Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej  Numer 2000-07/08  Zjazd Lekarzy Niemieckich 

Czasy, w których granice państw były także granicami szans, należą w Unii Europejskiej do przeszłości


W dniach 9-12 maja br. odbył się w Kolonii Zjazd Lekarzy Niemieckich. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zjazd odbył się w niewłaściwym czasie, bo akurat w drugim okresie porodu Unii Europejskiej, w czasie wyrzynania się jej główki, i zachowywał się tak, jakby nic godnego uwagi w sali porodowej obok się nie działo.

Zjazd obradował w każdym razie wedle własnych, niemieckich wzorców, dla potrzeb własnego kraju i wedle własnych możliwości finansowych i organizacyjnych. Reszta go nie obchodziła, albo obchodziła tylko na marginesie. Lekarze niemieccy mówili o Niemczech, czyli o swoim kraju, a o tym co będzie z pozostałymi członkami UE wspominali tylko zdawkowo, i jeśli już, to wedle ustaleń niemieckich. Nie mam oczywiście nic przeciwko temu, ale trust mózgów lekarskich zapomniał, albo nie chciał pamiętać, o tym, że niemiecka organizacja zdrowia jest wprawdzie bardzo dobra, ale także bardzo droga. Może wypadałoby zapytać samego siebie, a potem także zaproszonych gości, jak oni sobie wyobrażają uczestniczenie w takiej organizacji zdrowia przy obecnych i spodziewanych środkach finansowych w przyszłej Unii Europejskiej jako jej pełnoprawni członkowie. Może przynajmniej wypadałoby powiedzieć, że organizowana obecnie służba zdrowia w Niemczech ma mieć charakter prowizoryczny i ogranicza się tylko do okresu zaistnienia de facto i de jure Unii Europejskiej, że należałoby zwołać zjazd przedstawicieli wszystkich przyszłych członków państwa, które się będzie nazywać po prostu "Unia Europejska" i na tym zjeździe radzić o przyszłości organizacji zdrowia w Europie. To nowe państwo będzie, być może, federacją, jak to sobie wyobraża minister Joschka Fischer, ale musi być tworem jednolitym, z jednym prezydentem, jednym rządem, jednym prawem, jednym językiem, jedną armią, a także jedną i wszędzie jednakową służbą zdrowia. Pytanie tylko, kto będzie miał prawo powiedzieć państwom europejskim, jak one mają teraz żyć, mówić, pracować i leczyć się. Ktoś będzie musiał to Europejczykom nie tylko powiedzieć, bo to nie starczy, będzie musiał im to rozkazać. Rozkazać zaś może w Europie ktoś u władzy komuś innemu u takiej samej władzy, tylko siłą. Inaczej nie sposób. Rozumu może by starczyło, ale dobrej woli na pewno nie. Nie zapominajmy w euforii unijno-europejskiej, że oba wielkie państwa stanowe i związkowe powstały w nurcie bratobójczej walki. Wszystkim przeciwnikom Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego, którzy po wojnie domowej pozostali przy życiu wypisywano kijami na grzbietach wszelkie prawa i przepisy tak długo, aż ci, którzy znajdowali się pod tymi kijami pojęli te przepisy, na dodatek w nowym języku, i tylko w tym nowym języku. Kto ich nie rozumiał, odchodził do wieczności. W nowej rzeczywistości nie było dla niego miejsca.

Wracając do 103 Zjazdu Lekarzy w Niemczech, czytamy w prasie lekarskiej w Niemczech ("Deutsches Ärzteblatt" 20), że "...w przyszłości będzie musiało dojść do wolności w wyborze decyzji, w którym kraju Unii Europejskiej pacjent będzie chciał się leczyć" i żaden kraj nie będzie mógł zamknąć przed tym pacjentem drzwi. Autor powołuje się przy tym na wyrok Trybunału Europejskiego, który dwom Szwajcarom przyznał prawo do zwrotu kosztów za świadczenia lekarskie udzielone za granicą i kasy chorych musiały je zwrócić. Trybunał tak uzasadnił swoje orzeczenie: "Odmowa zwrotu poniesionych kosztów to odbieranie pacjentowi wolności popytu, a zagranicznemu lekarzowi wolności podaży". Osobiście nie widzę w tym nic wielkiego, ani szczególnego. Byłem kiedyś w Holandii u lekarza i dostałem od niego rachunek za udzielone świadczenia. Moja kasa chorych wypłaciła mi wszystko do grosza bez potrzeby angażowania do tego Trybunału Europejskiego. W tym samym artykule czytamy zaraz potem, że w przyszłości Trybunał Europejski podejmie decyzję czy także i leczenie stacjonarne otrzymane za granicą będzie musiało być pacjentowi zrefundowane przez kasy chorych. "W rzeczywistości prawdopodobnie nie wzrośnie liczba migrujących pacjentów" - mówi rzecznik prawny Izby Lekarskiej Horst-Dieter Schirmer. W rzeczywistości czy prawdopodobnie? Mnie osobiście jest zupełnie obojętne, czy wzrośnie, czy nie wzrośnie liczba migrujących pacjentów, w rzeczywistości, czy prawdopodobnie, tylko pytam: gdzie jest ta Unia Europejska? A co będzie z pacjentem angielskim, skoro u nich jeszcze państwowa służba zdrowia i milionowe kolejki czekających na operację? Kto im zwróci pieniądze za długo oczekiwane świadczenia lekarskie otrzymane poza granicami swego kraju? Królowa na pewno nie. Czy Unia Europejska zamieni się w krajobraz wędrujących ludów w poszukiwaniu lepszych krajów, lepszych zarobków, lepszego prawa i przede wszystkim lepszych świadczeń lekarskich? Prezydent Federalnej Izby Lekarskiej uzupełnił zdanie swojego radcy prawnego patetycznym stwierdzeniem, że: " W wolnej Europie muszą pacjenci mieć prawo do korzystania z opieki zdrowotnej w innym kraju członkowskim, szczególnie zaś wtedy, kiedy we własnym nie mogą z tych świadczeń skorzystać". Pięknie to powiedziane, aż łza się w oku kręci, tylko realizmu w tym nie ma ani odrobiny. Ponadto uzupełnił prof. Hoppe także migracyjne nadzieje pana Schirmera wyrażając opinię, że nie należy obawiać się migracji lekarzy z Europy wschodniej i uzasadnił to tym, że nie było takiej fali z południa po rozszerzeniu Unii Europejskiej o tamte państwa. O święta naiwności! Jeszcze nie tylko nie ma Unii Europejskiej, nie tylko nie ma wolnej Europy, wręcz przeciwnie, nadal istnieją  bardzo rygorystyczne zakazy migracyjne, a mimo to fala ludzka przelewa się ze wschodu na zachód na oczach strażników granic przyglądających się temu zjawisku jak fali rozszalałego orkanu populacyjnego, którego jedynym celem jest przeżyć. Było na zjeździe także trochę po francusku, żeby wojna o wspólny język już na samym początku "wolnej Europy" nie zaczęła się z powodu, o którym za chwilę walcząca o ojczyźnianą mowę Europa zapewne by zapomniała. Trzeba się było przypodobać Francji i Polsce chyba też i powołano

Comité Permanent ot tak sobie, żeby było ciekawiej. Po niemiecku ta organizacja nosi nazwę "Ständiger Ausschuss der Europäischen Ärzte", co na język polski można by przetłumaczyć "Stała Komisja Lekarzy Europejskich". Komisja ta, jako organizacja dachowa, miałaby za zadanie reprezentować wszystkich lekarzy europejskich wobec pozostałych przedstawicielstw UE i zdaniem jej przewodniczącego (członków jeszcze nie ma, ale przewodniczący już jest) dr. Markku Äärimaa z Helsinek jest ona obecnie jednym z najważniejszych stowarzyszeń, któremu niebawem podporządkowane zostaną szczeble niższe, a mianowicie organizacje dachowe lekarzy specjalistów, lekarzy ogólnych i młodych lekarzy szpitalnych. Delegaci zjazdu postanowili jednogłośnie wystosować apel do lekarek i lekarzy państw członkowskich UE, aby zechcieli uczestniczyć w pracach tej komisji i wspólnie reprezentować odpowiednią siłę wobec gremiów urzędowych Unii. A zatem już siłę?! Gdzie jest wobec tego i jak będzie wyglądać ta nasza wspólna, radosna, wolna, silna i niezależna Unia Europejska? Będzie ona może tylko tworem doraźnego apelu?

Karta Praw Podstawowych Comité Permanent, czyli Komisja Stała Lekarzy Europejskich już pracuje nad równouprawnieniem dostępu do opieki zdrowotnej dla wszystkich obywateli Unii i zamierza ująć te prawa w tak zwanej Karcie Praw Podstawowych. Szefowie rządów państw członkowskich Unii Europejskiej zapowiedzieli w roku 1999 utworzenie takiej Karty. Nie wiadomo jeszcze jak ta Karta ma wyglądać, ale już wiadomo, że ułożyć ją mają lekarze. W odniesieniu do podstawowego prawa do opieki zdrowotnej, które ma być prawem zasadniczym tej Karty, prof. Hoppe powiedział z naciskiem: " Czasy, w których granice państw były także granicami szans, należą w Unii Europejskiej do przeszłości". Trudno zgadnąć czy w tym zdaniu jest więcej patosu, czy więcej taniego i nierealnego populizmu, potrzebnego prof. Hoppe do zaistnienia na lekarskiej scenie w Niemczech w pierwszym roku jego działalności na tak wysokim stanowisku. Jednego jestem pewien, nie ma tam ani krztyny nieuczciwości, obłudy i złej woli. Kto zna prof. Hoppe, a ja miałem okazję poznać go w okresie mojej pracy w klinice w Akwizgranie, kiedy w tym samym czasie prowadził nie opodal, w Düren, pracownię anatomo-patologiczną, ten wie, że był zawsze i chyba pozostał człowiekiem o wielkich zaletach umysłu i serca. Comité Permanent ma także zająć się sprawą genów ludzkich i już dzisiaj dr Äärimaa, bo Komitetu jeszcze nie ma, zajął w imieniu tego komitetu zdecydowane stanowisko zakazujące patentowania genów ludzkich, lub ich części. Comité Permanent ma zamiar przejąć także sprawy kształcenia i dokształcania lekarzy. Dotąd było ono w gestii Komisji Doradczej Kształcenia Lekarzy, którą rozwiązano, gdyż, jak sugeruje prasa, była dla nowo powołanej Komisji Stałej zapewne ciężarem. Hoppe ubolewał nad tym w przekonaniu, że dotychczasowe prace nad problematyką kształcenia lekarzy zostaną przez to odsunięte w daleką przyszłość. Zażądał przeto od Komisji Stałej natychmiastowego wypełnienia tej luki. Luka w zredagowaniu przepisów o kształceniu i dokształcaniu lekarzy zostanie pewnie niebawem wypełniona, ale ja tu nadal nie widzę Unii Europejskiej. Przecież to będzie zlepek różnych organizacji służby zdrowia z różnych państw, których delegaci będą się spotykać co jakiś czas, bez jakiegokolwiek sensu i bez żadnych widoków na znalezienie tego sensu i uzgodnienie czegokolwiek, gdyż będzie to po prostu niemożliwe.

Organizacja służby zdrowia musi być w Unii Europejskiej jednolita. W każdym zakątku tego nowego państwa taka sama, z takimi samymi przepisami, prawami, możliwościami, urządzeniami itd. itd. aż do granic bolesnej możliwości. To samo dotyczy także innych dziedzin. Po co Niemcom niemiecka, nowoczesna armia, Polakom polska armia, a Anglikom angielska itd. Przecież to ma być Unia, a jej państwa członkowskie mają należeć z nogami i rękami do tej Unii. Nikt podobno nie ma zamiaru atakować swego sąsiada, a także nie ma potrzeby się przed nim bronić. A więc i wojsko musi być unijne, jednolite, po prostu europejskie pod jednym dowództwem. I ta jedna, jedyna europejska armia będzie należeć do NATO, podobnie jak dzisiaj do tego NATO należy europejskich armii kilkanaście. W przeciwnym razie nie będzie to żadna Unia Europejska, tylko nowy, o wiele gorszy bałagan.

Co kryje się za tymi partykularnymi zjazdami, kongresami, przepisami, armiami, giełdami i całym szeregiem dalszych inności? Unia Europejska na pewno nie!

Nie traćmy jednak nadziei. Może kiedyś odbędzie się Zjazd Lekarzy Europejskich, podobnie jak odbywają się Zjazdy Lekarzy Amerykańskich w USA i jak odbywały się kiedyś zjazdy lekarzy radzieckich w byłym ZSRR.

Zbigniew Szczepański

Adres autora: Fstepansky@aol.com

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04