|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-07/08 "Zdrowie", mundur i medycyna
W czerwcu zostałem wydelegowany przez swoją izbę okręgową na jubileusz 55-lecia najstarszej spółdzielni lekarskiej Warszawy "Zdrowie". Powstała w kwietniu 1945 r. na gruzach lewobrzeżnej Warszawy od razu w dwóch miejscach: na Żurawiej i Filtrowej. Inicjatorem i założycielem oraz dozgonnym jej prezesem był niezapomniany dr Remigiusz Stankiewicz. Warszawa tego czasu była całkowicie zniszczona. Od chwili jej wyzwolenia 18.01.1945 r. zaczęli do niej wracać mieszkańcy, choćby dla przekonania się o rozmiarze zniszczeń. Miasto było całkowicie pozbawione pomocy lekarskiej. Byli jednak wybitni lekarze-warszawiacy. Dzięki samozaparciu odgruzowali i urządzili lokale, wyposażyli je w zreperowany sprzęt (był nawet rtg) i zaczęli przyjmować pacjentów nie oglądając się na własne zyski i profity. Spółdzielnia szybko zdobyła powodzenie i daleko wyprzedziła lecznictwo "uspołecznione". Rozwój spółdzielni był jednak utrudniany przez zawistnych, i to ze wszystkich stron. Była przecież prowadzona przez lekarzy - przedstawicieli wolnego zawodu, wrogów ludu. Choć chcieli oni zgodnie z ideologią ustroju sprawiedliwości społecznej - nie wyzyskiwać i mieć wspólne środki produkcji, a za swoją pracę uzyskiwać godny jej zarobek, to ustrój bolszewicki i biurokracja oraz prześladowania, jakich nie szczędzono spółdzielni i spółdzielcom doprowadziły ją w ramach zgeszlajchtowanego ruchu spółdzielczego na skraj ruiny. Spółdzielnia przetrzymała i te ciężkie czasy, kiedy musiała utrzymać deficytowe spółdzielnie pracy, np. kominiarzy i korzystając ze współpracy lekarzy wizytujących w domu (pierwsza w Warszawie spółdzielnia lekarzy wizytujących w domu "Eskulap"), przetrzymała Polskę Ludową i rozwinęła się do obecnych 12 wielospecjalistycznych placówek rozsianych po całej Warszawie. Spółdzielnia wciąż rozwija się, cieszy się niesłabnącą dobrą opinią i ma wypróbowaną i wierną kadrę. Z okazji jubileuszu spółdzielnię odznaczono dyplomem i odznaczeniem od Związku Spółdzielczości Pracy, wielu zaś jej członków i udziałowców zostało odznaczonych odznakami zasłużonego spółdzielcy. Niestety, poza dobrym słowem, nie miałem nic do ofiarowania spółdzielni. I oto niespodzianka. Historyk spółdzielni kol. Roman Stępniak, który wygłosił referat okolicznościowy ofiarował mi swoją książkę "Mundur i medycyna". Stron 230, okładka skromna, utrzymana w kolorach ochronnych, z fotografią autora - z której nikt by go nie poznał, bowiem przedstawia go z czasów, gdy występował jako "Frassati". Po powrocie do domu zacząłem ją czytać i okazało się, że nie mogę się od niej oderwać. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza obejmuje dzieje autora z czasów okupacji, Powstania Warszawskiego, niewoli niemieckiej i pobytu na Zachodzie, aż do powrotu do kraju. Druga - dzieje życia i kariery lekarza specjalisty dermatologa, po wojnie w mundurze Wojska Polskiego. Pierwsza napisana była wcześniej z myślą wydania wspomnień z okazji 50 rocznicy Powstania Warszawskiego; rękopisu mimo pozytywnych recenzji nie wydano. Dopisał więc część drugą i wydał własnym nakładem w 2000 r. Dzieje wojenne autora są niezwykłe. Jest jednym z nielicznych powstańców warszawskich, którzy ocaleli z mordu przy ul. Dworkowej. Mordu dokonanego przez Własowców na tych, którzy wyszli z kanałów. Ten życiorys bojowy nadaje się wprost do horroru. Życiorys popowstaniowy - niewola niemiecka, praca w szpitalu jenieckim, wyzwolenie z niewoli, służba w Wojsku Polskim na Zachodzie (tym razem w służbie zdrowia), to cała epopeja. Część druga, to studia medyczne na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, ukończone już w Akademii Medycznej oraz niezwyczajna kariera lekarska i specjalistyczna w Wojsku Polskim znajdującym się po tej stronie Berlińskiego Muru. Służba w instytucji w czasach, kiedy wszystko, co działo się w wojsku, było poufne lub wręcz tajne, kiedy wojsko starano się odgrodzić od reszty społeczeństwa. Zachęcam gorąco do zapoznania się z książką. Poznamy niezwykły życiorys niezwykłego człowieka w mało znanych czasach. Należy podziwiać kunszt pisarski oraz wielkoduszność autora w stosunku do ludzi go otaczających. Z nazwiska o żadnym z nich nie wyraża się ujemnie, choć przedstawia cały kalejdoskop osób, z którymi się zetknął. Jeśli nie może przedstawić kogoś z dobrej strony, poprzestaje na jego anonimowym zasygnalizowaniu. Wśród lekarzy jest wielu ludzi pióra. Wydaje się, że tym razem napotkaliśmy talent. Nie dziwię się, że spółdzielnia "Zdrowie" ma powodzenie, skoro ma takich członków. Józef Hornowski Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04