oraz konsultanta krajowego, wnosi do ministra o
podjęcie decyzji o przerwaniu szkolenia specjalizacyjnego z powodu nie
realizowania programu specjalizacji?
Pomijam paranoidalny tryb przerwania specjalizacji (poza rezydenturą, gdzie
obowiązuje umowa o pracę finansowaną ze środków publicznych), ale gdzie
tu kryteria oceny, że ktoś "nie realizuje"?
Czy lekarz nie mający pieniędzy na kursy językowe (patrz pkt. 5) powinien
sam zrezygnować z rezydentury, czy może przeznaczyć część
wynagrodzenia na lekcje języka?
A jak nie zda kolokwium lub nie będzie miał potwierdzonych protokołów
wykonanych samodzielnie zabiegów operacyjnych, bo trzymał tylko haki, albo
takich zabiegów akurat nie było?
A co będzie, jeżeli stomatolog nie wykaże się wykonaniem jakichś zabiegów
lub np. protez, bo prowadzącemu szkolenie ośrodkowi zabrakło "punktów"?
Nie znalazłem także opisu trybu odwoławczego i jeszcze paru drobiazgów,
o których zmilczę.
Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego jednostki organizacyjne, prowadzące
szkolenie specjalizacyjne, obowiązane są spełnić wymogi określone
rozporządzeniem w terminie do 31 grudnia 2001 r. i dlaczego w tym samym
terminie mają zostać zatwierdzone przez ministra programy specjalizacji,
skoro już one istnieją. Wiele z nich wymaga oczywiście poprawek, ale czy
to oznacza, że lekarze, którzy z trudem weszli w system specjalizacyjny po
ponad rocznym okresie oczekiwania, mają teraz zacząć się denerwować
przewidywanymi zmianami i dodatkowymi kolokwiami?
Celowo nie poruszam zagadnień związanych z relacjami pomiędzy wojewódzkimi
ośrodkami metodyczno-organizacyjnymi a okręgowymi izbami lekarskimi i
samej procedury kwalifikacyjnej. To odrębny rozdział wymagający także
doprecyzowania list specjalności oraz decyzji o tym, co zrobić z lekarzami
nie mającymi uprawnień specjalistów w świetle obowiązującego jeszcze
rozporządzenia. Tym palącym zagadnieniem dla ok. 20 000 lekarzy projekt
nowego rozporządzenia także się nie zajmuje.
Co robić? Jak działać?
Czy polskie środowisko lekarskie jest monolitem bez skazy? Oczywiście nie!
Tak jak nie jest monolitem żadne środowisko lekarskie w jakimkolwiek
cywilizowanym i demokratycznym państwie na świecie. Interes radiologa nie
jest i nie będzie idealnie wspólny z interesem chirurga, aktywność
zawodowa stomatologa ma stosunkowo niewiele wspólnego z pracą lekarza
rodzinnego, a pole oddziaływań profesora różni się znacznie z zakresem
możliwości lekarza pierwszego kontaktu. Lekarz pracodawca ma również
nieco odmienne preferencje od lekarza będącego jego pracownikiem.
Niestety, różne są także cele lekarzy zatrudnionych na stanowiskach
administracyjnych i tych praktykujących.
Jeden z prezydentów Stanów Zjednoczonych, nie bardzo lubiany przeze mnie
powiedział: nie pytaj co twój kraj może zrobić dla ciebie, zastanów się
co ty możesz zrobić dla swojego kraju. Nawet jeżeli cytat nie jest dokładny,
to chodzi dokładnie o to, by przestać narzekać, a zabrać się do roboty.
Lekarzu praktyku, stomatologu, klinicysto! Nie chcesz, by urzędnik z Bardzo
Ważnego Ministerstwa pisał dla ciebie rozporządzenia, które utrudniają
ci życie? No to masz Samorząd Lekarski, który zrzesza ponad sto tysięcy
osób, dysponuje aparatem administracyjnym, pomocą prawników, możliwością
konsultacji i dyskusji w kolegialnych ciałach przedstawicielskich. A może
zechcesz działać w komisjach samorządu w swojej OIL? A może, skoro jesteś
już tym wszystkim zniechęcony - odpowiesz na kolejny apel, złapiesz za pióro
i przyślesz swoje uwagi lub opis bolączek?
Jeden z moich medycznych guru nazwał mnie przed wieloma laty, kiedy jeszcze
nie byłem ani profesorem, ani nawet doktorem, nieuleczalnym romantykiem z
pragmatycznym umysłem. Po latach wiem, że prawdziwa jest chińska
przypowieść o patyczkach: jeden złamać bardzo łatwo, dziesięciu już
nie da rady. A nas jest ponad sto tysięcy! Może kiedy zaczniemy dyskutować
między sobą i z naszymi kolegami rozproszonymi po różnych stanowiskach,
to przestaniemy kopać i zapiekać się w poglądach.
Piotr Zaborowski
fot. Marek Stankiewicz
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|