Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2000 Gazety Lekarskiej  Numer 2000-07/08  Światełko w tunelu 

Z członkami Naczelnej Rady Lekarskiej Ewą Kralkowską i  Zbigniewem Brzezinem
rozmawia Marek Stankiewicz

o Przynoszą państwo do "Gazety Lekarskiej" ciekawe wiadomości z Sejmu na Wiejskiej, gdzie spędziliście wiele godzin i dni na dyskusji o poprawieniu ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, która zdaniem wielu naszych Czytelników źle służy lekarzom, a co gorsza w jeszcze trudniejszej sytuacji postawiła pacjentów. Ale, słyszymy, że niektóre zapisy tej ustawy, które potrząsały środowiskiem lekarskim przez półtora roku zostaną teraz zmienione.
Ewa Kralkowska: Chcielibyśmy opowiedzieć państwu "na gorąco" o pewnych nadziejach, które zarysowały się podczas prac sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. nowelizacji ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Od wielu miesięcy z upoważnienia Naczelnej Rady Lekarskiej uczestniczyliśmy w pracach tej komisji. Najpierw kilka uwag ogólnych. Wydaje nam się, że teraz pojawił się klimat przychylności dla zmian i że posłowie wszystkich opcji odnoszą się coraz życzliwiej do postulatów środowiska lekarskiego. Dojrzewa chyba w nich świadomość, że to, co działo się dotychczas po prostu się nie sprawdziło. Naczelna Rada Lekarska sygnalizowała to od dawna i wskazywała błędy w ustawie. Teraz się to potwierdziło.
Zbigniew Brzezin: W okresie tworzenia ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym czuło się wyraźnie niechęć naszych partnerów do postulatów lekarskich. Decydentom wydawało się, że działamy tylko w imieniu korporacji zawodowej, nie uwzględniając interesów pacjenta. Teraz okazuje się, że mieliśmy rację. Nasze argumenty wreszcie dotarły do parlamentarzystów.
o Może przejdziemy do konkretów, na które czekają lekarze...
Z. B.: Proszę bardzo. Np. lekarz z prywatnego gabinetu będzie mógł skierować pacjenta do szpitala. Pacjent otrzyma więc równoprawne skierowanie z tym, które otrzymałby od lekarza posiadającego kontrakt z kasą chorych.
E. K.: Porozmawiajmy jeszcze o pewnych generaliach, które są również bardzo ważne. Komisja nadzwyczajna przyjęła poprawkę od dawna postulowaną przez NRL, która przywraca odpowiedzialność państwa za udzielanie świadczeń zdrowotnych. Ponadto inne przyjęte poprawki uporządkowały sprawy, których dotychczas nie było, które zostały pominięte, zapomniane lub przeoczone w poprzednich zapisach. Przywrócono do ubezpieczenia grupy ludności, które nie posiadały uprawnień. Otwartą kwestią pozostaje to, kto za to zapłaci, ale to jest inna sprawa. Niemal wszyscy posłowie w komisji nadzwyczajnej zgadzają się, że 7,5% składka jest zbyt niska. Opinię tę podziela również minister Anna Knysok. Komisja nadzwyczajna proponuje podniesienie składki do 9%.
o A co z innymi zapisami ustawy, które tak bardzo bolały środowisko lekarskie?
Z. B.: Bardzo ważną kwestią jest zgoda komisji nadzwyczajnej na skreślenie art. 56 ustawy dotychczas uniemożliwiającego podpisanie kontraktu z kasą chorych lekarzowi pracującemu w zakładzie opieki zdrowotnej, który miał kontrakt z kasą chorych. Oznacza to, że teraz ten sam lekarz będzie mógł podpisać indywidualny kontrakt z kasą chorych na świadczenia w swoim prywatnym gabinecie. Dzięki osiągnięciu consensusu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy udało nam się zrealizować jeden z najważniejszych postulatów. Mianowicie kasa chorych będzie musiała uzyskać porozumienie z samorządem lekarskim i pielęgniarskim, jak również z przedstawicielami pracodawców co do pewnych zasad gry, które będzie się ustalać przed rozstrzyganiem konkursu ofert.
o Jakich zasad?
E. K.: W legislacji opiniowanie i osiągnięcie porozumienia - to terminy, które bardzo się od siebie różnią. Opinii można zasięgnąć, a następnie z niej nie skorzystać. Porozumieć się, to w praktyce uzyskać zgodę izby lekarskiej, pielęgniarskiej i przedstawiciela pracodawców. Jest tu pewna niedogodność dotycząca arbitrażu, tzn. co będzie, jeśli porozumienia się nie osiągnie. Kasa chorych zaproponowała, że w przypadku nie osiągnięcia porozumienia to ona przez określony czas podyktuje warunki, poczym wróci się do negocjacji. Ale to i tak ogromny krok do celu, który chciała zawsze osiągnąć izba lekarska. Cieszymy się z tego, ale to dopiero początek drogi legislacyjnej. Takie małe światełko w tunelu. Mamy nadzieję, że posłowie z komisji nadzwyczajnej będą popierać nasze wspólne ustalenia.
o Z tego co mówicie wynika, że kasa chorych przestanie wreszcie robić łaskę i zacznie z lekarzami rozmawiać z pozycji partnera, a nie udzielnego księcia. Dotychczas izba lekarska opiniowała, ale z jej stanowiskiem liczono się raczej tak sobie albo wcale. Czy to się teraz zmieni?
Z. B.: Zdecydowanie tak. Nowelizacja art. 53 zasadniczo zmienia tę kwestię. Kasa chorych będzie musiała się porozumieć z właściwym terytorialnie przedstawicielem izby lekarskiej, izby pielęgniarek i położnych, i przedstawicielem pracodawców ochrony zdrowia. Muszą oni wspólnie dojść do consensusu i określić warunki udzielania świadczeń, zapewnienia jakości, dostępności, sposobu rozliczania kosztów, jak również mechanizmu ograniczenia wzrostu tych świadczeń.
o Skąd taka nagła zmiana sztywnego dotychczas frontu parlamentarzystów wobec lekarzy?

E. K.: Myślę, że to chyba życie zmusiło ich do zmiany frontu. Już sprawozdanie rządowego pełnomocnika Anny Knysok potwierdziło, że publicznych funduszy na realizację świadczeń zdrowotnych jest za mało. Proszę pamiętać, że w tej komisji nadzwyczajnej większość to lekarze, którzy na co dzień wykonują zawód i pracują z chorymi. Sami zobaczyli, że zapisy ustawy są wadliwe i po prostu się nie sprawdziły. Wielu z nich w osobistych rozmowach z nami potwierdziło, że takiego przedsięwzięcia nie da się prawidłowo przeprowadzić bez współpracy i pomocy ze strony środowiska medycznego. Przez cały czas izba lekarska deklarowała swoje partnerstwo. Niestety, na początku nie zostaliśmy dopuszczeni ani nie traktowano nas jako partnerów. Muszę powiedzieć, że to się zmienia. Dostrzegamy życzliwe postawy wśród posłów komisji nadzwyczajnej bez względu na reprezentowaną opcję polityczną. Izba lekarska chce nie tylko być partnerem. Chce również i weźmie - jeśli będzie traktowana jako partner - część odpowiedzialności.Z. B.: To bardzo ważne, ale jednocześnie niełatwe zadanie. Odpowiedzialność i pewne odium niezadowolenia samorząd będzie musiał wziąć na siebie. Dotychczas jedynym chłopcem do bicia pozostawała kasa chorych, która dyktowała warunki. Trzeba będzie teraz w ramach zbiorowej mądrości lekarskiej dochodzić do consensusu.
o No dobrze! Jak sami powiedzieliście, w sejmowej komisji nadzwyczajnej zasiadają głównie lekarze, którzy -mam nadzieję - poprą zmiany oczekiwane przez ich kolegów w całej Polsce. Przyjdzie jednak taka chwila, kiedy projekt nowelizacji zostanie poddany głosowaniu przez wszystkich 460 posłów, którzy czasami nawet w najbardziej prozaicznych sprawach gotowi są zachować się jak dzieci i ... odmrozić sobie uszy na złość mamie. Czy nie obawiacie się obstrukcji z ich strony?
E. K.: Oczywiście, obawiamy się, bo takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje. To, co udało nam się dotychczas uzyskać dzięki autentycznej życzliwości tej grupy parlamentarzystów, podkreślam ze wszystkich klubów, z prawej i lewej strony politycznej sceny, jest tylko maleńkim krokiem ku dobremu. Jak wspomniałam, to są głównie lekarze, którzy wiedzą o co chodzi i wiedzą o czym z nimi rozmawiamy, i o czym do nich mówimy. Ale wydaje mi się, że teraz utrzymamy tę dobrą passę. Bo to nie chodzi tylko o dobro środowiska lekarskiego, ale również szeroko pojęty interes pacjenta. Prace w komisji i dyskusje były bardzo trudne. Niektórzy parlamentarzyści kwestionowali zasadność reprezentacji samorządu lekarskiego wobec systemu. Może obawiali się, że będzie to monopol. Na szczęście z czasem udało nam się ich przekonać, że to przecież z mocy ustawy samorząd lekarski reprezentuje wszystkich lekarzy.
o Od czasu wprowadzenia reformy w środowisku lekarskim dość wyraźnie oddzieliły się grupy interesów. Niektórzy poszli daleko do przodu, inni zostali w blokach startowych i nie wiedzą jak się od nich oderwać. Inne dylematy targają lekarzami ze szpitali, a jeszcze inne lekarzami z lecznictwa otwartego. Inne problemy mają ginekolodzy, a inne neurolodzy. Jak to państwo tłumaczą i jakie widzą szanse i zagrożenia dla jednolitej reprezentacji lekarskiej?
Z. B.: Oczywiście dostrzegamy ten podział i te zagrożenia. Najbardziej naturalną reprezentacją lekarzy jest ich samorząd, mający gwarancje ustawowe. Baliśmy się jednak, że jeśli powstanie wiele podmiotów reprezentujących lekarzy różnych specjalności, na przykład zrzeszenia czy stowarzyszenia, może dojść do sytuacji, kiedy to spotkają się one wszystkie razem, a każde z nich zechce wyrwać jak najwięcej dla siebie. Wtedy niczego nie osiągnęlibyśmy. My proponujemy, że to samorząd będzie przedpolem ścierania się różnych opinii grup interesów. W wyniku gorących dyskusji wewnątrz samorządu, a nie na forum dyskusji z kasą chorych, spokojnie i po koleżeńsku opracujemy jedną linię negocjacyjną, której będziemy się trzymać. Życiowa praktyka dowodzi, że taki sposób jest skuteczniejszy.
o Panie doktorze, sam pan wie, że samorząd lekarski jest krytykowany za nieskuteczność przez samych lekarzy. Czy, zdaniem pana, taką wspólną linię lekarze in gremio są w stanie zaakceptować?
Z. B.: Sądzę, że w środowisku lekarskim coraz bardziej dojrzewa przekonanie, iż tylko razem możemy do czegoś dojść. Reforma podzieliła nasze środowisko, ale proszę zauważyć, że pojedyncze grupy interesów są bardzo słabe i praktycznie nic dotychczas nie osiągnęły. Obecnie większość lekarzy zdaje sobie sprawę, że w starciu z takim monopolistą jak kasa chorych niewielkie zrzeszenia nie dadzą sobie rady. Uważam, że tylko jedna reprezentacja lekarska, która będzie wspomagana - ma nadzieję - przez samorząd pielęgniarek i położnych, i reprezentację pracodawców ochrony zdrowia, z którymi mamy zbieżne interesy doprowadzi do sytuacji, kiedy nie będziemy zaskakiwani jednostronnymi decyzjami kas chorych, nieustannie kontestowanymi przez nasze środowisko i w gruncie rzeczy odbijającymi się na pacjentach.
o Czy wierzą państwo, że ta reforma zacznie wreszcie sprzyjać lekarzom, przyniesie im należne korzyści i stworzy warunki do spokojnej pracy i służenia ludziom?
E. K.: Ja chcę w to wierzyć i tylko mój wrodzony optymizm pozwala mi pracować na rzecz samorządu lekarskiego i dlatego poświęcam temu mój czas. Myślę, że świadomość lekarzy powoli się zmienia. Koledzy, którzy jeszcze nie tak dawno krytykowali pomysł wspólnej reprezentacji, dostali z kasy chorych tak niekorzystne kontrakty, że teraz dojrzeli do przekonania, iż naprzeciwko kasy musi - w ich interesie! - stanąć silny partner. To może być tylko izba lekarska.

fot. Marek Stankiewicz


Z otatniej chwili

Redakcja "Gazety Lekarskiej" dowiedziała się, że parlamentarne prace nad nowelizacją ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym zostały nagle przerwane w końcu czerwca br. Komisja nadzwyczajna czeka teraz na sprawozdanie rządowego pełnomocnika Anny Knysok. Do sprawy niezwłocznie powrócimy po wakacjach
ms

 

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04