|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1999 Gazety Lekarskiej Numer 1999-11 Listy do redakcji
Listy do redakcji Pod rozwagę Wiadomo, że lekarze, podobnie zresztą jak i cała służba zdrowia od 1945 traktowani byli przez władze nie tylko po macoszemu, ale wręcz jako ludzie drugiej, a nawet trzeciej kategorii, jak pariasi, zapędzani do najgorszej roboty za żałosne wynagrodzenie. Sytuacja ta trwa do dziś i nie tylko się nie poprawia, ale jeszcze pogarsza. Pomijając mizerię finansową, ciągle czynione są zamachy na wolność tego wolnego rzekomo zawodu. Z różnych stron czynione są starania zmierzające do niemal ubezwłasnowolnienia wykonującego swój zawód lekarza. Działalność lekarza opiera się na trzech zasadniczych filarach (modne ostatnie słowo): rozpoznawaniu, leczeniu i orzekaniu. Do takich działań uprawnia dyplom lekarski. Tymczasem pozostał nam właściwie tylko pierwszy z tych filarów, i to w ograniczonym zakresie. Rozpoznawać można na podstawie badania chorego, ale często wymaga to jeszcze badań dodatkowych, a tu już pojawiają się liczne ograniczenia ilości skierowań na te badania. W różnych miejscach bywa z tym wprawdzie różnie, ale jest to fakt. A więc już ten pierwszy filar jest pęknięty. Leczyć można za pomocą leków (chyba że leczy Kaszpirowski czy inny Nowak), a leki otrzymuje się na podstawie recept. Tu pojawia się pęknięcie na drugim filarze. Lekarz mający poza pracą w zoz-ie prywatny gabinet musi zawierać specjalną umowę na wypisywanie recept refundowanych z odpowiednią kasą chorych. A przecież to pacjent jest ubezpieczony, płaci składki i ma prawo do takich recept. Gdzie tu równość podmiotów wobec prawa? Czy to nie jest ograniczenie swobód obywatelskich, ograniczenie wolności wyboru lekarza? Czy nie powinien się tym zainteresować Rzecznik Praw Obywatelskich? Obecnie zgotowano nam nowy pasztet w postaci zusowskich uprawnień do wydawania zwolnień lekarskich. Na wydawanie orzeczeń o niezdolności do pracy potrzebna jest zgoda ZUS-u. Dwa filary pęknięte, a trzeci w ogóle przestał istnieć, bo do czego to podobne, aby o tym, czy lekarz może wykonywać coś, do czego upoważnia i zobowiązuje go dyplom, decydował urzędnik, nawet jeśli też jest lekarzem? Czyż to nie jest kwestionowanie dyplomu lekarskiego? Może by chorego od razu kierować do ZUS-u i niech ZUS sam sobie zwolnienia wydaje? Byłoby to prostsze, bo nie wymagałoby angażowania całego aparatu kontroli. Co chwila nam się czegoś zabrania, coś nakazuje, a my pokornie wypełniamy formularze, piszemy podania, byle tylko zadowolić tryskających wspaniałymi pomysłami urzędników. Idziemy potulnie jak stado owieczek (by nie powiedzieć inaczej) za jakimś samozwańczym przewodnikiem. Czy koniecznie musimy być takim stadkiem, poganianym i przywoływanym do porządku przez różnego autoramentu owczarki? Czy nie należałoby się w końcu "postawić"? Nie jestem już w obecnej kadencji członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej i nie wiem czy zagadnienia te, jak sądzę istotne, są w tym gronie dyskutowane i czy w ogóle ktoś w tej sprawie zasięgał opinii NRL-u. Myślę , że jako korporacja zawodowa Izba winna się tego typu sprawami interesować i nie godzić się na różnego rodzaju szturchańce serwowane nam z różnych stron. Choć wiem z doświadczenia, kiedy w poprzedniej kadencji byłem członkiem NRL, że opinie nasze były co najwyżej łaskawie wysłuchane, a potem władza i tak robiła po swojemu. Czy nie czas jednak położyć temu kres? W każdym razie chciałbym poddać to pod rozwagę. dr n. med. Eugeniusz Depta Siemianowice
Podobno nie ma etatów Jestem pod wrażeniem artykułu "Z Cambridge na bezrobocie" we wrześniowej "Gazecie Lekarskiej". Przez pewien czas pracowałem w amerykańskiej medycynie. Po powrocie do Polski - przyznaję, że sam jestem sobie winien. Mam kłopoty w znalezieniu pracy, mimo że w Gdyni mało kto robi badania dopplerowskie, a echo serca wykonują tylko nieliczne ośrodki. Po rozesłaniu mojej oferty jedynie dwie prywatne kliniki chciały się ze mną spotkać. Placówki państwowe odpowiadały - Nie mamy etatów! Nikomu na mnie nie zależało! W Stanach nie miałem żadnej protekcji, ale zawsze udawało mi się pracować. Często byłem zapraszany przez "łapaczy głów" na rozmowy kwalifikacyjne. Sedno sprawy leży w prywatyzacji. Jeżeli jest konkurencja - opłaca się zatrudniać dobrych specjalistów, leczyć szybko i dobrze. Nie mylić z obecną reformą. Mam wrażenie, że tu prawie nic się nie zmieniło. To jest stary system z dodaniem papierkowej roboty potwierdzającej określone działania! Mariusz sypa@mp.pl Od redakcji: Mariusz poszukuje pracy w okolicy Trójmiasta i możliwości specjalizowania się w Internie, medycynie rodzinnej lub radiologii. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04