Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 1998 Gazety Lekarskiej  Numer 1998-11  Nie ma proroków we własnym domu 

Krótka opowieść o Edmundzie Biernackim

Nie ma proroków we własnym domu

Propozycja wybicia medalu upamiętniającego Edmunda Biernackiego nie spotkała się z nadmiernym entuzjazmem. To pierwszy medal Naczelnej Izby Lekarskiej po jej restytucji. Podejrzewam, że popularność odkrywcy przyspieszonego opadania krwinek czerwonych w chorobach zapalnych nie idzie w parze ze znajomością odkrywcy.

Odczyn dziś wykonywany rutynowo, ale jak to często bywa, zgodnie z naszą niezbyt chwalebną narodową cechą, cudze chwalimy, swego nie znamy. Sporo wysiłku włożył prof. Wiesław Jędrzejczak, by przekonać nas do słuszności swojej inicjatywy i ją zrealizować.

Do bliższego zapoznania się z sylwetką tego polskiego uczonego z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku skłoniła mnie lektura dość kontrowersyjnych wspomnień Zdzisława Michalskiego "Przez okopy i alkowy... do medycyny". Przed wojną będąc redaktorem "Medycyny Warszawskiej" otrzymał, jak pisze, "(...) niezmiernie ciekawą odbitkę artykułu Edmunda Biernackiego , wydrukowaną w piśmie ogólnym (żadne pismo lekarskie nie chciało tego opublikować). Edmund Biernacki, wynalazca opadania krwinek, został dosłownie zaszczuty przez grupę wrogich mu lekarzy". I dalej: "Miałem szaloną pokusę, aby go przedrukować... i stchurzyłem. Jakże teraz tego żałuję! Ileż było w tym analogii do późniejszych prześladowań mnie przez Witolda Orłowskiego i jego pochlebczych adherentów".

Tu trzeba wspomnieć, że Zdzisław Michalski pisząc drugi tom swych wspomnień był ciężko schorowany po latach komunistycznego więzienia i świadom, że jego osiągnięcia lekarskie nie znalazły, jego zdaniem, zrozumienia w środowisku.

Poszedłem tym tropem, choć dane były więcej niż skromne i mylące. W tym okresie pism ukazujących się po polsku i mającym w tytule słowo "głos" było bardzo wiele. Zdzisław Michalski nie podaje nawet roku, w którym artykuł się ukazał. W Bibliotece Narodowej trafiłem na mikrofilm tygodnika naukowo-literackiego, społecznego i politycznego "Głos" nr 4, Rok XVII z 12/25 stycznia 1902 r., a w nim poszukiwany artykuł Edmunda Biernackiego "Pro domo mea".

Miałem już ułatwione zadanie w prześledzeniu naukowych sporów w środowisku lekarskim Warszawy na przełomie wieków. Problem w tym, że spory nie zawsze miały charakter naukowy. Edmund Biernacki przygotowywał do druku książkę "Istota i granice wiedzy lekarskiej". Ukazała się ona w "Bibliotece Dzieł Wyborowych" 30 marca 1899 r. z przedmową znanego filozofa medycyny Juliana Ochorowicza. Przemyślenia w niej zawarte przeszły już próbę ognia na trzech kolejnych posiedzeniach naukowych Warszawskiego Towarzystwa Naukowego (24, 31 stycznia oraz 7 lutego 1899 r.).

Dokładny zapis dyskusji, która odbyła się po ostatnim posiedzeniu znajduje się w "Pamięci Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego" z r. 1899. Można próbować zrozumieć wypowiedzi o charakterze naukowym. Wszystko co nowe, odkrywcze budzi opory i sprzeciwy. Ale w czym szukać przyczyn tak ostrego sporu, częstokroć przekraczającego granice dyskusji naukowych?

W drugiej połowie wieku osiemnastego swój okres triumfu przeżywały badania anatomopatologiczne. Przy ich pomocy usiłowano wyjaśnić wiele zjawisk dotyczących zdrowia i choroby. W przedmowie do pracy Edmunda Biernackiego Julian Ochorowicz pisał: "Całą tę poprzednią epokę można nazwać okresem anatomii patologicznej a zarazem okresem materializmu przybranego w formę niby ścisłego systemu , w której zapomniano nie tylko o duchowo-nerwowych siłach organizmu, ale w ogóle o całym chorym, stawiając jako alfę i omegę studiowanie zachodzących w komórkach zmian i wyszukiwanie śladów walki zdrowia z chorobą na pobojowisku trupich tkanek".

Ale szło nowe. Co tak bardzo zbulwersowało słuchaczy na trzech kolejnych posiedzeniach Warszawskiego Towarzystwa Naukowego? Edmund Biernacki usiłował poddać krytycznej analizie dwa pojęcia: "poznanie" i "rozpoznanie choroby". Odkrywczość i oryginalność pracy Biernackiego polegała na tym, że miał odwagę bronić poglądu, iż nie tylko istnieje zależność funkcji od zmian materialnych w komórkach, ale i niezaprzeczalnej siły wpływów psychicznych na funkcję, a nawet na materialne zmiany w komórkach.

Swoją odkrywczą pracą wywołał nie tylko zdziwienie, ale i oburzenie ówczesnych koryfeuszy wiedzy lekarskiej. Z niesmakiem czyta się wiele wypowiedzi. Posunięto się nawet do zakwestionowania prawa zabierania na ten temat głosu przez Edmunda Biernackiego. "Taki temat mają prawo podejmować najwybitniejsi przedstawiciele medycyny, i to zaledwie u schyłku swej kariery naukowej (dr Grosik)". Dotkliwie dotknęły go te wypowiedzi. Pisze o tym w artykule "Pro domo mea", choć nie to było przyczyną jego publikacji. Druga połowa kolegów przestała poznawać autora na ulicy, a wielu innych, zarówno pierwszy lepszy karierowicz, jak i nawet ten i ów uczciwy lekarz, czuł się uprawniony wyrażać swoje osobiste oburzenie - zarówno dobrze przy spotkaniu w cukierni, jak i w tramwaju czy szpitalu (...) Wszak po wyjściu książki z druku nie brakowało w pismach lekarskich, a nawet w niektórych ogólnych wzmianek i recenzji charakteru paszkwilowego, dyskredytującego usilnie nie tylko rzecz, ale i osobę autora. Potrafił także ten i ów ze kolegów odsądzić od czci i wiary wobec pacjentów".

Ten swoisty ostracyzm środowiska znosił z zaskakującym spokojem. Był pewny swoich racji. Bezpośrednią przyczyną, dla której po trzech latach powrócił do sprawy było nadesłanie przez redakcję numeru urzędowego pisma "Reichsmedizinalanzeuger", a w nim w dziale recenzji obszernego artykułu von Bolensterna, znanego recenzenta lekarskiego z Lipska. Artykuł dotyczył niemieckiego wydania "Wasen und Grencen des artzlichen Wissens". Recenzja bardzo pochlebna, acz wielce rzeczowa. Ramy artykułu nie zezwalają na jej pełne przytoczenie. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka sformułowań.

"(...) Praca powstała na podstawie odczytów wygłoszonych przez autora w Towarzystwie Lekarskim Warszawskim obficie zaopatrzona w materiały faktyczne i odpowiednio rozszerzone. Celem ich było zestawienie najważniejszych punktów mających znaczenie dla oceny działalności zawodowej współczesnych przedstawicieli medycyny".

"(...) Wielkie rozdrobnienie nauki prowadzi łatwo do tego, iż niejeden łatwo zapomina idee podstawowe".

"(...) Wykształconemu czytelnikowi wskazał autor drogi, którymi kroczyła medycyna ongi i którymi obecnie kroczy".

W zakończeniu artykułu von Bolenstern wyraża nadzieję, że szybko znajdzie się tłumacz dalszych części tej "filozofii medycyny". Mowa o pracach Edmunda Biernackiego: "Chałubiński i obecne zadania lekarskie", wydanej nakładem "Przeglądu Filozoficznego" oraz "Zasady poznania lekarskiego".

Szkoda, że prof. Michalskiemu zabrakło odwagi przed publikacją artykułu "Pro domo mea". Swoista zmowa milczenia okazała się wyjątkowo trwała.

Naczelna Rada Lekarska wybijając medal ku czci Edmunda Biernackiego chce uczcić w ten sposób jednego z najwybitniejszych lekarzy polskich przełomu wieków.

Urodził się w r. 1866 w Opocznie na ziemi radomskiej. Wydział lekarski ukończył na Uniwersytecie Warszawskim (w r. 1889), gdzie za jedną z rozpraw naukowych otrzymał złoty medal. Po otrzymaniu stypendium Kasy Mianowskiego studia kontynuował w Heidelbergu i Paryżu. W 1897 r. Kasa Mianowskiego przyznała mu wielką nagrodę imienia Natansona za najlepszą pracę z działu nauk ścisłych w ubiegłym czteroleciu. Jego prace publikowane były w kilku językach. Wyjątkowo ceniony, zwłaszcza w literaturze medycznej niemieckiej, za swą uczciwość badacza, nazywany był "der recht kritische Biernacki". Przez wielu był uważany za tego, który kładł podwaliny pod polską hematologię. Mam nadzieję, że "Gazeta Lekarska" znajdzie miejsce, by szerzej przedstawić jego działalność naukową medyczną i filozoficzną. Uczynić to warto za jego działalność naukową nacechowaną zawsze krytycyzmem i odwagą, jak również, by przestrzec przed bezmyślnym krytykanctwem, które spotyka się w naszym środowisku.

Jerzy Moskwa

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04