
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-07/08 Wypowiedzi uczestników IV Światowego Kongresu Polonii Medycznej
Jaki jest sens integracji lekarskich środowisk polonijnych z
krajowymi?
Bogusław Chwajol - Czechy
Polskie środowisko naukowe koniecznie musi się integrować, koniecznie
musi utrzymywać kontakty, związki obopólne ze sobą. Czy aż na tak
szerokiej płaszczyźnie, jaką jest forum światowe jest to względne.
Ale na płaszczyźnie fachowej tak. Ja jako urolog kontaktuję się z
urologami, jeżdżę na zjazdy, fachowe konferencje urologiczne. Od czasu
do czasu z przyjemnością na zjazdy tego typu. Uważam jednak, że
potrzebne nam jest nie tylko tak szerokie forum, ale i forum zawężone,
forum europejskie, ponieważ problematyka transformacji służby zdrowia i
prywatyzacji w krajach Europy Środkowej i Europy Środkowo-Wschodniej
jest inna od problematyki medycznej w Stanach Zjednoczonych czy Afryce.
Stanisław Golec - Stany Zjednoczone
Motywacje bliższych więzi lekarskiego środowiska polonijnego z krajowym
mogą być różne poczynając od sentymentalnej, poprzez emocjonalną,
następnie więzi rodzinne czy towarzyskie aż po obopólne korzyści
zawodowe. Np. można prowadzić wspólne badania czy kontynuować wspólne
zainteresowania w danej dyscyplinie lub poddyscyplinie i porównywać
wyniki tutaj i tam. Niektóre rzeczy jest łatwiej obserwować tam, gdzie
one zachodzą, np. czynniki adaptacyjne wśród emigrantów po drugiej
stronie Oceanu. Natomiast kwestie zagrożeń środowiskowych czy też
palenia, które widzę, że tu w Polsce jest w dalszym ciągu bardzo
popularne, a u nas jest zwalczane z dość dobrym skutkiem, należy
analizować na miejscu. Niektóre zjawiska patologiczne mogą zachodzić
częściej w kraju, a inne zdarzają się w tym nowym kraju zamieszkania.
Najlepsza integracja zachodzi wówczas, gdy korzyści są obopólne.
Generalizując powiem, że najlepiej integruje się z konkretną osobą, z
konkretnym lekarzem. Kontakty między organizacjami wtedy funkcjonują o
ile za tym stoi osoba z twarzą, z nazwiskiem, z telefonem, z którą można
się skontaktować. Natomiast związki formalne, organizacyjne raczej
usychają po dość krótkim czasie. Góra po jednym, dwóch, trzech
latach.
Witold Kawecki - Stany Zjednoczone
Wyjechałem z Polski w 1939 r. mając dziesięć lat. Wykształciłem się
na Zachodzie. Skończyłem medycynę w Irlandii, przyjechałem do Stanów
Zjednoczonych i zostałem tam psychiatrą. Praktykowałem przez trzydzieści
pięć lat aż do emerytury, na której jestem od pięciu lat. Do kraju
przyjeżdżam prawie co dwa lata, czasami raz do roku. Uważam, że więzi
moje osobiste z Polską są mi bardzo potrzebne. A czy Polska mnie
potrzebuje to trudno powiedzieć. W Ameryce działam w organizacjach
polonijnych: Fundacji Kościuszkowskiej, także Kongresie Polonii Amerykańskiej
oraz Związku Psychiatrów i Neurologów Polskich, który dwa lata temu
przekształcił się w Międzynarodową Organizację Polskich Psychiatrów.
Tutaj do Teatru Polskiego przyszedłem z ciekawości zobaczyć kogo na zjeździe
lekarzy polonijnych z moich kolegów psychiatrów spotkam. Nie wiem czy
zostanę tu na tym zebraniu, choć wszystkie te naukowe kwestie mnie
interesują, ale wolę czas spędzać na zwiedzaniu Warszawy, zająć się
moją żoną i jedną z moich córek, zamiast siedzieć tutaj na stołku i
słuchać jak ktoś mówi. Polonia jest chyba potrzebna Polsce. Co prawda
jest teraz ta sprawa jakiejś Karty Polaka, którą podobno dyskutuje
Sejm. Nie wiem, co to ma być. Jedni twierdzą, że wszyscy powinni mieć
polskie paszporty. Ja uważam, że paszporty powinni mieć tylko ci, którzy
chcą je mieć. Nie sądzę, że każdego należy zmuszać do zapłacenia
150 dolarów za paszport, by mógł legalnie zgodnie z prawem wprowadzonym
za czasów PRL przyjechać do Polski. Cieszę się, że lekarze polonijni
tutaj przyjeżdżają i będą dyskutować jak usprawnić sprawy między
Polską a zagranicą. Widzę duże możliwości dla polskich lekarzy w
Stanach Zjednoczonych. Kilku z nich pracuje w moim mieście, skończyli
studia tutaj, a nie za granicą i są bardzo pomocni dla nowych emigrantów
i dla starej Polonii. Urządzili się nieźle, chociaż były trudności językowe
i nostryfikacyjne.
Marek Bakowski - Niemcy
Muszę powiedzieć, że obustronnie siebie potrzebujemy. Lekarze polonijni
nie tylko w Europie, ale na całym świecie potrzebują Polski, kraju,
gdzie mają swoje korzenie. A Polska potrzebuje, w moim przekonaniu, na
pewno naszych doświadczeń, jeżeli nie nas osobiście. Na razie nie
specjalnie to tak działa jak powinno działać, ale ja sądzę, że my się
w końcu dogadamy. Myślę, że kraj mógłby skorzystać z naszych doświadczeń,
które są doświadczeniami czasami nawet bolesnymi, bo my temat
wchodzenia kas chorych przerabialiśmy wielokrotnie w wielu krajach. My
dysponujemy doświadczeniami związanymi ze zmianami zachodzącymi w układach
ekonomicznych w poszczególnych kasach chorych na czy Zachodzie czy w
Czechach, gdzie kasy chorych robiły plajtę jedna po drugiej.
Mało tego, my dysponujemy wiedzą i znajomością przepisów Unii
Europejskiej, które nieco się różnią. Z tym jest bardzo krucho w
Polsce. Lekarzy, którzy samodzielnie zakładali gabinety nikt nie
informował o przepisach europejskich. A oni tej wiedzy nie mają. Np. w
przypadku wszystkich praktyk dentystycznych, pomieszczenia mają określoną
wysokość, muszą mieć odpowiednie wywiewy itd. To zakładanie
prywatnych praktyk odbywało się trochę po partyzancku. To nie jest wina
ludzi, którzy to robili. To jest niedoinformowanie. Tego należałoby
uniknąć. My jesteśmy gotowi do współpracy w każdej dziedzinie.
Jerzy Woy-Wojciechowski - Polska
Integracja Polonii medycznej ze środowiskiem lekarzy krajowych jest tak
oczywista jak to, że niebo jest niebieskie, a trawa zielona. Przynajmniej
dla nas wszystkich, którzy nie jesteśmy daltonistami. To nie są tylko
więzi towarzyskie. Polskie Towarzystwo Lekarskie, gdzie mam honor już
trzydzieści pięć lat pracować urządzało społecznie I Zjazd Polaków
z Zagranicy, polskich lekarzy zagranicznych w 1976 r. w Warszawie i
Krakowie. Drugi odbył się we Wrocławiu w 1980 r. Potem w Szczecinie, a
następnie w Poznaniu w 1988 r. Później doczekaliśmy się już zjazdu
światowego, kiedy Polska stała się Polską. W 1991 r. odbył się I Światowy
Kongres w Częstochowie, który był kontynuacją tamtych czterech
pierwszych i był dziełem wtedy jeszcze wyłącznie PTL-u.
Marek Rudnicki - Stany Zjednoczone
Od kilku lat integracja polskich środowisk lekarskich zdecydowanie jest
potrzebna. Zaraz odpowiem dlaczego. My pracujemy bez korzeni. Jesteśmy w
zupełnie innych środowiskach. Ja sobie nie wyobrażam, żeby można było
pracować w innym kraju nie wiedząc skąd się pochodzi. W moim osobistym
przekonaniu praca gdziekolwiek wśród swoich kolegów, z którymi ma się
możliwość porozumienia bezpośredniego jest najlepsza i daje wiele
satysfakcji. Przez dziesięć lat pracowałem będąc jedynym Polakiem w
środowisku absolutnie amerykańskim, a od półtora roku jestem w
Chicago, które ma duży dostęp do polskiej medycyny i polskich nazwisk.
Dla mnie psychicznie jest to różnica jak między niebem a ziemią. Ja po
prostu cieszę się, odpoczywam i kocham pracować tamże. Jeśli mowa o
przyszłości to wszystko się rozwija. Ja sądzę, że nasi lekarze nie są
wystarczająco znani. Wkład polskiej medycyny w medycynę światową jest
o wiele większy, niż to wynika z upowszechnienia polskiej, medycznej myśli
naukowej i polskich nazwisk. Nie chcę tu podawać przykładów, kiedy to
politycy zwykle zagraniczni wykluczyli nas z wielu osiągnięć, nie mówiąc,
że to są polskie sukcesy. Myślę, że częścią i rolą naszej
organizacji jest to, żeby walczyć i dbać o to, by polska myśl medyczna
pełniła swoją rolę na świecie. Sądzę, że Federacja w tym kierunku
powinna iść zdecydowanie, bo jest znakomitym przedstawicielem wszystkich
Polaków - lekarzy pracujących za granicą. Jeśli chodzi o nasze związki
z Polską, to ja osobiście nie przyjeżdżam, żeby mówić co należy tu
robić, ale chcę się podzielić ze wszystkimi, którzy tu są, moimi
odczuciami odnośnie systemów służby zdrowia w różnych krajach i postępów
w chirurgii, która jest mi najbliższa,
bo to robię na co dzień. Myślę,
że takie doświadczenia przydadzą się każdemu. Z drugiej strony ja też
dowiem się o wielu rzeczach np. jak tu funkcjonują systemy ochrony
zdrowia i chętnie dowiem się, co się dzieje w Szwecji i na Białorusi,
w Niemczech i Francji, i wszędzie na całym świecie.
Włodzimierz Bednorz - Polska
Polonia przez wiele lat była niedoceniana. I ta Polonia łaknie kontaktów
z krajem. Lekarze polonijni chcą być tutaj widoczni i chcą pomagać.
Nie chcą być obecni tylko w sensie towarzyskim. Jest autentyczna
potrzeba uczestniczenia w życiu środowisk lekarskich kraju. My widzimy
to w kontaktach z tymi kolegami, bo już wiele było takich spotkań w
Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej. W związku z tym to nie jest tak, że
jedna strona lub druga czuje się wykorzystana, albo czuje się na
specjalnych prawach. Po prostu obu tym stronom jest potrzebny ten kontakt.
My się od nich uczymy. Oni też się od nas wielu rzeczy uczą. Oni chcą
być w tej jednej wielkiej rodzinie polskiej. I to się czuje na każdym
kroku. Oni chcą przyjechać, chcą tutaj coś wygłosić, a nawet nie wygłaszać,
tylko wtopić się w to środowisko, zobaczyć czym my żyjemy w sensie
lekarskim.
Wacław Kozłowski - Białoruś
Więzi Polonii białoruskiej z Polonią medyczną świata są bardzo
potrzebne, ale przede wszystkim z medycyną polską. Zatrudnieni u nas
lekarze jeszcze nie mają takich kontaktów z medycyną innych państw. Są
bariery organizacyjne i językowe. Bardzo pragniemy kontaktów z lekarzami
polskimi i uważamy je za niezwykle korzystne. Nasi lekarze, którzy
pracują na Białorusi otrzymali wyłącznie wykształcenie sowieckie. Mało
mają związków z medycyną europejską i mało informacji o medycynie
europejskiej, w tym polskiej. Dlatego każdy wyjazd lekarza z Białorusi
do Polski jest rzeczą bardzo przyjemną i korzystną. Najbardziej
cieszymy się z uczestnictwa w kursach. Nasi lekarze w ostatnich latach
brali udział w szkoleniach organizowanych w takich miastach jak: Siedlce,
Łomża, Lublin. Wyjeżdżali lekarze z całej Grodzieńszczyzny, nawet z
Białorusi, w tym z Lidy, w której jestem prezesem Koła Lekarzy
Polskich. Lekarze byli bardzo zadowoleni i nie tylko z tego, że pogłębili
swoją wiedzę medyczną, ale i z tego, że miło spędzili czas w Polsce.
Korzystając z okazji pragnę podziękować NIL i OIL w Łodzi za to, że
od trzech lat otrzymujemy regularnie pisma lekarskie. Nasi lekarze te
pisma czytają i korzystają z nich w swojej praktyce zawodowej.
Irena Kunicka - Łotwa
Na Łotwie jest bardzo dużo Polaków. Z sześćdziesięciu tysięcy wielu
uprawia zawód lekarza lub pokrewny. Tu było trudno się wybić, a to był
zawód, który Polacy mogli wykonywać. Dlatego na Łotwie dużo jest
Polaków lekarzy i nauczycieli. Może na Łotwie charakterystyczne jest
to, że po trosze zapominamy języka ojczystego. Szczególnie lekarze nie
znają terminologii medycznej. Dlatego dla nas takie kongresy mają
ogromne znaczenie i pozwalają nawiązać realne więzi z Polską. Jest w
naszej grupie lekarka, która po raz pierwszy przyjechała do Polski. Są
koleżanki, które z różnych przyczyn nie mogły przyjechać i bardzo
tego żałują. Ja byłam na I Kongresie, który wspominam jako coś
niezwykłego, bo wtedy po raz pierwszy wyjechaliśmy ze Związku
Radzieckiego. Niektórzy z nas byli na drugim Kongresie, który też
wspominają przy każdej okazji jak się spotykamy. Faktycznie dla nas są
to bardziej więzi towarzyskie, bo my nie znamy terminologii medycznej i
może trudno jest niektórym kolegom słuchać wykładów. Ale te
spotkania w kuluarach nam wiele dają. I to poczucie, że jest się w
Polsce. Trudno to nawet wyrazić słowami, ale ja tutaj jadąc mam takie
poczucie, że jadę do domu. I tak jest dla nas wszystkich.
Anna Siewaszewicz - Rosja
Trudne pytanie! Polonia medyczna i te prace , które rodacy prowadzą w
kraju oczywiście są potrzebne. Słuchając wystąpień inaugurujących
Kongres myślałam o tym, że w pierwszych słowach powinna zostać wyrażona
wdzięczność za organizację tego Kongresu, podziękowanie za Czestochowę,
za zorganizowanie pierwszego Kongresu, w którym miałam szczęście
uczestniczyć. Odważę się mówić w imieniu Rosji jako całości i
podziękować w imieniu generałów - lekarzy polskich z Petersburga i
tych nieznanych żołnierzy - lekarzy zwykłych z Petersburga. Może kiedyś
będzie możliwość podziękować nie tylko słowem, a dzisiaj mówię Bóg
zapłać wszystkim. W jakim kierunku powinna iść integracja? I
rodzinnym, i zawodowym, bo łączność nasza powinna się rozwijać w
uprawianych przez nas dziedzinach i różnych specjalnościach. I
ojczystym. Ja już mówiłam nie raz, że my żyjemy tam i czujemy się
tam jak sieroty. Tylko niekiedy mamy ten łyk świeżego powietrza w te
dni, kiedy przyjeżdżamy do kraju. Jakaś młoda pani zapytała mnie:
"Co to znaczy sieroty? Dlaczego w kraju tak się dobrze
czujecie?" I nie bardzo mogłam odpowiedzieć tak, jak teraz nie mogę
na pytanie pani odpowiedzieć. Wyjaśnię, że sierota ma wszystko. Ma w
co się ubrać, ma kawałek chleba. Ale nie ma ciepłych rąk matczynych.
I my chyba tak samo. A jak przyjeżdżamy do Polski, to troszeczkę to
mamy.
Czesława Riszko - Ukraina
Ja już byłam w ubiegłym roku na Europejskim Forum Organizacji
Medycznych. Uważam, że tego typu kontakty i spotkania są bardzo
potrzebne. Po pierwsze dlatego, że my czujemy, iż też mamy coś wspólnego
z Polską. Już jadąc do kraju ojczystego odczuwamy ogromne emocje.
Natychmiast po otrzymaniu zaproszenia przez cały rok myślę i czekam
niecierpliwie na wyjazd do Polski. Te polonijne spotkania są bardzo
potrzebne. My jesteśmy wam bardzo wdzięczni za organizację tego typu
imprez. Wówczas wiemy, że ktoś o nas myśli i jesteśmy potrzebni. Nam
bardzo potrzebna jest też literatura fachowa. My tego mało dostajemy. My
pracujemy w takim ośrodku przy kościele. Każdego dnia na dyżurze jest
dwóch lekarzy. Czasem ksiądz przynosi nam jakieś leki. Czasem ktoś
przyjedzie z Anglii i coś zostawi. My prowadzimy taką działalność
charytatywną. I nie ma mamy nawet informatora o nowych lekach. To czym
dysponujemy nie jest najnowsze. Teraz tyle nowych leków wchodzi na rynki.
Nie można nadążyć, żeby to ogarnąć. Przydałby się taki przewodnik
o nowościach. Chętnie czytamy "Gazetę Lekarską". Ja otrzymuję
ją systematycznie od pięciu już lat. Gdyby była możliwość
otrzymywania jeszcze dwóch, trzech egzemplarzy "GL". Są młodzi
lekarze, też by czytali.
Julia Sagan - Ukraina
Na takim forum jestem po raz pierwszy. Jestem polskiego pochodzenia. Cieszę
się, że mogę spotkać swoich rodaków i swoich kolegów z kraju, a także
z innych, obcych krajów. Sądzę, że w takiej formie to spotkanie jest
potrzebne. Chcemy się spotykać jako fachowcy i jako rodacy. Sprawia nam
to dużą przyjemność. Czujemy się jak w swoim, nie obcym, a w swoim
rodzinnym kraju. Chociaż już mieszkam w obcym państwie, ale przyjeżdżam
do Polski i czuję się tutaj bardzo dobrze. Bardzo chciałabym otrzymywać
"Gazetę Lekarską". Dotychczas koleżanka mi pożyczała. Dzięki
lekturze "GL" otrzymuję informacje, które mogę przekazywać
swoim studentom. Przecież tu gdzie mieszkam i pracuję też są studenci
polskiego pochodzenia. Mogliby czytać i zainteresować się sprawami środowiska
lekarskiego w Polsce. I marzę o tym, by stworzyć taki ośrodek polskich
lekarzy u siebie w Iwanofrankowsku (Stanisławowie - przyp. red.). U nas
jest dużo lekarzy pochodzenia polskiego. To środowisko można jeszcze
poszerzyć. Do tego ośrodka można przyciągnąć nie tylko lekarzy, ale
może też pielęgniarki i studentów medycyny. Ten ośrodek mógłby pełnić
rolę takiego polskiego ogniska medycznego. Moje samopoczucie tu na tym IV
Światowym Kongresie Polonii Medycznej jest znakomite. Zapoznałam się z
całym programem zjazdu lekarzy polskich i bardzo mnie on zainteresował.
Myślę, że te nowości o których tu się dowiem i o których tu się będzie
mówiło może wprowadzę w swoją praktykę jako lekarz i jako wykładowca.
G.C.
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|