|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-11 Optymizm reformatorów
* Panie ministrze, jakie przede wszystkim stawia pan sobie zadania? * A więc, czy obecnie są one realizowane? - Odpowiedź jest oczywista - są realizowane. Jednocześnie jednak trzeba dodać, że powinny być realizowane znacznie lepiej, choć czy jest to możliwe w tym momencie - można by toczyć spór. Zawsze trzeba się bowiem liczyć z tym, że powinno to być robione na miarę potrzeb i na miarę możliwości. * Czy możliwe jest, według pana, osiągnięcie teraz kompromisu między potrzebami i możliwościami? - Funkcjonowaliśmy w systemie, który był ekonomicznie
niekontrolowany. To właśnie budziło największe zastrzeżenia i obawy.
Musieliśmy wejść w system, w którym optymalizuje się działania, ale
pamiętając, że nie może na tym ucierpieć pacjent. * Podkreśla pan, że minister zdrowia odpowiada za zdrowie narodu proporcjonalnie do swoich zadań w Radzie Ministrów. Kim jest minister zdrowia w naszym układzie polityczno-społecznym? - Minister zdrowia jest tym członkiem rządu, który powinien kształtować politykę zdrowotną państwa. Czyli wpływać na realizację zadań konstytucyjnych przez działania w sferze prawa, w tym inicjatywy ustawodawcze - tworzenie prawa i nadzorowanie funkcjonowania tych obszarów, które są w jego kompetencjach, do tych obszarów nie należą jednak kasy chorych. Minister jest odpowiedzialny również za kształcenie. * Kto więc właściwie odpowiada w naszym państwie za zdrowie narodu, czy jest taka osoba lub instytucja? - Sądzę, że wymaga to sprecyzowania, dlatego że jeżeli chodzi np. o profilaktykę odpowiada za to wiele resortów, a także parlamentarzyści. Ich decyzje skutkują określonymi następstwami w zakresie zdrowia i potem zadaniami dla tych, którzy decydują o możliwościach leczenia. * Które sprawy leżące w gestii ministra zdrowia, a których niedostatki dostrzega środowisko lekarskie, uważa pan za pierwszoplanowe? - Są to wszystkie sprawy związane z kształceniem, przede wszystkim - przesunięcie kształcenia podyplomowego w stronę rezydentur i zabezpieczenie środków na rezydentury. Mogę powiedzieć, że udało się to w dużym stopniu (w 2001 r. mamy zabezpieczone środki na 2000 rezydentur). Drugi element, to uregulowanie związanych z kształceniem spraw legislacyjnych (przede wszystkim chodzi tu o rozporządzenie o specjalizacjach), co jest potrzebne nie tylko lekarzom do właściwego wykonywania zawodu, ale przede wszystkim - pacjentom. Wiąże się to z wywiązywaniem się państwa z zobowiązań wobec obywateli - dostarczaniem usług medycznych na możliwie wysokim poziomie. * Co z brakującym rozporządzeniem o kształceniu ustawicznym? - Żeby miało rację bytu, potrzebne jest zabezpieczenie finansowe - m.in. konieczne jest przekonanie ministra finansów, by realna kwota przeznaczana z własnej kieszeni przez lekarzy na kształcenie podyplomowe mogła być odpisywana od podatków. Jeśli bowiem państwo nakłada obowiązek, to musi dać możliwość jego realizacji. * Jednak w tej chwili to już chyba sprawa, w najlepszym wypadku, budżetu na 2002 r.? - Prace nad nim zaczną się już za kilka miesięcy... * Jak widzi pan rolę mediów w przedstawianiu spraw związanych z ochroną zdrowia? - Mówię dziennikarzom, że oczekuję ich pomocy, że za zdrowie narodu odpowiada nie tylko minister zdrowia, ale także i media. Jeżeli media podnoszą poczucie lęku, elektryzują społeczeństwo doniesieniami o patologii - to trzeba wyraźnie powiedzieć, że są to przykłady jednostkowe, jeżeli informują o źle działającym systemie, to także powinny pokazywać to, co funkcjonuje prawidłowo i w wielu przypadkach - coraz lepiej. * Gdy Naczelna Rada Lekarska w pierwszych miesiącach 1999 r., w czasie spotkania z ówczesnym ministrem zdrowia Wojciechem Maksymowiczem bardzo krytykowała sposób wprowadzania reformy, pan nie zgodził się z tą oceną... - Podtrzymuję swoje zdanie... Wojciech Maksymowicz wykonał ogromną robotę, o wiele cięższą niż ta, która czeka mnie - bo burzenie starego systemu i wprowadzanie nowego jest ogromnie trudnym przedsięwzięciem... Trzeba być czołgiem, by temu podołać... Ja bym się do tego nie nadawał. * Pan jest "na czas budowania"? - Tak. * Panie profesorze, od trzech lat jest pan członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, uczestniczy pan w pracach Komisji Kształcenia NRL i z ramienia samorządu lekarskiego jest pan członkiem Krajowej Rady Specjalizacji Lekarskich. Czy pana zdaniem izby lekarskie mają autorytet, czy są instytucją, z którą liczą się decydenci w naszym życiu społeczno - politycznym? Coraz częściej powtarzane jest zdanie: piszemy, opiniujemy, wzywamy i nikt tego nie bierze pod uwagę. - Są dwa elementy składające się na to, czy opinia dla urzędu
liczy się - jedna wynika z zapisów ustawowych, inna to autorytet a
priori. * Dziękuję za rozmowę fot. Marek Stankiewicz Prof. Grzegorz Opala urodził się w 1942 r. w Częstochowie. W 1968 r.
ukończył Wydział Lekarski Śląskiej Akademii Medycznej. W 1979 r.
specjalizację w zakresie neurologii. W latach 1988-1991 odbył trzyletni
staż szkoleniowy w USA. W roku 1993 uzyskał stopień doktora
habilitowanego nauk medycznych. Od roku 1996 zajmuje stanowisko profesora
nadzwyczajnego w Śląskiej Akademii Medycznej, od 1998 r. kieruje Katedrą
i Kliniką Neurologii Wieku Podeszłego. Jest specjalistą od wczesnej
diagnostyki otępienia, jego związku z chorobą Parkinsona oraz chorób
naczyniowych układu nerwowego. Jest członkiem Interdyscyplinarnej Grupy
Ekspertów Rozpoznawania Otępienia, członkiem Zarządu Głównego
Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, zarządu Sekcji Alzheimerowskiej
PTN i wiceprzewodniczącym zarządu Sekcji Chorób Układu
Pozapiramidowego PTN. Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04