|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1998 Gazety Lekarskiej Numer 1998-07/08 Wypowiedzi uczestników pikiety
Wypowiedzi uczestników pikiety Ryszard Łopuch (zdjęcie) lekarz, przewodniczący KOROZ-u - Reforma? I samorząd, i nowe związki, które powstały - mówią TAK. Ale jaka reforma? Czy taka, jaka była obiecana w kampanii wyborczej, czy taka, jaka jest tworzona. Czy reforma ma objąć nas wszystkich? KOROZ to jest zebranie 12 związków zawodowych i samorządu lekarskiego. Nieobecnych, którzy mówią inaczej, a podpisali pewne dokumenty, rozliczą członkowie, bo w przychodniach, szpitalach razem organizują się wszyscy. Właśnie o to chodzi w KOROZ-ie, żeby się wszyscy razem organizowali: pielęgniarki, technicy, lekarze. Bo cel jest wspólny. Jest nas dzisiaj duża reprezentacja właśnie tych zawodów. Proszę państwa, to nieprawda, że KOROZ nie wystąpił w tej sprawie ani do premiera, ani do ministrów. Jednak Rząd przyjął swoją koncepcję reformy, kóra nie odpowiada nam w paru punktach, o których będą mówili koledzy. My chcemy ubezpieczeń zdrowotnych. I chcemy je poprzeć tą pikietą, tym protestem - żeby one były. Ale jest ważny rok 1998. Istnieje olbrzymie zadłużenie placówek służby zdrowia. W niekórych województwach dostaliśmy nie podwyżki, a obniżki (bo dano jedną ręką podwyżki, a drugą zabrano premie). My chcemy godnie pracować i godnie żyć, proszę państwa. Taka jest idea tego protestu. Nie może być tak, że część personelu średniego zarabia 500 zł. Gdy mówię to niektórym parlamentarzystom, oni nie wierzą. Proszę zobaczyć listy płac. Przypomnę, że rok czy półtora temu też tutaj staliśmy, gdy był nasz pierwszy protest dotyczący niewypisywania druków L-4, to w Sejmie, w Rządzie straszono nas prokuraturą i odszkodowaniami. Dziś nikt nie powiedział "przepraszam", gdy sąd uznał, że mieliśmy rację, bo my broniliśmy pacjentów. Dzisiaj występujemy również w obronie pacjentów. To nie politycy powinni decydować. To do nas - lekarzy, pielęgniarek przychodzą pacjenci z pretensjami, że to jest złe. Wy przestaniecie być politykami, przestaniecie rządzić. Ale to, co stworzycie, będzie obowiazywało długo. I oto prosimy, żebyście się państwo zastanowili. W Czechach się nie udało, na Węgrzech się nie udało - przy dużo większych nakładach. Proszę państwa, dziś słyszę, że te wyliczenia (10 - 11 proc. na składkę) były brane z sufitu, że to kampania wyborcza. Jak mam dzisiaj wierzyć, że 7,5 proc. jest dobre. Słyszymy, że trzeba dać górnikom, hutnikom, rolnikom. Tak, ale nam też trzeba wreszcie dać godziwą płacę, bo odpowiadamy za zdrowie i życie ludzi. I nagle wyskakuje jak "diabeł z pudełka" następny projekt reformy służby zdrowia. To przygotowuje drugi koalicjant i daje nam do zaopiniowania. Nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Chcemy państwu przypomnieć, że ta reforma powinna nam dać i pracę, i pieniądze. Zwróciliśmy uwagę panu premierowi, że może być bezrobocie. Nikt wcześniej o tym nie mówił. Dziś już się mówi głośno, że będzie bezrobocie. Tak! My chcemy osłony. Ale nie jakiejś jałmużny - takiej osłony, jaką mają dostać górnicy. To nam się należy, bo ciężko pracujemy. Przy zarobkach 800 czy 1000 zł nie ma mowy o przeniesieniu się z jednej części Polski do drugiej. Bo nie stać nas na wynajęcie mieszkania. Bo nie stać nas na nic. Boimy się, że za pół roku te reformy sie zawalą. Jedyna szansa jest w "oszczedności", w zwolnieniu nas z pracy. Dziś mówi się o nas, o szarej strefie, że to jakieś 40 proc. Ja nie twierdzę, że tego nie ma, ale od takich spraw jest sąd czy prokuratura. I ostatnia sprawa: apeluję do pana premiera Balcerowicza, do ministra zdrowia, do komisji sejmowej - proszę znieść własne rozporządzenia, mówiące, że pacjenci są podzieleni - na prywatnych, rejonowych, spółdzielczych i innych. Oni muszą płacić - zgodnie z zarządzeniem - za to, że chodzą z jednej placówki do drugiej. Właśnie to pacjenci uważają za szarą strefę. Muszą płacić "cegiełki", bo tych pieniędzy nie ma. Minister finansów wie, że jeżeli nie będzie tej dotacji właśnie w formie cegiełek, to te szpitale upadną. A nas się tym obciąża. Mówimy, że pacjenci mają to w konstytucji zapisane, że nic nie płacimy. To trzeba znieść. Za parę minut nasza delegacja pójdzie do marszałka Sejmu, z przewodniczącym Grzonkowskim i z minister Kamińską. Naszą reprezentację przyjmie również senacka komisja zdrowia.
Krzysztof Bukiel (zdjęcie) przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy - Pracownicy ochrony zdrowia są w Polsce ekonomicznie dyskryminowani. Nasze niskie wynagrodzenia nie są wynikiem jakichś obiektywnych czynników, ale zależą wprost od decyzji podejmowanych tutaj, w tym gmachu Parlamentu. To tutaj, w Parlamencie, panowi posłowie i panie posłanki decydują, że pieniędzy na leczenie i na nasze pensje zabraknie. Bo ważniejsze były i są: banki, autostrady, państwowe agencje. Ważniejsze są kopalnie, stocznie, fabryka traktorów, partie polityczne, które trzeba dofinansować. Ważniejsza jest Telekomunikacja Polska, która musi być zwolniona z opodatkowania. Ważniejsze są gwarancje eksportowe, ważniejsze są w końcu powiaty, przywileje, dopłaty do bezpłatnych biletów kolejowych i wiele innych celów, dotowanych z budżetu państwa, o których wie chyba tylko minister finansów. Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla faktu, aby pensja lekarza była niższa niż pensja kierowcy autobusu, płaca pielęgniarki niższa od płacy sprzedawczyni na targu, a płaca technika niższa niż kopacza rowów. Nawet w biednym kraju możliwe jest utrzymywanie właściwych proporcji. Możliwe jest - ale wtedy, gdy ktoś sztucznie płac nie zaniża. A w Polsce płace pracowników ochrony zdrowia są sztucznie zaniżane przez posłów, polityków, członków Rządu. Mamy moralne prawo domagać się dla siebie sprawiedliwych wynagrodzeń, bez względu na to, jak wygląda organizacja ochrony zdrowia i kto jest faktycznym płatnikiem świadczeń medycznych. My jednak nigdy nie ograniczaliśmy się tylko do wysuwania żądań. Sformułowaliśmy kilka lat temu program pozytywny, którego realizacja mogłaby poprawić sytuację pacjentów i służby zdrowia. Więcej - znaleźliśmy sojuszników dla naszego programu. Powstała tzw. społeczna komisja zdrowia przy NSZ "Solidarność". W tej komisji powstał projekt powołania kas chorych, niezależnych od polityków, samorządnych i samofinansujących się, zapewniających podmiotowość pacjentom i tym, którzy pacjentom pomagają. Projekt SKZ stał się podstawą programu wyborczego AWS. A co się stało dzisiaj, gdy AWS tworzy koalicję rządzącą? Z projektu kas chorych, z projektu posłów AWS pozostała jedynie nazwa "kasy chorych". Jednak nie wszystko jest jeszcze stracone. Właśnie teraz w Parlamencie trwają prace nad nowelizacją ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Wszystkie zmiany są jeszcze możliwe. Dlatego przypominamy raz jeszcze najważniejsze z postulatów środowiska medycznego ustalone przez KOROZ - organizatora dzisiejszego protestu. Dla wielu posłów i senatorów będzie to przypomnienie ich własnego programu wyborczego. A więc po pierwsze: podstawą finansowania ochrony zdrowia powinny być ubezpieczenia zdrowotne. Po drugie - wysokość składki ubezpieczeniowej musi wynosić co najmniej 11 proc. i o tę wartość należy obniżyć stopę podatku dochodowego od osób fizycznych. Po trzecie - rada kasy chorych powinna być wybierana przez samych ubezpieczonych, aby nie podlegała żadnym wpływom politycznym. Po czwarte - kasy powinny mieć prawo zmiany wysokości składki, aby nie dopuścić do deficytu świadczeń finansowanych przez ubezpieczenia. Po piąte - do czasu zaistnienia monopolu kas chorych, jako płatnika za świadczenia zdrowotne - wynagrodzenia personelu medycznego powinny być ustalane drogą dwustronnych negocjacji między kasą chorych, a organizacjami świadczeniodawców, tzn. organizacjami poszczególnych zawodów medycznych. Po szóste - należy stworzyć możliwość istnienia konkurencyjnych dla kas chorych instytucji ubezpieczeniowych, realizujących obowiązek powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Te postulaty nasza delegacja przyniesie jeszcze raz posłom i senatorom. Krzysztofa Bukiela poprosiliśmy o odpowiedź na kilka pytań
- Jaki będzie, pana zdaniem, dalszy rozwój wypadków? - Mam wrażenie, że jednak politycy opamiętają się i dojdą do wniosku, iż reformy ochrony zdrowia nie da się przeprowadzić bez akceptacji większości środowiska medycznego. I raz jeszcze zastanowią się nad wszystkimi zmianami, zaproszą nas do otwartej debaty, być może z udziałem wszystkich sił politycznych. Bo też nie może być tak, żeby problem reformy ochrony zdrowia był elementem przetargu politycznego - że jedna partia na złość drugiej coś zrobi, żeby nie wprowadzić. Zaproponujemy debatę z udziałem wszystkich sił politycznych, może prezydenta, i oczywiście przedstawicieli KOROZ-u. I będziemy się zastanawiać. - A czy nie odnosi pan wrażenia, że jednak polityka za bardzo ciąży nad tym wszystkim? - Trzeba rozmawiać. Z nami tak naprawdę nikt poważnie nie rozmawiał. Poprzednia koalicja postawiła sobie pewną tezę i uważała, że wszelkie słowa krytyki, to są działania polityczne. Teraz okazuje sie, że jesteśmy znowu wrogami politycznymi AWS-u, którego rzekomo byliśmy sojusznikami i przeciwnikami SLD. Politycy dostali chyba dobrą lekcję i powinni się przekonać, że nam chodzi o sprawę, a nie o to, żeby tych, czy innych poprzeć.
Zbigniew Szymański (zdjęcie) lekarz, wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia - Dopiero kilka lat temu, jako doktor habilitowany, przekroczyłem średnią krajową. Rozumiem wszystkie problemy, z którymi państwo przyszliście. Otrzymaliśmy 7,5 proc. z komisji zdrowia, żeby dzielić tę biedę i żeby coś z tego zrobić. Dlatego wasze stanowisko jest pomocne w tym, aby decyzje finansowe były poprawne. Jestem oburzony, że została opublikowana "czarna księga" służby zdrowia. Czy było marnotrawstwo w służbie zdrowia? Było! Tak jak i w innych gałęziach gospodarki tzw. socjalistycznej. Wszędzie było. Ale w służbie zdrowia było mniejsze także i z tego względu, że posiadanie jakiegoś aparatu (nawet rzadko używanego) mogło uratować komuś życie. A więc nie można tutaj przytaczać tylko samych wskaźników ekonomicznych. 7,5 proc. to jest na pewno za mało. To jest mniej więcej tyle, ile było dotychczas. Z tym, że jeżeli się to odniesie do podatku od osób fizycznych, to zapobiegniemy dalszemu spadkowi - bo niestety w ostatnich latach był także spadek zarobków w służbie zdrowia - z ok. 90 proc. średniej krajowej - do poniżej 80 proc. Nie mówię teraz inaczej, a inaczej w Sejmie. W Sejmie także mowiłem, że powinny być samorządne rady kas chorych, wybierane przez ubezpieczonych. Jeżeli byłoby przyjęte jakieś inne rozwiązanie - powiedzmy jesienią tego roku - to byłoby to rozwiązanie ułomne. Żeby zmienić dysproporcje w zarobkach służby zdrowia, to oczywiście musi być zwiększony procent składki na ubezpieczenie zdrowotne. Ale ta zmiana zależy od decyzji finansowych rządu. Ta decyzja zależy także od głosów społeczeństwa w tej sprawie, które nakłady uzna za ważniejsze. Zgadzam się, że w tym projekcie ustawy jest szereg kontrowersyjnych rozwiązań, których by nie było, gdyby istniała szersza konsultacja z samorządami zawodów medycznych. Dotyczy to m. in. realizacji recept wypisywanych przez lekarzy, którzy nie są w Kasach Chorych - bo przecież chory jest ubezpieczony (to z chorym jest związana zniżka na leki, a nie z lekarzem) oraz kilku innych spraw. Pacjent powinien mieć wolny wybór lekarza, niezależnie od tego, czy jest to lekarz pracujący w szpitalu, chociażby po to, żeby mógł się on opiekować nim także poza szpitalem, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Andrzej Olszewski (zdjęcie) lekarz, członek sejmowej komisji zdrowia - Zabrałem głos w imieniu klubu SLD, którego jestem członkiem i powiedziałem, że nowelizacja ustawy zapisana w druku pod każdym względem nadaje się do odrzucenia w pierwszym czytaniu, a minister Knysok do odwołania - jako niekompetentna. Tak oceniło to środowisko. Do ustawy tej zgłosiliśmy ponad 100 poprawek. Ustawa została napisana tak, że powstaje nowy bank niezależny od służby zdrowia i niezależny od pacjenta. Prawa mają tylko pracownicy banku. Nie ma ani jednego słowa na temat podatników, czyli pacjentów. Ani jednego słowa o żadnych renegocjacjach umów ze świadczeniodawcami - czyli z nami: lekarzami, pielęgniarkami i wszystkimi pracownikami nauki. Bez mała w każdym punkcie tej ustawy my - jako posłowie SLD, zgłaszamy tzw. wnioski mniejszościowe. Mamy ich już ponad 100. Jeżeli ustawa nie zdobędzie poparcia społeczności medycznej, nie będzie wprowadzona, bo jej po prostu państwo nie przyjmiecie.
Ewa Tomaszewska (zdjęcie) wiceprzewodnicząca sejmowej komisji polityki społecznej - Projekt ten nie jest w 100 proc. zgodny z tym projektem, który prezentowaliśmy zarówno przed, jak i w trakcie kampanii wyborczej. Jest to oczywiste - po prostu nie stanowimy większości w Parlamencie, a więc nie możemy realizować własnego projektu. I państwo dobrze to wiedzą. Druga sprawa: 7,5 proc. to jest oczywiście bardzo mało. Mam nadzieję - (komisja jest w ostatnim okresie prac) - że dojdzie do podwyższenia tych punktów procentowych, bo moim zdaniem, to nie wystarcza. I na pewno będę głosować za podwyższeniem tych procentów. Cóż oznacza dziś określenie konkretnej liczby procentów? Oznacza to, że nie można już zmniejszać udziału środków na ochronę zdrowia i że będą one przyrastać w tym tempie, co dochody ludności. A więc jest to zmiana na korzyść. Ale nie wystarczająca. Decyzja w podkomisji zapadnie jutro, a w komisji - w przyszłym tygodniu. W połowie grudnia ub.r. złożyłam w Sejmie projekt ustawy, która oddzielałaby płace cywilnej sfery budżetowej od mundurowych. W trakcie prac w podkomisji wprowadziliśmy tam ścieżkę dojścia do przyzwoitych wymiarów tych płac - aby co roku wzrastały o procent wzrostu PKB. Dziwnie ustawa ta jest blokowana w komisjach sejmowych. Również ta grupa, której zależy na sprawach społecznych nie zawsze ma szanse wygrać w Sejmie z lobby finansowym. Mam nadzieję, że ta ustawa wreszcie wejdzie i ureguluje sprawę płac w całej sferze budżetowej, a w szczególności w ochronie zdrowia. Przypuszczam, że przed wakacjami zdążymy uchwalić ustawę o ubezpieczeniach zdrowotnych. opr. j.o.
Mariusz Piechota (zdjęcie) przewodniczący ZG Związku Zawodowego Anestezjologów - W przeszłości, kiedy protestowaliśmy i to dosyć ostro, część środowiska nas popierała, ale nie wszyscy. W tej chwili środowiska medyczne jednoczą się. Ponieważ KOROZ wyraża podobne opinie do tych, jakie my głosiliśmy już przed 6 miesiącami, my się dołączamy i popieramy. Natomiast my jako Związek, który został przećwiczony wielokrotnie zwracamy się do wszystkich z pewnymi uwagami. Nie zawsze jesteśmy wysłuchiwani, ale chcielibyśmy dzisiaj to publicznie powiedzieć. Dla nas wszystkich tak naprawdę nie jest najważniejsze czy będziemy mieli w danej chwili taki czy inny system. Dla nas najważniejsze jest to, żebyśmy mieli odpowiednie nakłady na służbę zdrowia. Chciałbym wrócić do programu wyborczego AWS. Było w nim powiedziane o 6 proc. PKB z budżetu na służbę zdrowia. Gdyby ten punkt programu został zrealizowany, to wiele z naszych postulatów, głównie płacowych w tej chwili już by nie istniało. My możemy dyskutować, czy na kasę chorych będzie 7,5 proc., 11 proc. czy będzie to 15 proc. Jednak najważniejsze jest żebyśmy w przyszłym roku przy zakładanym poziomie inflacji dysponowali na ochronę zdrowia sumą grubo powyżej 30 mld zł. W projekcie złożonym Sejmowi nakłady na ochronę zdrowia są szacowane na ok. 22 mld zł. W ramach kas chorych proponuje się nam 23 mld zł. W tym 20 proc. ma pochodzić z budżetu państwa. Nie mamy żadnych szans na to, żebyśmy przy takiej ustawie bardziej przyzwoicie zarabiali. Zarobki osób, które idą do szpitali pochłaniają dwie trzecie wydatków. Jedna trzecia pozostaje na pozostałe sprawy. Gdybyśmy nawet wszystkie pieniądze przeznaczyli na zarobki to o ile one wzrosną? Nawet niech wzrosną o 30-40 proc. A czego my tak naprawdę się domagamy? Związek Zawodowy Lekarzy od lat wysuwa koncepcję popieraną przez nas w całej rozciągłości, żeby lekarz z drugim stopniem specjalizacji zarabiał przynajmniej 3,5 średniej krajowej. Rozmawialiśmy z pielęgniarkami. One też domagają się podobnych stawek, oczywiście odpowiednio niższych w zależności od wykształcenia. Jeżeli natomiast jest podobne wykształcenie i podobny zakres obowiązków lekarza i pielęgniarki to zarobki powinny być zbliżone. I tego powinniśmy się domagać. Jako Związek Zawodowy Anestezjologów chcemy też powiedzieć, że nawet jeśli w Parlamencie przegłosuje się 11 proc. to i tak nakłady nie osiągną sumy 30 mld zł. I mając nawet piękny system ubezpieczeń nie będziemy zarabiali godziwie. A do kogo zwrócimy się za pół roku, za rok. Do naszych kolegów, do obywateli, ponieważ stawka będzie z ich składek. A zatem jeśli zaczniemy protestować za pół roku, za rok będziemy protestowali przeciwko społeczeństwu. Teraz naszą stroną są panowie posłowie, ponieważ tak naprawdę oni zadecydują o losie reformy. Nam wydaje się, że właśnie tu pod Sejmem powinniśmy zwrócić uwagę na to, że ustawa powinna gwarantować odpowiednie nakłady. Zwracamy się dzisiaj do państwa, panie i panowie parlamentarzyści. To wy jesteście zobowiązani rozwiązać problem zwiększenia wydatków na ochronę zdrowia. Państwo decydują o losach naszego kraju. I wydaje nam się, że my jako służba zdrowia powinniśmy się domagać, aby nakłady w przyszłym roku w tym systemie, w którym będziemy, wynosiły przynajmniej 33-35 mld nowych zł.
Krzysztof Makuch (zdjęcie) wiceprzewodniczący Naczelnej Rady Lekarskiej - Obowiązkiem moralnym lekarza jest nie tylko udzielanie pomocy pacjentom. Również poprzez instytucje takie jak samorząd lekarski wyrażanie woli ogółu lekarzy i uprzedzanie społeczeństwa o pewnych zagrożeniach, które niesie reforma opieki zdrowotnej. Tym razem samorząd wyszedł pod Sejm. Zdarza się to już po raz trzeci. Oznacza to, że płaszczyzna porozumienia z władzami jest bardzo słaba i lekarze muszą uciekać się do innych form. Dalekich od leczenia, dalekich od innych rozwiązań, aby przekazać społeczeństwu, aby przekazać naszym parlamentarzystom pewien niebezpieczny sygnał. Sytuację w jaką możemy wejść od 1 stycznia 1999 r. Po raz pierwszy spotkała się tutaj tak szeroka grupa ludzi już nie tylko lekarzy, ale także pielęgniarek oraz techników laboratoryjnych. Mogę powiedzieć, że mamy do czynienia z reprezentatywną grupą środowiska ochrony zdrowia. Możemy pokazać jedność. Tym razem nie udało się nas skonfliktować jak to wiele razy czyniono. Np. w walce o nasze uposażenia próbowano przesuwać środki finansowe od pielęgniarek do lekarzy. Zwiększając opłaty za dyżury lekarskie zabierano innemu personelowi. Takie sytuacje powodowały, że środowisko medyczne nie było skoncentrowane. Nie było jednym tworem mówiącym jednym głosem. Dzisiaj ten impas udało się przełamać. Dzisiaj tu mówimy z jednakową troską o oczekiwaniach związanych z nowelizacją ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych, którą przygotował Rząd. Zauważamy, że wielu parlamentarzystów reprezentujących również ugrupowania rządzącej koalicji jest rozczarowanych formą rozwiązań, które zaproponował Rząd. Mamy ogromną nadzieję, że posłowie w Parlamencie usuną zagrożenia i będziemy mieli taki system, który stworzy gwarancję bezpieczeństwa dla naszych pacjentów. W dniu dzisiejszym te gwarancje są bardzo mocno zagrożone. Niestety nie przyszła "Solidarność", która była uczestnikiem Komitetu Obrony Reformy Ochrony Zdrowia. Trudno jest mi powiedzieć dlaczego. Przecież jest to związek zawodowy z ogromnymi tradycjami, który zawsze uważał, że prawa pracowników ochrony zdrowia powinny być gwarantowane we wszystkich dokumentach przygotowywanych przez Parlament. Jestem tym bardzo zdziwiony, ponieważ można przyjąć, że związek zawodowy "Solidarność" w tym momencie staje się częścią partii politycznej czy może ramieniem zbrojnym tego ugrupowania, które jest w koalicji, a wyzbywa się swoich zadań wynikających z ustawy o związkach zawodowych, a związanych z reprezentowaniem interesów swoich pracowników. Dlatego nie kryję zaskoczenia. Sądzę, że to już jest wewnętrzna sprawa związku zawodowego "Solidarność" czy ta forma działania dzisiejszych władz "Solidarności" ochrony zdrowia jest właściwa i w sposób właściwy reprezentuje interesy pracowników ochrony zdrowia, których nastroje można wyraźnie odczuć na dzisiejszym spotkaniu. Powracając do dzisiejszej pikiety. Rozmowa naszych przedstawicieli, przedstawicieli KOROZ-u z marszałkiem Sejmu Maciejem Płażyńskim zaowocowała zobowiązaniem marszałka Sejmu do przekazania wszystkich naszych uwag i postulatów parlamentarzystom. Nie będzie zatem tylko indywidualną wolą parlamentarzystów spojrzeć na te dokumenty. Oficjalnie będą one stanowiły dokument sejmowy. Nie dojdzie zatem do sytuacji, że za pół roku, za dwa lata ktoś powie, że on o takich problemach nie słyszał. Parlamentarzysta, który rozstrzyga o tysiącach ważnych spraw dla naszego kraju, który nie jest lekarzem, nie będzie mógł usprawiedliwiać się brakiem odpowiedniej wiedzy w czasie głosowania. Będzie dostatecznie poinformowany, żeby podjąć odpowiednie decyzje. Chcemy wyraźnie powiedzieć posłom, że podnosząc rękę, w odpowiednim momencie podczas głosowania, biorą odpowiedzialność za zdrowie narodu. I tłumaczenie, że uzyskało się podpowiedź od innych osób ze swojego ugrupowania, które są lekarzami, nie ma racji bytu. Myślę, że każdy w tak ważnej kwestii jaką jest reforma ubezpieczeń zdrowotnych czy społecznych musi zasięgać jak najszerszej opinii osób zainteresowanych tym problemem. Ja bardzo wierzę w demokrację. I wierzę w zdrowy rozsądek. Gdyby tego rozsądku nie było, tkwilibyśmy w systemie, który pamiętamy sprzed 10 lat. Z jednej strony jest powód do satysfakcji, że żyjemy w wolnym kraju. A z drugiej są oczekiwania, że reformy i przemiany będą zachodziły jeszcze gwałtowniej, jeszcze szybciej, jeszcze lepiej. Jestem optymistą. Uważam, że społeczeństwo, które ma prawo wyboru, ocenia osoby, które wybrało. Ocenia ich deklaracje polityczne i będzie podejmowało ponownie decyzje o tym jak głosować w wyborach parlamentarnych, a już niedługo w bardzo ważnych dla nas wszystkich wyborach samorządowych. opr. g.c. W czasie pikiety: zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3 fot.: Marek Kołaszewski i Marek Stankiewicz |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04