
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej Numer 2000-07/08 Prywatyzacja w ochronie zdrowia
W czasach PRL najniżej
zarabiającą grupą była tzw. budżetówka czyli pracownicy oświaty,
nauki, kultury, sztuki i ochrony zdrowia. Argumentowano to następująco:
najpierw wybudujemy kopalnie, huty, duże zakłady, nowoczesne rolnictwo,
a potem wszystkim będzie się żyło dostatnio. Nieoficjalnie twierdzono,
że dorobią chałturą, inni korepetycjami, a pracownikom ochrony zdrowia
odwdzięczy się pacjent.
Przez ostatnie 10 lat nie powstała w Polsce ustawa o reprywatyzacji, a
cóż dopiero mówić o prywatyzacji w ochronie zdrowia.
Ustawa o ubezpieczeniu zdrowotnym mówi wyraźnie, że właścicielem placówki
jest samorząd terytorialny, który musi opłacać remonty oraz
zabezpieczyć w sprzęt medyczny placówkę. Niestety, Ministerstwo Finansów
ani na rok 1999, ani na rok 2000 nie przekazało samorządom pieniędzy na
ten cel. Właściciele placówek wpadli na genialny pomysł, że z
pracowników najemnych pracownicy ochrony zdrowia stają się dzierżawcami,
a nie właścicielami swoich zakładów. To oni będą remontować placówki,
wyposażać je w sprzęt, a właściciel będzie pobierał od nich czynsz
i dzierżawę za sprzęt, który jest w placówkach. Oczywiście,
najlepiej na tym wyszedł właściciel, który zamiast dopłacać ma
zyski.
Są pozytywne przykłady - czynsz jest niski, a właściciel pomaga
remontować. Są również przykłady sprzedaży przychodni najlepiej
wyposażonych w najlepszym stanie technicznym nie tylko pracownikom
ochrony zdrowia. Nowy właściciel podpisuje umowę z kasą chorych, z
lekarzem zaś podpisuje kontrakty (według niektórych pracowników nie
jest to zgodne z prawem). Najbardziej zadowoleni są z tego nowi "właściciele";
menedżerowie - byli dyrektorzy zoz-ów czy kierownicy przychodni -
twierdzą, iż po zwolnieniu części pracowników zarobki są wyższe, a
praca lepsza. Zastanawiam się, dlaczego nie mogli tego zrobić, gdy byli
dyrektorami samodzielnych zakładów.
Pracownicy są niezadowoleni, gdyż w poprzednim okresie nie wypłacono im
trzynastej pensji, nie dano podwyżki, zabrano premię, a wynagrodzenie
obecnie wzrosło o ok. 15-20%, przy czym otrzymali dodatkowe obowiązki,
jak: sprzątanie, rozliczenia z ZUS-em, kasą chorych, przejęcie obowiązków
rejestratorki czy asystentki stomatologicznej pracując po 12-14 godz. na
dobę, ale nie mają wyboru. Suma 4 do 5 tys. zł brutto, które otrzymują
z kasy chorych lub od własciciela jest dużo mniejsza niż dziś przypada
na pracownika w zoz-ie czy w przychodni; z tych pieniędzy trzeba zapłacić
rejestratorce, sprzątaczce, w przypadku stomatologów asystentce
stomatologicznej, technikowi
dentystycznemu, zus, podatek, urlop,
zwolnienie, oddelegowanie na szkolenie, fundusz socjalny, trzynastą pensję
oraz ubezpieczenie oc. Oczywiście, można płacić minimalny zus i bardzo
mało pracownikom. Części placówek naznaczono tak wysokie czynsze, iż nie są w stanie
prowadzić działalności i nadal popadają w zadłużenie; za długi są
sprzedawane budynki i grunt, i nie będzie tam placówek medycznych.
Od roku 1999 ok. 50% kolegów otrzymało prywatne gabinety stomatologiczne
i specjalistyczne zaciągając pożyczki oraz inwestując w sprzęt i
budynki. Przestali pracować w uspołecznionej ochronie zdrowia, a teraz
część ich kolegów otrzymuje pomieszczenia i sprzęt prawie za darmo na
prywatne gabinety. Powstaje olbrzymia liczba gabinetów prywatnych w dużych
miastach, jak Warszawa i Wrocław, gdzie ok. 500 pacjentów przypada na 1
gabinet lekarski, stomatologiczny czy specjalistyczny.
W większości państw europejskich samorząd zawodowy aptekarski i
lekarski decyduje ile, gdzie i na ilu pacjentów powstaje gabinet lekarski
lub apteka. Niestety, ustawodawca polski nie dał nam takiej możliwości.
Znam przypadki toczących się negocjacji sprzedaży polskich szpitali
polskim lub zagranicznym biznesmenom, ale nie chodzi tu o prowadzenie działalności
medycznej, lecz o dobrą lokalizację i grunt; będzie tam prowadzona
innego rodzaju działalność.
Z tej tzw. prywatyzacji zaczyna się wyłaniać jedna pozytywna rzecz: w
wielu małych miastach czy miasteczkach warunków kontraktów nie będzie
dyktować kasa chorych. To zorganizowani lekarze przedstawią warunki
finansowe kasie chorych i samorządowi terytorialnemu, na podstawie których
będą mogli leczyć pacjentów. W innym przypadku nie podpiszą umowy i
pacjenci będą płacić za usługi w ich gabinetach. Lekarze ci wystawią
rachunki pacjentom, ci zaś będą domagać się zwrotów kosztów
leczenia z kasy chorych. Jest już trochę takich przypadków w Polsce.
Niestety, nie ma takich możliwości w dużych miastach i szpitalach.
Sytuacja ta powoduje również, że jest duża szansa na wzmocnienie
pozycji samorządu lekarskiego. Powinny powstać w powiatach koła izb
lekarskich, które będą negocjować z samorządem terytorialnym i kasą
chorych wysokość stawek za leczenie. Natomiast samorząd lekarski
zapewni im obsługę prawną przy rozmowach dotyczących dzierżawy i
negocjacji finansowych z samorządem terytorialnym i kasą chorych.
Ryszard Łopuch
Autor jest członkiem Prezydium NRL
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|