Zapowiedź lepszych dni
z posłem Sojuszu Lewicy
Demokratycznej, członkiem Rady Naczelnej SdRP, Januszem
Zemkem rozmawia Andrzej Troszynski
- Jak to sie stało, że
Sojusz Lewicy Demokratycznej „odpuścił" - jeśli
wolno to tak określia - problemy związane z ochroną
zdrowia?
- Nie moge sie zgodzia z
tak postawioną tezą. Zapewniam, że SLD „nie
odpuścił" problemów dotyczących ochrony zdrowia
w Polsce.
- Spójrzmy wiec na fakty.
Finanse służby zdrowia - złe, dostepnośa do usług
medycznych - zła, zdrowie Polaków - złe, notowania
opinii publicznej na temat opieki medycznej - złe.
Hasło wyborcze SLD z 1993 r. brzmiało: „tak dalej bya
nie musi", i rzeczywiście , jest jeszcze gorzej...
- Chetnie zgłaszamy uwagi,
zastrzeżenia, pretensje, i to w stosunku do wszystkich
sfer gospodarki narodowej, porównując ich stan do
standardów europejskich. Faktycznie, wciąż jeszcze
pozostajemy daleko z tyłu Europy. Zapominamy jednak, że
jesteśmy dwa razy biedniejszym panstwem niż
najbiedniejsze panstwa Unii Europejskiej. Namawiałbym
wiec, aby w ocenach uwzgledniaa ten ogólny stan rzeczy.
Chcielibyśmy bowiem miea od razu wszystko co
najnowocześniejsze, a nie bierzemy zupełnie pod uwage
naszych możliwości finansowych.
- Od 1993 r. mamy jednak do
czynienia ze znacznym wzrostem gospodarczym. Wszystko
wskazuje na to, że podjeto gdzieś decyzje, iż z
pewnością konsumentem tego nie bedzie służba zdrowia.
- Nikt nigdzie takich
decyzji nie podejmował. Każdego roku nastepował realny
wzrost nakładów na ochrone zdrowia. W przypadku
budżetu na rok bieżący był on wysoki jak nigdy
dotąd. Na zarzuty, że środki te są wciąż dalece nie
wystarczające odpowiem, że dotyczy to w równym stopniu
wszystkich działów budżetu. W Polsce nie tylko
służba zdrowia potrzebuje wiecej pieniedzy. Na pewno
zaś nigdy nie była i nie jest przez nas dyskryminowana.
- Jest też wiele
zastrzeżen do zarządzania i tym, co jest, czego echem
są ponawiane w Sejmie wnioski o wotum nieufności dla
ministra Żochowskiego. Można rozumiea powody, dla
których koalicja broni ministra Żochowskiego, cóż
jednak z samą ochroną zdrowia?
- Dośa czesto spotykam sie
w swoim okregu wyborczym z lekarzami, zresztą mam
wśród nich wielu przyjaciół. Także wiec na podstawie
i takich kontaktów moge stwierdzia, że trudności,
jakie przeżywa w Polsce służba zdrowia są stopniowo
rozwiązywane. Nie wszyscy jednak chcą zrozumiea, że
nie można od razu wszystkiego załatwia.
- Bo rzeczywistośa nie
jest aż tak kolorowa. Potwierdzają to również raporty
NIK-u. Pan zaś twierdzi, że Naczelna Rada Lekarska
podjeła działania „ewidentnie polityczne". Czy
może bya inaczej, skoro dotyczą one spraw, którymi
zajmuje sie polityka? Fakty zaś wykazują bezspornie,
że to NRL ma racje, a nie minister. Żaden jednak z jej
postulatów nie został spełniony.
- Formułuje pan zarzuty
bardzo kategorycznie, pozwole wiec sobie na podobny ton.
Uważam zatem, że Naczelna Rada Lekarska sama zagoniła
sie do rogu, z którego nie ma wyjścia. NRL uważa, że
ministerstwo nie podjeło działan reformatorskich, ale w
tym przeświadczeniu pozostała osamotniona. Nie spotykam
sie z żadnymi wyrazami poparcia dla prowadzonej przez
nią akcji protestacyjnej. Wrecz przeciwnie, ostatnio
czytałem oświadczenie władz torunskiego regionu NSZZ
„Solidarnośa", w którym wyraźnie stwierdza sie,
że ta akcja prowadzi do wewnetrznego skłócenia
środowiska służby zdrowia, ponieważ zajmuje sie ona
problemami jednej tylko grupy zawodowej, mianowicie
lekarzy. Już pomijam to, że są pewne sfery życia w
naszym kraju - to dotyczy ochrony zdrowia,
bezpieczenstwa, komunikacji - gdzie strajki czy protesty
z natury rzeczy nie zyskują poparcia społecznego. Tym
bardziej trudno sie spodziewaa, by takie formy protestu,
jak ta, że lekarze zaczną wreszcie należycie i
sumiennie badaa pacjentów, stosowaa wszystkie
przewidziane w standardach procedury, wzbudziły szacunek
i uznanie. Ja zresztą wcale nie twierdze, że wszystkie
postulaty lekarzy są chybione, jednakże wiele z nich
nie uwzglednia polskich realiów. Oczekuje sie rzeczy
niemożliwych. To czysta polityka, w dodatku nie
prowadząca do poprawy sytuacji, a jedynie drażniąca i
społeczenstwo, i rząd.
- Oświadczenie torunskiej
NSZZ „Solidarnośa", wydaje sie, dotyczyło raczej
Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy... Przypomne
też, że Naczelna Rada samorządu lekarskiego jest
krytykowana właśnie za powściągliwośa, czy
mediacyjnośa. Także poparcie społeczne, zwłaszcza na
początku akcji, było duże. Owszem, ono spada, ale czy
nie jest tak, że koalicja rządowa od początku grała
na zmeczenie społeczenstwa protestem?
- Nie, nie grała. Strajki
niejednokrotnie trwają długo i czesto konczą sie
sukcesem. Moim zdaniem konflikt miedzy NRL a
ministerstwem doszedł do takiego stanu napiecia, że
zaczeło to utrudniaa racjonalną, merytoryczną
dyskusje. Tylko, że ja nie moge sie zgodzia z
twierdzeniem, iż jedynym odpowiedzialnym za wszystko
jest minister Żochowski. I to jest zasadnicza miedzy
nami różnica. Jestem przekonany, że od początku
przyjecie przez NRL pewnych form protestu utrudniło
merytoryczną dyskusje i w ogóle porozumienie.
- Wszystko wskazuje, że
utrudnia je przede wszystkim przyjecie całkowicie
odmiennych diagnoz co do sytuacji, w jakiej znalazła sie
w Polsce ochrona zdrowia.
- Wszyscy wiemy, że
sytuacja jest trudna. Ale przecież w ostatnich latach
zarysował sie pewien stały i wyraźny postep. Byłbym
niesprawiedliwy, gdybym tego nie dostrzegał. Wystarczy
spojrzea na to, co sie dzieje w „moim"
województwie bydgoskim. A dzieje sie wiele dobrych
rzeczy. Po 20 latach, zdawało sie wiecznego już
planowania, ruszyła wreszcie budowa szpitala w
Chojnicach, oddano do użytku nowoczesne centrum
onkologii, do tego można i trzeba dodaa wszystkie
zmiany, jakie zaszły i zachodzą, zarówno w
zarządzaniu, jak i funkcjonowaniu służby zdrowia.
- Skoro jest tak dobrze, to
dlaczego akurat właśnie ministra Żochowskiego spotyka
tyle kłopotów ze strony opozycji parlamentarnej,
pozaparlamentarnej oraz środowiska zawodowego?
- Już o tym mówiłem.
Zaraz na początku została zaprzepaszczona szansa na
porozumienie. Złe formy protestu zaowocowały złym
kontaktem z ministrem, a to z kolei uniemożliwiło
zaistnienie konstruktywnych działan i osiągniecie
kompromisu, czyli podjecie takich reform, na które
wyraziłyby zgode obie strony. Bya może ministerstwo
popełniło jakieś błedy, ale zwalanie wszystkiego na
ministra Żochowskiego jest po prostu nieporozumieniem.
- Czy pan poseł uważa
zatem, że najlepszym sposobem na porozumienie są kpiny,
od których nie powstrzymali sie ani minister, ani
premier, ani sam prezydent?
- Nie, nie uważam, by
było to najlepszą metodą. Ale sztywne stanowisko NRL,
uporczywe obstawanie przy swoim, też nie usposabiało
najlepiej do wspólnych działan.
- Podczas prac nad ustawą
ubezpieczeniową to opozycja wielekroa zwracała uwage na
całkowite lekceważenie jej propozycji. Twierdziła, że
koalicji SLD/PSL wrecz nie zależało na konstruktywnej
współpracy.
- Nie uczestniczyłem w
pracach komisji pracującej nad ustawą ubezpieczeniową,
ale znam mechanizm takich prac w przypadku innych ustaw i
nie sądze, żeby nie brano pod uwage opinii zarówno
opozycji parlamentarnej, jak i samorządu lekarskiego.
- W każdym razie efekt
jest taki, że ustawa jest dotkliwie krytykowana zarówno
przez opozycje, jak i niezależnych ekspertów.
- My w ogóle mamy do
czynienia z radykalną opozycją wobec zmian wewnątrz
samej służby zdrowia. To widaa gołym okiem. Czesto
spotykam sie z opinią, że obecny model funkcjonowania
służby zdrowia jest dla wielu wygodny. Po co wiec
zmiany?
- Uważa wiec pan, że w
przypadku ochrony zdrowia nie zmarnowano ostatnich
czterech lat, a wszystkiemu złu jest winna NRL?
- Nie twierdze, że w
minionych czterech latach nastąpiła radykalna poprawa,
taka przecież nastąpia nie mogła. Uważam jednak, że
dokonano wielu zmian lub zapoczątkowano ich
skomplikowany proces. Coś nareszcie drgneło. Zmiany w
zarządzaniu, wprowadzanie dyscypliny finansowej,
wyposażenie w wysokospecjalistyczną aparature, znaczny
rozwój onkologii i kardiochirurgii, wreszcie
wprowadzanie instytucji lekarza domowego, wszystko to
jest zapowiedzią lepszych dni dla ochrony zdrowia.
Upragnione usamodzielnienie sie lekarzy, decentralizacja
zarządzania, a wiec diametralne zmiany, nastąpią po
zakonczeniu vacatio legis ubezpieczeniowej ustawy.