Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 1999 Gazety Lekarskiej  Numer 1999-03  Bitka i wypitka  

Narodowy epos

Bitka i wypitka

Grażyna Ciechomska

Obraz "Ogniem i mieczem" w reżyserii Jerzego Hoffmana wywołał narodową dyskusję. Dobrze czy źle zrealizowany? Drogi czy tani? Antyukraiński? Antypolski? Zbyt nowoczesny? Niezgodny z pierwowzorem literackim Henryka Sienkiewicza?

Wątpliwości, rozterek duchowych, filozoficznych, a przede wszystkim sercowych film i jego bohaterowie dostarczają niemało. "Ogniem i mieczem" dzieli od ekranizacji "Pana Wołodyjowskiego" 31 lat. Minęła cała epoka. Technika filmowa została wzbogacona o możliwości techniki elektronicznej i komputerowej. Współczesny widz jest pasjonatem kina akcji, sensacji, teledysków i wideoklipów. Trudno twórcom dzieła trafić emocjonalnie i kulturowo do serc i umysłów wszystkich pokoleń Polaków. A wszyscy Polacy oczekują wielkiej epopei narodowej, wielkich postaci, wielkich bohaterów, wielkich czynów i wielkiej historii.

Miecz w montażu

Film jest jedną wielką zabawą. Nie jest ku pokrzepieniu serc jak życzył sobie Sienkiewicz. Nie jest ku refleksji jak chce Hoffman. Jest brawurowym kinem przełomu XX i XXI wieku bez wielkich sentymentów, prawdy historycznej, wierności literackiej.
"Ogniem i mieczem" pędzi naprzód. Dynamizm to wielka zaleta tego dzieła. Większość filmów polskich nuży i nudzi po kilkudziesięciu minutach oglądania. Trzy godziny obrazu Hoffmana to czas szybko uciekających scen, pędzących koni, spieszących się bohaterów. Zasługa to dwóch młodych montażystów speców od reklamy, Cezarego Grzesiuka i Marcina Bastkowskiego. Tak mówi o nich Adek Drabiński, współreżyser:
"Pierwsze zderzenie z nimi to był dla Jurka lekki szok: chłopcy poszatkowali z biglem jedną ze scen. Jurek przyszedł to obejrzeć. Lekko go zatkało. Tak wyznaczyliśmy rytm montażu. W scenach bójek fenomenalnie się to sprawdza. Nie należy lekceważyć istnienia MTV. Jurek łyknął te zmiany bez bólu".
"Ogniem i mieczem" nie jest i nie powinno być ani dokumentem, ani wierną kopią powieści. Zarówno książka jak i historia są jedynie inspiracja dla reżysera. Są ziarenkiem. Powstał współczesny, nowocześnie i z rozmachem zrobiony film. Jest on wersją autorską. Wersją do której twórca ma prawo. Hoffman daje dzisiejszym widzom swoją wersję. Wie, że język Sienkiewicza jest dla współczesnych młodych Polaków zbyt archaiczny. Pierwsze sondaże przeprowadzone wśród młodych widzów wychodzących z kina są gorzką prawdą dla ich rodziców i dziadków. Otwarcie i bez żenady przyznają, że książki nie czytali. Reżyser wie także, że "historia" Sienkiewicza zaognia stosunki Polaków i Ukraińców. A pożaru między Polską i Ukrainą reżyser wzniecać nie zamierza.

Ogień w interpretacji

Dlaczego tak długo Polacy na filmową wersję "Ogniem i mieczem" zmuszeni byli czekać? Dlaczego tak wielu było i jest zaciekłych wrogów tego pomysłu? Dlaczego już teraz są głosy za i przeciw? Obok filmowej fikcji na ekran wdziera się historia dwóch narodów skazanych na sąsiedztwo. Narodów dumnych. Narodów z ambicjami. Narodów niełatwo poddających się obcym prawom, obyczajom, najeźdźcom.
Temperatura dyskusji wobec eposu narodowego nie słabnie do dnia dzisiejszego. Wielki moralny autorytet Jerzy Giedroyć tak oto wypowiada się:
"w obecnej sytuacji geopolitycznej kręcenie jest niezmiernie szkodliwe". Jednak takiej opinii nie podzielił ani reżyser, ani pozostali realizatorzy filmu. To co boli, to co jątrzy rany trzeba objaśniać i wyjaśniać. Trzeba o tym dyskutować. A nie zamykać oczy, zaciskać pięści i udawać, że trudnych momentów nie było.
Hoffman genialnie odwzorował dwie główne postaci z przeciwstawnych obozów. Księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. I przywódcę powstań kozackich hetmana Bohdana Chmielnickiego. Obaj są wodzami wielkiego formatu. Obaj cieszą się mirem wśród swoich. Obaj mają ambicje i talenty wojenne. Obu także brakuje wizji wspólnej przyszłości obu narodów. Film nieśmiało sygnalizuje, że gdyby nie pycha, a może nawet temperament Wiśniowieckiego losy Polski i Ukrainy mogłyby się potoczyć inaczej...
Postać Chmielnickiego nie powiela historycznych stereotypów. Reżyser dodał hetmanowi szlachetności, godności, troski o losy współbraci. Obaj bohaterowie nie zostali zbudowani na zasadzie kontrastu. Zostali ukazani dwaj wodzowie decydujący o losach tysięcy ludzi. Do hoffmanowskiej interpretacji sienkiewiczowskich bohaterów wdziera się ogień. Trawi on jednostronność, niesprawiedliwość i uprzywilejowanie w kreowaniu wizerunku Polaków i Ukraińców. Znakomitym pomysłem okazało się powierzenie roli Chmielnickiego jednemu z najwybitniejszych współczesnych aktorów ukraińskich. Bohdan S. Stupka nie zawodzi ani widzów ukraińskich, ani polskich. Jest znakomity.

Miłość w sercach

Nie byłoby wielkiej historii wielkich narodów bez wielkiej miłości. Piękna kniaziówna Helena Kurcewiczówna wzbudza ogromne namiętności. I ten wątek Hoffman prezentuje współczesnemu widzowi inaczej niż Sienkiewicz. Dwaj rywale to dwaj namiętni mężczyżni. Skrzetuski nie jest jednoznacznie lepszy niż Bohun. Trudny wybór stoi przed kniaziówną. Ostatnia scena filmu może rodzić wątpliwości czy Helena dokonała wyboru zgodnie z podszeptami serca. Ona sama nie jest o tym przekonana do końca. Filmowy Bohun jest wspaniały. Zakochany, waleczny, odważny i dumny. Rosyjski aktor pochodzenia ukraińskiego Aleksander Domogarow wcielający się w postać Bohuna mówi:
"problemem reżysera i moim było pokazanie napięcia między kobietą i mężczyzną na tle historycznym. Akcja toczy się przecież w czasie krwawej wojny i rozbicia Ukrainy. Dla was, Polaków to historia, dla mnie teraźniejszość. Sam odczuwam co to znaczy rozbicie ziem niegdyś połączonych. W 1995 roku Białoruś, Ukraina, Kazachstan i Rosja oddzieliły się granicami".
Domogarow wie czego pragnie. Walczy o ojczyznę. Walczy o kobietę. W tej ostatniej walce nie stosuje chwytów niegodnych kochanka i mężczyzny. Czy przegrywa? Co myśli Helena u boku Skrzetuskiego? Izabella Scorupco kreująca rolę kniaziówny mówi: "Bohun to taki męski zwierzak, niebywale przystojny i pociągający".
Helena jest w filmie bardzo wyciszona. Ona nie gra. Ona jest. Od ognia Bohuna i Skrzetuskiego płoną wsie i padają twierdze. Niepotrzebny jeszcze ogień Heleny. Miłość tych trojga bohaterów ma różne odcienie i różne temperatury. Najważniejsze, że jest!

Braki w filmie

"Ogniem i mieczem" ma też swoje niedociągnięcia. A może tylko oczekiwania są zbyt wielkie. Do poprzednich części trylogii angażowani byli najwięksi i najwybitniejsi aktorzy dramatyczni, wychowani i wykształceni na tuzach polskiego kina. Aktorzy grający w "Ogniem i mieczem" stają z nimi do konfrontacji. Wydaje się, że nie wytrzymują ciśnienia. Wołodyjowski Zamachowskiego to nie ten legendarny wielki mały rycerz. Zagłoba Kowalewskiego to nie ten wielki hulaka z bielmem w oku herbu wczele. Podbipięcie Zborowskiego też czegoś brakuje...
Czas jest niedobry dla tego filmu. Pokazanie warcholstwa, pijaństwa, głupoty, zapalczywości, zamiłowania do bijatyk rodzi bunt.
Przed oczami widza przesuwają się na przemian sceny bitki i wypitki. Ale jest też odwaga, męstwo, duma narodowa. Sztuka broni się sama. Padają zarzuty o wielkość sum przeznaczonych na ekranizację. To bzdura. Każdy Polak oczekiwał wielkiej filmowej epopei na miarę "Przeminęło z wiatrem".
Nowoczesna realizacja z wykorzystaniem współczesnych technik jest niezwykle kosztowna. Wystarczy przypomnieć, że amerykańska super produkcja z ubiegłego roku "Titanic" kosztowała prawie 300 mln dolarów. Polskie ponad 8 mln dolarów to niewielka suma na wielki film i wielkie tęsknoty współczesnych Polaków.
Ogromnym osiągnięciem Hoffmana jest kredyt z Kredyt Banku PBI i pozyskanie sponsorów.
Dzisiejsza sztuka i kultura polska przeżywają dni niechwały i niesławy. Brakuje pieniędzy i brakuje sponsorów. W momencie, kiedy Hoffman pokonuje te bariery, czyni mu się zarzut, że pieniądze można było przeznaczyć na szczytniejszy cel. Naród bez chleba ginie. Naród bez sztuki i kultury idzie w zapomnienie.

"Ogniem i mieczem", reż. Jerzy Hoffman, Polska 1999 r.

Izabella Scorupco i Michał Żebrowski jako Helena Kurcewiczówna i Jan Skrzetuski,
fot. Mateusz Manikowski


Andrzej Seweryn jako książę Jeremi Wiśniowiecki, fot. Andrzej Przestrzelski


Aleksander Domogarow jako Bohun

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04