Partnerami serwisu s±:



 

 Gazeta Lekarska  Przegl±d numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 1997 Gazety Lekarskiej  Numer 1997-05  Zapowiedz lepszych dni 

 

 

Zapowiedź lepszych dni

 

z posłem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, członkiem Rady Naczelnej SdRP, Januszem Zemkem rozmawia Andrzej Troszynski

 

- Jak to sie stało, że Sojusz Lewicy Demokratycznej „odpuścił" - jeśli wolno to tak określia - problemy związane z ochroną zdrowia?

- Nie moge sie zgodzia z tak postawioną tezą. Zapewniam, że SLD „nie odpuścił" problemów dotyczących ochrony zdrowia w Polsce.

- Spójrzmy wiec na fakty. Finanse służby zdrowia - złe, dostepnośa do usług medycznych - zła, zdrowie Polaków - złe, notowania opinii publicznej na temat opieki medycznej - złe. Hasło wyborcze SLD z 1993 r. brzmiało: „tak dalej bya nie musi", i rzeczywiście , jest jeszcze gorzej...

- Chetnie zgłaszamy uwagi, zastrzeżenia, pretensje, i to w stosunku do wszystkich sfer gospodarki narodowej, porównując ich stan do standardów europejskich. Faktycznie, wciąż jeszcze pozostajemy daleko z tyłu Europy. Zapominamy jednak, że jesteśmy dwa razy biedniejszym panstwem niż najbiedniejsze panstwa Unii Europejskiej. Namawiałbym wiec, aby w ocenach uwzgledniaa ten ogólny stan rzeczy. Chcielibyśmy bowiem miea od razu wszystko co najnowocześniejsze, a nie bierzemy zupełnie pod uwage naszych możliwości finansowych.

- Od 1993 r. mamy jednak do czynienia ze znacznym wzrostem gospodarczym. Wszystko wskazuje na to, że podjeto gdzieś decyzje, iż z pewnością konsumentem tego nie bedzie służba zdrowia.

- Nikt nigdzie takich decyzji nie podejmował. Każdego roku nastepował realny wzrost nakładów na ochrone zdrowia. W przypadku budżetu na rok bieżący był on wysoki jak nigdy dotąd. Na zarzuty, że środki te są wciąż dalece nie wystarczające odpowiem, że dotyczy to w równym stopniu wszystkich działów budżetu. W Polsce nie tylko służba zdrowia potrzebuje wiecej pieniedzy. Na pewno zaś nigdy nie była i nie jest przez nas dyskryminowana.

- Jest też wiele zastrzeżen do zarządzania i tym, co jest, czego echem są ponawiane w Sejmie wnioski o wotum nieufności dla ministra Żochowskiego. Można rozumiea powody, dla których koalicja broni ministra Żochowskiego, cóż jednak z samą ochroną zdrowia?

- Dośa czesto spotykam sie w swoim okregu wyborczym z lekarzami, zresztą mam wśród nich wielu przyjaciół. Także wiec na podstawie i takich kontaktów moge stwierdzia, że trudności, jakie przeżywa w Polsce służba zdrowia są stopniowo rozwiązywane. Nie wszyscy jednak chcą zrozumiea, że nie można od razu wszystkiego załatwia.

- Bo rzeczywistośa nie jest aż tak kolorowa. Potwierdzają to również raporty NIK-u. Pan zaś twierdzi, że Naczelna Rada Lekarska podjeła działania „ewidentnie polityczne". Czy może bya inaczej, skoro dotyczą one spraw, którymi zajmuje sie polityka? Fakty zaś wykazują bezspornie, że to NRL ma racje, a nie minister. Żaden jednak z jej postulatów nie został spełniony.

- Formułuje pan zarzuty bardzo kategorycznie, pozwole wiec sobie na podobny ton. Uważam zatem, że Naczelna Rada Lekarska sama zagoniła sie do rogu, z którego nie ma wyjścia. NRL uważa, że ministerstwo nie podjeło działan reformatorskich, ale w tym przeświadczeniu pozostała osamotniona. Nie spotykam sie z żadnymi wyrazami poparcia dla prowadzonej przez nią akcji protestacyjnej. Wrecz przeciwnie, ostatnio czytałem oświadczenie władz torunskiego regionu NSZZ „Solidarnośa", w którym wyraźnie stwierdza sie, że ta akcja prowadzi do wewnetrznego skłócenia środowiska służby zdrowia, ponieważ zajmuje sie ona problemami jednej tylko grupy zawodowej, mianowicie lekarzy. Już pomijam to, że są pewne sfery życia w naszym kraju - to dotyczy ochrony zdrowia, bezpieczenstwa, komunikacji - gdzie strajki czy protesty z natury rzeczy nie zyskują poparcia społecznego. Tym bardziej trudno sie spodziewaa, by takie formy protestu, jak ta, że lekarze zaczną wreszcie należycie i sumiennie badaa pacjentów, stosowaa wszystkie przewidziane w standardach procedury, wzbudziły szacunek i uznanie. Ja zresztą wcale nie twierdze, że wszystkie postulaty lekarzy są chybione, jednakże wiele z nich nie uwzglednia polskich realiów. Oczekuje sie rzeczy niemożliwych. To czysta polityka, w dodatku nie prowadząca do poprawy sytuacji, a jedynie drażniąca i społeczenstwo, i rząd.

- Oświadczenie torunskiej NSZZ „Solidarnośa", wydaje sie, dotyczyło raczej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy... Przypomne też, że Naczelna Rada samorządu lekarskiego jest krytykowana właśnie za powściągliwośa, czy mediacyjnośa. Także poparcie społeczne, zwłaszcza na początku akcji, było duże. Owszem, ono spada, ale czy nie jest tak, że koalicja rządowa od początku grała na zmeczenie społeczenstwa protestem?

- Nie, nie grała. Strajki niejednokrotnie trwają długo i czesto konczą sie sukcesem. Moim zdaniem konflikt miedzy NRL a ministerstwem doszedł do takiego stanu napiecia, że zaczeło to utrudniaa racjonalną, merytoryczną dyskusje. Tylko, że ja nie moge sie zgodzia z twierdzeniem, iż jedynym odpowiedzialnym za wszystko jest minister Żochowski. I to jest zasadnicza miedzy nami różnica. Jestem przekonany, że od początku przyjecie przez NRL pewnych form protestu utrudniło merytoryczną dyskusje i w ogóle porozumienie.

- Wszystko wskazuje, że utrudnia je przede wszystkim przyjecie całkowicie odmiennych diagnoz co do sytuacji, w jakiej znalazła sie w Polsce ochrona zdrowia.

- Wszyscy wiemy, że sytuacja jest trudna. Ale przecież w ostatnich latach zarysował sie pewien stały i wyraźny postep. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym tego nie dostrzegał. Wystarczy spojrzea na to, co sie dzieje w „moim" województwie bydgoskim. A dzieje sie wiele dobrych rzeczy. Po 20 latach, zdawało sie wiecznego już planowania, ruszyła wreszcie budowa szpitala w Chojnicach, oddano do użytku nowoczesne centrum onkologii, do tego można i trzeba dodaa wszystkie zmiany, jakie zaszły i zachodzą, zarówno w zarządzaniu, jak i funkcjonowaniu służby zdrowia.

- Skoro jest tak dobrze, to dlaczego akurat właśnie ministra Żochowskiego spotyka tyle kłopotów ze strony opozycji parlamentarnej, pozaparlamentarnej oraz środowiska zawodowego?

- Już o tym mówiłem. Zaraz na początku została zaprzepaszczona szansa na porozumienie. Złe formy protestu zaowocowały złym kontaktem z ministrem, a to z kolei uniemożliwiło zaistnienie konstruktywnych działan i osiągniecie kompromisu, czyli podjecie takich reform, na które wyraziłyby zgode obie strony. Bya może ministerstwo popełniło jakieś błedy, ale zwalanie wszystkiego na ministra Żochowskiego jest po prostu nieporozumieniem.

- Czy pan poseł uważa zatem, że najlepszym sposobem na porozumienie są kpiny, od których nie powstrzymali sie ani minister, ani premier, ani sam prezydent?

- Nie, nie uważam, by było to najlepszą metodą. Ale sztywne stanowisko NRL, uporczywe obstawanie przy swoim, też nie usposabiało najlepiej do wspólnych działan.

- Podczas prac nad ustawą ubezpieczeniową to opozycja wielekroa zwracała uwage na całkowite lekceważenie jej propozycji. Twierdziła, że koalicji SLD/PSL wrecz nie zależało na konstruktywnej współpracy.

- Nie uczestniczyłem w pracach komisji pracującej nad ustawą ubezpieczeniową, ale znam mechanizm takich prac w przypadku innych ustaw i nie sądze, żeby nie brano pod uwage opinii zarówno opozycji parlamentarnej, jak i samorządu lekarskiego.

- W każdym razie efekt jest taki, że ustawa jest dotkliwie krytykowana zarówno przez opozycje, jak i niezależnych ekspertów.

- My w ogóle mamy do czynienia z radykalną opozycją wobec zmian wewnątrz samej służby zdrowia. To widaa gołym okiem. Czesto spotykam sie z opinią, że obecny model funkcjonowania służby zdrowia jest dla wielu wygodny. Po co wiec zmiany?

- Uważa wiec pan, że w przypadku ochrony zdrowia nie zmarnowano ostatnich czterech lat, a wszystkiemu złu jest winna NRL?

- Nie twierdze, że w minionych czterech latach nastąpiła radykalna poprawa, taka przecież nastąpia nie mogła. Uważam jednak, że dokonano wielu zmian lub zapoczątkowano ich skomplikowany proces. Coś nareszcie drgneło. Zmiany w zarządzaniu, wprowadzanie dyscypliny finansowej, wyposażenie w wysokospecjalistyczną aparature, znaczny rozwój onkologii i kardiochirurgii, wreszcie wprowadzanie instytucji lekarza domowego, wszystko to jest zapowiedzią lepszych dni dla ochrony zdrowia. Upragnione usamodzielnienie sie lekarzy, decentralizacja zarządzania, a wiec diametralne zmiany, nastąpią po zakonczeniu vacatio legis ubezpieczeniowej ustawy.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04