|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1998 Gazety Lekarskiej Numer 1998-07/08 Rozmowa z wiceprezesem NRL dr Bednorzem
Można złamać kark z Włodzimierzem Bednorzem, wiceprezesem NRL, przewodniczącym Dolnośląskiej Rady Lekarskiej rozmawia Jolanta Orłowska - W tłumie tu zgromadzonym dały się słyszeć głosy - dość polityki, chcemy pieniędzy. Co odpowiedziałby pan tym osobom? - Część ludzi uważa, że polityka, to coś złego, brudnego. Ja się z tym nie zgadzam. Polityka jest sztuką dochodzenia do założonych celów. Nie da się uciec od polityki w sferze ochrony zdrowia, bo to, ile pieniedzy przeznaczyć na zdrowie i jak je wykorzystać jest kwestią decyzji Parlamentu, Rządu, partii politycznych. Uważam, że są to sprawy zasadnicze, które muszą być rozstrzygnięte przez polityków. Zadaniem lekarzy jest podpowiadanie i opiniowanie wypracowanych rozwiązań, ich promowanie, a także zwracanie uwagi na różnego rodzaju zagrożenia. Część kolegów lekarzy ma awersję do polityki, wynikającą być może ze spuścizny systemu komunistycznego. Część z nich uważa także, że jacyś "oni" w Rządzie, w Warszawie, wiedzą przecież jak to ma być. W związku z tym nie ma sensu angażować się, bo oni wiedzą lepiej. Ci "oni", to są nasi koledzy w Rządzie, to są wybrani przez nas politycy. Musimy mieć wpływ na to, co się dzieje i jako obywatele i jako lekarze. Nie może być żadnej reformy bez przekonania fachowych pracowników służby zdrowia do podjętych decyzji. Mówimy o zdrowiu 40-milionowego narodu. Nie możemy uchylić się od odpowiedzialności za te sprawy. Stąd nasza obecność przed Sejmem. - Jakie zagrożenia niesie dla lekarzy projekt ustawy o Kasach Chorych? - Po pierwsze - lekarz musi mieć wsparcie w swoim samorządzie. W związku z tym w ustawie powinien być zapis, że to Naczelna Rada Lekarska lub Okręgowa Izba Lekarska stoi po stronie lekarza w negocjacjach z Kasą Chorych. Będziemy się tego bezwzględnie domagać. Po drugie - lekarz powinien mieć prawo do pracy na kilku kontraktach w Kasie Chorych, ponieważ gwarantuje to choremu ciągłość leczenia. Przy obecnej propozycji finansowania Kasa Chorych nie gwarantuje wzrostu dochodów lekarzy. Praca na jednym kontrakcie, poponowana przez Rząd, ma chronić lekarzy przed bezrobociem ale nie gwarantuje im wzrostu dochodów. - Dolnośląska Izba Lekarska proponuje wprowadzenie osłon dla lekarzy... - Chodzi po prostu o to, żeby lekarzom, którzy będą zmuszeni do zmiany pracy, czy też zmiany miejsca zamieszkania - dano możliwość zaciągania preferencyjnych kredytów na zakup wyposażenia gabinetu lub na przeszkolenie. Rząd musiałby przeznaczyć na to pieniądze z budżetu, ponieważ banki działają na zasadach komercyjnych - Czy rozwiązania takie były praktykowane w innych krajach? - Model taki przyjęto we wschodnich landach Niemiec - tam lekarze z byłej NRD mieli możliwość zaciągania preferencyjnych kredytów oprocentowanych w wysokości 5 proc. rocznie. - Jednak czy nasze zawsze biedne państwo będzie na to stać? - Byłby to wstęp do prywatyzacji podstawowej opieki zdrowotnej. Wisi nad nami być może konieczność redukcji zatrudnienia w niektórych szpitalach, na niektórych oddziałach. Jeżeli chodzi o ogólną liczbę lekarzy w kraju - mieścimy się w średniej europejskiej. Ale istnieją oczywiście pewne kominy. I właśnie dla złagodzenia skutków ich likwidacji potrzebne są te osłony. Lekarze nie mogą być w Polsce grupą dyskryminowaną. Jeżeli są wysokie odprawy w górnictwie, to przy zmianie całego systemu opieki zdrowotnej chyba można przeznaczyć podobnie duże pieniądze dla fachowych pracowników ochrony zdrowia. Nie żądamy żadnych nadzwyczajnych preferencji, jedynie takich, które już istnieją w innych grupach zawodowych. - To są obawy i życzenia lekarzy. A jakie zagrożenia dla pacjentów wynikają ze strony rządowego projektu ubezpieczeń zdrowotnych? - W moim przekonaniu są one znacznie większe, niż te, które dotyczą lekarzy. Protestując przeciwko wielu zapisom ustawy, występujemy naprawdę w interesie ogólnospołecznym, w interesie chorych. Zgodnie z projektem, pacjent nie jest właścicielem swojej składki. Jeżeli uda się po poradę do lekarza spoza kasy chorych - będzie musiał zapłacić za wszystko 100 proc. Pacjent nie wie, na jakie świadczenia ze strony Kasy Chorych będzie mógł liczyć, ponieważ Rząd nie określił tzw. koszyka świadczeń. Jest głęboko przekonany, że będzie lepiej, ponieważ zapewniał go o tym Premier (w wystąpieniu telewizyjnym). Pacjent uważa zatem, że należą mu się wszystkie dostępne świadczenia. Takie są obiecanki. Tymczasem politycy, ustalając niską składkę ubezpieczeniową, muszą mieć odwagę powiedzieć społeczeństwu, jakie świadczenia będą z niej finansowane, a na jakie nie starczy pieniędzy. Czyli - przykładowo, że wystarczy pieniędzy na 300 przeszczepów szpiku, ale już 301 będzie płatny. Na kogo wypadnie, na tego bęc. Polityk musi powiedzieć społeczeństwu, że bedą kilkumiesięczne kolejki do badań diagnostycznych (takie, jakie są teraz) i że będą kolejki do zabiegów operacyjnych, często kilkuletnie (np. na przeszczep stawu biodrowego czeka się w niektórych ośrodkach w Polsce 5 lat). Obecnie 60 proc. porad specjalistycznych realizowanych jest w gabinetach prywatnych. - A co z receptami? - Pacjent płacący składkę powinien mieć prawo do uzyskania recepty ulgowej w gabinecie prywatnym. Oczywiście nie uchylamy się od naturalnej, koniecznej kontroli Kas Chorych nad dystrybucją leków. Pacjent w końcu będzie też musiał dopłacić za wyższy stopień referencyjny szpitala, w którym przebywa. I tak np. wycięcie woreczka żółciowego w szpitalu powiatowym, którego finansowanie przez powiat będzie bardzo oszczędne, będzie musiało być wykonane metodą tradycyjną. Jeżeli operację tę pacjent zechce mieć wykonaną metodą laparoskopową, w szpitalu wojewódzkim lub klinicznym - będzie musiał pokryć w kasie szpitalnej różnicę w kosztach tych zabiegów. Kolejna wątpliwość. Od 1 stycznia 1999 nie będzie rejonizacji, w związku z czym pacjenci bedą mieli prawo pójść do dowolnej przychodni, czy szpitala. To, skądinąd dobre założenie, spowoduje ogromny chaos i kolejki do wybranych placówek służby zdrowia. Z drugiej strony kasa będzie pilnowała kosztów i nie do pomyślenia jest, żeby lekarz ogólny lub specjalista przyjął wiekszą ilość chorych, niż określa to jego kontrakt. Do dzisiaj nikt nie wie, jak ma być tworzony budżet szpitala i w jaki sposób liczba leczonych pacjentów przełoży się na otrzymane pieniądze. Może okazać się, iż z przyczyn pozamerytorycznych (np. moda) jeden szpital będzie świecił pustkami, a w drugim będą tłumy. - Kto w takim razie będzie odpowiadał za całość polityki zdrowotnej? - Nigdzie nie jest zapisane, kto odpowiada za zdrowie narodu. Każda kasa będzie teoretycznie autonomiczna. Zniknie własność państwowa większości szpitali i przychodni. Ministerstwo zdrowia w obecnym kształcie straci rację bytu - co z jednej strony nie będzie może takie złe, nie mniej brak będzie ogniwa koordynującego działania wielu organów odpowiedzialnych za zdrowie. Z jednej strony będą bowiem Kasy Chorych, z drugiej część budżetowa (szpitale uniwersyteckie, akademie medyczne, instytuty resortowe), z trzeciej zaś - samorządy terytorialne. - Czeka nas zatem wielka niewiadoma? - Tak. Rząd i Parlament proponują nam skok do wody, nie wiemy jednak, czy ma ona 10 czy 500 cm głębokości. Można złamać kark. - Dziękuję za rozmowę.
fot. Marek Kołaszewski |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04