|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1998 Gazety Lekarskiej Numer 1998-01 Zestrzelony w locie
Zestrzelony w locie 13 sierpnia 1997 był tym razem naprawdę pechowy. Zmarł kpt. rez. dr n. med. Jasiu Sieczkowski, w kręgach absolwentów Wojskowej Akademii Medycznej (łódzkiego WAM-u) znany również jako ,,Sieczka?. Napisałem Jasiu Sieczkowski, gdyż dla bardzo wielu z nas był On kimś bliskim, Kimś szczególnym. Był duszą i animatorem całego środowiska i ulubieńcem otaczających to środowisko pięknych kobiet. Obok bowiem innych zalet Jasiu był mężczyzną postawnym i bardzo przystojnym. Jest coś bardzo tragicznego, kiedy czterdziestokilkuletni człowiek wraca do Polski ze stypendium w Stanach z głową pełną pomysłów i rękami do ciężkiej pracy i nagle orientuje się, że ma w kości przerzut. Jasiu urodzony został w Łowiczu 1 maja 1947 r. i z tego Łowicza poszedł na WAM, który ukończył w 1970 r. Trafił do marynarki wojennej. Jak większość lekarzy wojskowych, specjalizację robił dojeżdżając z jednostki. W 1979 r. uzyskał ,,dwójkę? z chirurgii, ale ciągle nie było dla niego miejsca w szpitalu wojskowym. Przeszedł więc do rezerwy i rozpoczął pracę w II Katedrze i Klinice Chirurgii Ogólnej AM w Gdańsku, kierowanej przez prof. dr. hab. med. Zdzisława Wajdę. Pod jego kierunkiem obronił w 1984 r. pracę doktorską pt. ,,Wyniki badań doświadczalnych i klinicznych autotransplantacji miąższu śledziony? i został adiunktem kliniki. Praca doktorska i inne prowadzone w tym czasie badania w zakresie zakażeń chirurgicznych zbliżyły go do środowiska immunologów i przez dwie kadencje (lata 1986-92) Jasiu był członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej Polskiego Towarzystwa Immunologicznego. W 1989 zorganizował w Gdyni Zjazd Krajowy tego Towarzystwa, zjazd, który jego członkowie będą długo pamiętać. Ale był także Jasiu Członkiem-Założycielem Sekcji Zakażeń Chirurgicznych Towarzystwa Chirurgów Polskich i wieloletnim sekretarzem tej sekcji, od początku jej istnienia. W 1993 r. wyjechał do słynnego MD Anderson Cancer Center w Houston w stanie Texas, gdzie pracował nad problemami raka trzustki. Wrócił do Polski w marcu 1994 marząc o usamodzielnieniu się (miał już ponad 40 publikacji) i mając jeszcze jeden pomysł na utworzenie Stowarzyszenia Absolwentów WAM (SAWAM). I w tym momencie został ,,trafiony?. Zakulał i badanie wykazało przerzut raka stercza do kości udowej. Pamiętam łzy w jego oczach, kiedy mnie o tym zawiadomił przy okazji wizyty w Warszawie. I to była chyba jedyna oznaka słabości w tej ostatecznej próbie. Jasiu wrócił do pracy do Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku-Oliwie, na Oddział, w którym kiedyś robił specjalizację z chirurgii i postanowił podjąć walkę z chorobą specjalizując się dalej w urologii. Zaliczał kolejne staże i kolokwia. Jednocześnie otrzymywał radioterapię i przyjmował leki. Ale dla nas, wszystkich absolwentów WAM-u, było widoczne co innego. Jasiu zorganizował swój wymarzony SAWAM i został jego pierwszym prezesem. Był genialnym organizatorem. W ciągu trzech lat zorganizował trzy ogólnokrajowe zjazdy, z których każdy był lepszy od poprzedniego, a ostatni, wpleciony w program Tysiąclecia Gdańska, był prawdziwym majstersztykiem. Wystarczy wspomnieć, że zjazd zaczął się mszą w Katedrze Oliwskiej i homilią księdza arcybiskupa Gocłowskiego. Następnie było oficjalne otwarcie w Operze Bałtyckiej i wykład niżej podpisanego, laureata Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej zatytułowany ,,Współczesne pomysły na leczenie nowotworów?. Obrady w Szpitalu Marynarki Wojennej (który akurat obchodził 65-lecie) i w... Dworze Artusa. Jednego dnia bal w twierdzy Wisłoujście, a drugiego na katamaranie. Ten i poprzednie zjazdy zbliżały nie tylko absolwentów WAM-u, w większości już dawno poza wojskiem, ale także wielu absolwentów innych uczelni medycznych, którzy przyjeżdżali na nie zauroczeni atmosferą tego środowiska. Jego wypracowaną w latach poligonowych doświadczeń koleżeńskością, uznaniem dla fachowości i dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jasiu odgrywał w nim trochę taką rolę, jak Piotr Skrzynecki w Piwnicy pod Baranami, tylko że Jasiu oczywiście nie był kloszardem. Jasiu, jak każdy wspaniały lekarz, wzbudzał zaufanie samym swoim wyglądem, ciepłem i życzliwością, którymi emanował, ogromną energią i wspaniałym zmysłem organizacyjnym. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest źle, że w miejsce zaleczonych ognisk choroby pojawiają się nowe, ale ciągle wydawało się, że jeszcze jeden rok, jeszcze dwa uda się wyciągnąć. Ostatni raz widziałem go w końcu czerwca 1997, kiedy przyjechał do Warszawy i poszliśmy wspólnie odwiedzić pierwszego rektora WAM-u gen. prof. Mariana Garlickiego. Na jesieni Jasiu miał zdać egzamin z urologii. Nie zdążył. Załamanie przyszło nagle. Jak powiedział na pogrzebie jeden z jego przyjaciół i ostatni przełożony kmdr dr med. Staszek Chabielski: ,,pozostały po nim SAWAM i pamięć?. Nie jest prawdą, że nie ma ludzie niezastąpionych. Ale oczywiście marzy się nam wszystkim absolwentom WAM-u, aby znalazł się wśród nas ktoś, kto dzieło Jasia pociągnie. Że będzie ono żyło w wysiłku następców. Podobnie jak pamięć. Żegnaj Janku!
płk prof. dr hab. med. Wiesław Wiktor Jędrzejczak w imieniu Stowarzyszenia Absolwentów Wojskowej Akademii Medycznej i własnym |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04