|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1998 Gazety Lekarskiej Numer 1998-11 Zielone recepty
List do redakcji Zielone recepty Przeczytałem tekst (elektroniczny) Pani Grażyny Ciechomskiej - "Zielone recepty w systemie ubezpieczeniowym". W zasadzie nie odbiega tonem od rewelacji MZiOS - powtarzanych wielokrotnie przez media parę tygodni temu o paście do zębów przepisywanej przez lekarzy na te recepty. Brakuje jeszcze powtórzenia, że to lekarze nadużywając zielonych recept spowodowali ich likwidację - ze szkodą dla najuboższych. Ale w zasadzie i tak to można wyczytać z artykułu. Pisze Pani Ciechomska, że recepty "gwarantowały pacjentom równy dostęp do leków refundowanych przez budżet państwa". No właśnie, równy - tym cierpiącym na choroby przewlekłe, a nie najuboższym! Czy ktoś mógłby powiedzieć mi, gdzie zapisano, że "Lekarz został upoważniony nie tylko do stwierdzenia choroby i podjęcia odpowiedniego leczenia, ale także do przyjrzenia się sytuacji materialnej swojego pacjenta i ewentualnie przyznania mu pomocy?". Gdzie zapisano, że zielona recepta może zostać przepisana osobie o dochodach do poziomu x na 1 członka rodziny? Czy lekarz miał sprawdzać "odcinki" z renty swoich pacjentów? Czy prosić bank pacjenta o wyciąg z konta? To jakiś obłęd, co wolałbym, gdyż jest to jawna manipulacja! Pani Ciechomska pisze: "Minister Janina Mańko z przykrością przyznała, że zielone recepty niejednokrotnie były stosowane nieprawidłowo. M.in. otrzymywały je osoby do tego nieupoważnione, wpisywano na nie nagminnie witaminy, odżywki, pastę do zębów itp.". Czy MZiOS mogłoby powiedzieć jaki odsetek stanowiły takie recepty? Kto to robił? Gdzie? No i jeszcze ten akapit o "karygodności i naganności" - to już przecież pomówienie o sprzeniewierzanie społecznych pieniędzy w celu wyciągnięcia materialnych korzyści - gdzież więc zawiadomienie o przestępstwie? W zasadzie to i wojewodowie maczali w tym palce, bo "Dziwi niezmiernie fakt, że nie zadziałały próby zdyscyplinowania lekarzy nadużywających swoich uprawnień czy ukarania ich w skrajnych przypadkach, a przede wszystkim brak jakichkolwiek mechanizmów kontroli. Wojewodowie odpowiedzialni za refundację leków nie wyciągają w stosunku do winnych nadużyć żadnych konsekwencji". Jednym słowem, sitwa lekarsko-administracyjna na szczeblu lokalnym. A następny akapit: "Zapewne chętnie z takiej
recepty korzystaliby całkiem zamożni ludzie, a że częściej korzystają z gabinetów
prywatnych, zachodzi podejrzenie, że to właśnie oni w miejsce najuboższych otrzymują
W końcu dowiadujemy się, że "Zataczające coraz szersze kręgi nadużycia..." zmusiły MZiOS do wycofania się z zielonych recept. Nie wiem, czy nie jestem członkiem jakiejś przestępczej wręcz organizacji? Czy nikt nie pokusił się o szczegółową analizę problemu? Czy MZiOS nie zadało sobie trudu odpowiedzenia np. na pytanie, jak zwiększone wydatki na zielone recepty mają się do ograniczenia budżetów szpitali? Pisze Pani Ciechomska, że ukarano pacjentów. Uważam, że pacjenci są karani (i oszukiwani) od dawna - vide konstytucyjny zapis o bezpłatnej opiece medycznej. Jako lekarz chciałbym natomiast jasnych zasad przepisywania recept, bez konieczności zaglądania do portfela moich pacjentów. Bym nie miał poczucia winy, że jestem sprawcą ludzkiego nieszczęścia. dr Marek Beniowski
Odpowiedź autorki Pacjenci w Polsce powinni mieć znakomite zdrowie i znakomite pieniądze, żeby się leczyć. Mimo konstytucyjnego zapisu gwarantującego bezpłatną ochronę zdrowia znaczne koszty leczenia ponoszą chorzy. Służba zdrowia jest jedną z niechcianych "córek" demokratycznej Polski. Do dnia dzisiejszego tkwi ona w starych, skostniałych strukturach. Jest niewydolna i pozbawiona dopływu kapitału. Ani Rząd, ani Parlament, ani środowisko medyczne nie potrafili przez 9 lat wprowadzić korzystnych zmian systemowych usprawniających jej funkcjonowanie. Inne dziedziny w Polsce potrafiły wykorzystać zmiany ustrojowe i przekształcić się w nowocześnie działające organizmy. Budzą podziw państw zachodnich i zazdrość sąsiadów podobnie jak my wychodzących z centralnego planowania i zarządzania. Lekarzom i urzędnikom odpowiedzialnym za ochronę zdrowia zabrakło determinacji, odwagi i funduszy. "Zielone recepty" zostały wprowadzone ustawą w 1991 r. na początku przemian w Polsce. Może nie były rozwiązaniem doskonałym, ale w zamierzeniu ustawodawców miały wspomóc ludzi w trudnych warunkach. Wśród przewlekle chorych i z chorobami wrodzonymi także znajdują się osoby biedne, które muszą systematycznie obciążać domowe budżety. Ustawa nie narzuciła na lekarzy obowiązku dysponowania bezpłatnymi receptami. Ona dała lekarzom przywilej. To Pan w swoim liście stawia siebie w pozycji śledczego. Nietrudno lekarzowi podczas wizyty przeprowadzić wywiad i ocenić sytuację domową i materialną pacjenta. Oczywiście przypisanie "zielonej recepty" wymaga od lekarza nieco dodatkowego wysiłku intelektualnego, moralnego, odrobiny serca. Jeśli "zielone recepty" są obłędem dlaczego środowisko lekarskie od razu ich nie zbojkotowało. Dlaczego przez tyle lat je stosowało ? Bardzo znaczny wzrost kosztów refundacji "zielonych recept" zmusił instytucje państwowe do przeprowadzenia analiz. Wykonało je Ministerstwo Finansów. Także Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej dysponuje danymi w tym zakresie. Oba resorty podały do publicznej wiadomości na konferencjach prasowych informacje o wielu nieprawidłowościach w posługiwaniu się "zielonymi receptami" przez lekarzy. W opinii urzędów taki system pomocy ubogim i chorym nie zdaje w dzisiejszej rzeczywistości egzaminu. Jednostkowe przypadki wypisywania "zielonych recept" osobom niekoniecznie znajdującym się w najtrudniejszej sytuacji materialnej może nie zaważyłyby aż w tak znacznym stopniu na wzroście kosztów refundacji. I zapewne nie powstałaby powszechna w odczuciu pacjentów i urzędników państwowych opinia o korzystaniu z nich ludzi nieupoważnionych czy nieuprawnionych. Sytuacja stała się poważna, gdy do ministerstw zaczęły dochodzić sygnały o zataczających szersze kręgi nadużyciach nie będących przestępstwem, ale wątpliwych moralnie. W dzisiejszej Polsce duże zyski osiągają firmy farmaceutyczne. Czynią one ogromne wysiłki w celach promocyjnych. Uciekają się do sposobów legalnych, zgodnych z prawem, ale nie zawsze etycznych. Może nieraz na pograniczu prawa. Powstają m.in. różne fundacje sponsorowane przez wielkie międzynarodowe koncerny farmaceutyczne. Nierzadko są one wspomagane autorytetami naukowymi. Organizują konferencje prasowe na których prezentuje się np. nowe leki w określonych chorobach. Są organizowane podobne spotkania bezpośrednio dla lekarzy. Opłaca się im dojazdy z różnych miast Polski i pokrywa inne koszty związane z uczestnictwem w tych spotkaniach. Samo środowisko lekarskie zna przykłady nadużyć związanych z "zielonymi receptami", ale jest to sprawa wstydliwa i o niej głośno nie mówi się. Wystarczy jeden lekarz w każdym większym mieście Polski nadużywający wypisywania "zielonych recept", a już zrodzi się niemiła opinia o całym środowisku. Przypadki nadużyć zdarzają się. I nie należy obrażać się np. na dziennikarzy czy pacjentów i stanowczo twierdzić, że to nieprawda, że to pomówienie. Jest problem. Trzeba o nim dyskutować. A że banalny? Banalne są ludzkie czyny. Banalne rozwiązania. Mądrzejsi powinni wskazywać dobre rozwiązania. Grażyna Ciechomska |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04