Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej  Numer 2000-11  Optymizm reformatorów 

* Panie ministrze, jakie przede wszystkim stawia pan sobie zadania?
- Zadania stojące przed ministrem zdrowia w dobie reformy, to przede wszystkim stałe modyfikowanie reformy, co w moim przekonaniu jest procesem ciągłym. Dotyczy to wynikłych zjawisk negatywnych - i w zapisach prawnych, i w realizacji. I tu potrzebny jest udział ministra zdrowia do oceny, czy w tak funkcjonującym systemie podstawowe zadania państwa są odpowiednio realizowane.

* A więc, czy obecnie są one realizowane?

- Odpowiedź jest oczywista - są realizowane. Jednocześnie jednak trzeba dodać, że powinny być realizowane znacznie lepiej, choć czy jest to możliwe w tym momencie - można by toczyć spór. Zawsze trzeba się bowiem liczyć z tym, że powinno to być robione na miarę potrzeb i na miarę możliwości.

* Czy możliwe jest, według pana, osiągnięcie teraz kompromisu między potrzebami i możliwościami?

- Funkcjonowaliśmy w systemie, który był ekonomicznie niekontrolowany. To właśnie budziło największe zastrzeżenia i obawy. Musieliśmy wejść w system, w którym optymalizuje się działania, ale pamiętając, że nie może na tym ucierpieć pacjent.
Instytucja lekarza rodzinnego była pomyślana tak, by kontrolował on wejście do systemu. Mój pogląd jest w tej chwili taki, że lekarzy rodzinnych jest za mało, by mogli spełniać pożądaną rolę. A zatem nie odchodząc od systemu opartego na lekarzu rodzinnym i robiąc wszystko, by jak najszybciej ich liczba się powiększała, jednocześnie zastanawiam się nad tym, na ile w tej chwili system możemy otworzyć przede wszystkim - dla leczenia specjalistycznego, do którego pacjent w Polsce jest przyzwyczajony. Ważne jest jednak rozważenie - na ile lekarz rodzinny będzie wtedy posiadał wiedzę o swoich pacjentach, którzy leczą się jakby "poza nim".
Jeżeli chodzi o potrzebę i moment wprowadzenia reformy, sytuację w służbie zdrowia można było porównać do sytuacji człowieka chorego - stary system się walił, choć nie zawsze było to wyraźnie widoczne na zewnątrz. Warto wiedzieć, że w roku poprzedzającym wprowadzenie reformy stary system wygenerował 4 mld zadłużenia wew-
nętrznego. Groziło to katastrofą. Dlatego też drastyczne i szybkie rozpoczęcie wprowadzania zmian było nieodzowne. Szybkie, ale dużo, dużo za późno... Należało te działania rozpocząć wtedy, gdy zmieniano cały system stosunków rynkowo - gospodarczych.
Im później chorego zaczyna się leczyć, tym jest więcej powikłań, tym więcej jest objawów niepożądanych i tym bardziej jest to bolesne. I z tym samym mamy do czynienia lecząc system ochrony zdrowia. Natomiast nie zwalnia nas to z podjęcia wszelkich działań, które mogą ulżyć temu, kto jest podmiotem reformy. Człowiekowi, w szczególności człowiekowi choremu.
Widzę konieczność skoncentrowania się przede wszystkim na tych obszarach, które w szybkim terminie można załatwić i które pomogą nam rozwiązać nasze problemy.

* Podkreśla pan, że minister zdrowia odpowiada za zdrowie narodu proporcjonalnie do swoich zadań w Radzie Ministrów. Kim jest minister zdrowia w naszym układzie polityczno-społecznym?

- Minister zdrowia jest tym członkiem rządu, który powinien kształtować politykę zdrowotną państwa. Czyli wpływać na realizację zadań konstytucyjnych przez działania w sferze prawa, w tym inicjatywy ustawodawcze - tworzenie prawa i nadzorowanie funkcjonowania tych obszarów, które są w jego kompetencjach, do tych obszarów nie należą jednak kasy chorych. Minister jest odpowiedzialny również za kształcenie.

* Kto więc właściwie odpowiada w naszym państwie za zdrowie narodu, czy jest taka osoba lub instytucja?

- Sądzę, że wymaga to sprecyzowania, dlatego że jeżeli chodzi np. o profilaktykę odpowiada za to wiele resortów, a także parlamentarzyści. Ich decyzje skutkują określonymi następstwami w zakresie zdrowia i potem zadaniami dla tych, którzy decydują o możliwościach leczenia.

* Które sprawy leżące w gestii ministra zdrowia, a których niedostatki dostrzega środowisko lekarskie, uważa pan za pierwszoplanowe?

- Są to wszystkie sprawy związane z kształceniem, przede wszystkim - przesunięcie kształcenia podyplomowego w stronę rezydentur i zabezpieczenie środków na rezydentury. Mogę powiedzieć, że udało się to w dużym stopniu (w 2001 r. mamy zabezpieczone środki na 2000 rezydentur). Drugi element, to uregulowanie związanych z kształceniem spraw legislacyjnych (przede wszystkim chodzi tu o rozporządzenie o specjalizacjach), co jest potrzebne nie tylko lekarzom do właściwego wykonywania zawodu, ale przede wszystkim - pacjentom. Wiąże się to z wywiązywaniem się państwa z zobowiązań wobec obywateli - dostarczaniem usług medycznych na możliwie wysokim poziomie.

* Co z brakującym rozporządzeniem o kształceniu ustawicznym?

- Żeby miało rację bytu, potrzebne jest zabezpieczenie finansowe - m.in. konieczne jest przekonanie ministra finansów, by realna kwota przeznaczana z własnej kieszeni przez lekarzy na kształcenie podyplomowe mogła być odpisywana od podatków. Jeśli bowiem państwo nakłada obowiązek, to musi dać możliwość jego realizacji.

 

* Jednak w tej chwili to już chyba sprawa, w najlepszym wypadku, budżetu na 2002 r.?

- Prace nad nim zaczną się już za kilka miesięcy...

* Jak widzi pan rolę mediów w przedstawianiu spraw związanych z ochroną zdrowia?

- Mówię dziennikarzom, że oczekuję ich pomocy, że za zdrowie narodu odpowiada nie tylko minister zdrowia, ale także i media. Jeżeli media podnoszą poczucie lęku, elektryzują społeczeństwo doniesieniami o patologii - to trzeba wyraźnie powiedzieć, że są to przykłady jednostkowe, jeżeli informują o źle działającym systemie, to także powinny pokazywać to, co funkcjonuje prawidłowo i w wielu przypadkach - coraz lepiej.

* Gdy Naczelna Rada Lekarska w pierwszych miesiącach 1999 r., w czasie spotkania z ówczesnym ministrem zdrowia Wojciechem Maksymowiczem bardzo krytykowała sposób wprowadzania reformy, pan nie zgodził się z tą oceną...

- Podtrzymuję swoje zdanie... Wojciech Maksymowicz wykonał ogromną robotę, o wiele cięższą niż ta, która czeka mnie - bo burzenie starego systemu i wprowadzanie nowego jest ogromnie trudnym przedsięwzięciem... Trzeba być czołgiem, by temu podołać... Ja bym się do tego nie nadawał.

* Pan jest "na czas budowania"?

- Tak.

* Panie profesorze, od trzech lat jest pan członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, uczestniczy pan w pracach Komisji Kształcenia NRL i z ramienia samorządu lekarskiego jest pan członkiem Krajowej Rady Specjalizacji Lekarskich. Czy pana zdaniem izby lekarskie mają autorytet, czy są instytucją, z którą liczą się decydenci w naszym życiu społeczno - politycznym? Coraz częściej powtarzane jest zdanie: piszemy, opiniujemy, wzywamy i nikt tego nie bierze pod uwagę.

- Są dwa elementy składające się na to, czy opinia dla urzędu liczy się - jedna wynika z zapisów ustawowych, inna to autorytet a priori.
Jest wiele obszarów, na których samorząd lekarski działa bardzo dobrze: kwestia realizowania działań opiniodawczych, uczestniczenie w konkursach ordynatorskich, "Gazeta Lekarska" , na którą niektórzy narzekają, ale jest niewątpliwie pożądaną formą komunikacji ze środowiskiem, sądownictwo korporacyjne, wypracowywanie koncepcji dotyczących kształcenia podyplomowego... Dużo pracy izba włożyła w przygotowywanie projektów wielu ustaw. Niewątpliwie każdy, kto stoi bliżej tych spraw, wie, że dużo w tym względzie zostało zrobione.

* Dziękuję za rozmowę

fot. Marek Stankiewicz




Prof. Grzegorz Opala urodził się w 1942 r. w Częstochowie. W 1968 r. ukończył Wydział Lekarski Śląskiej Akademii Medycznej. W 1979 r. specjalizację w zakresie neurologii. W latach 1988-1991 odbył trzyletni staż szkoleniowy w USA. W roku 1993 uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk medycznych. Od roku 1996 zajmuje stanowisko profesora nadzwyczajnego w Śląskiej Akademii Medycznej, od 1998 r. kieruje Katedrą i Kliniką Neurologii Wieku Podeszłego. Jest specjalistą od wczesnej diagnostyki otępienia, jego związku z chorobą Parkinsona oraz chorób naczyniowych układu nerwowego. Jest członkiem Interdyscyplinarnej Grupy Ekspertów Rozpoznawania Otępienia, członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, zarządu Sekcji Alzheimerowskiej PTN i wiceprzewodniczącym zarządu Sekcji Chorób Układu Pozapiramidowego PTN.
Od grudnia 1997 r. jest członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, członkiem Komisji Kształcenia NRL i z ramienia NRL - członkiem Krajowej Rady Specjalizacji Lekarskich. Jest członkiem Rady Politycznej RS AWS.
W wywiadzie dla "Polityki" zadeklarował: O odwrocie nie może być mowy. Kto chciałby dziś od tej reformy odejść lub zastąpić ją inną reformą - popełni błąd. Skaże społeczeństwo na powtórne przejście tej samej ciężkiej drogi związanej z pierwszym etapem wprowadzania zmian. Szczęśliwie mamy go już za sobą. Proponuję wiec partiom politycznym, środowiskom medycznym i mediom nie walkę z reformą, lecz współpracę w naprawianiu jej niedostatków.

   

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04