W obronie idei umów
Prawne podstawy rozwoju
systemu umów w opiece zdrowotnej w Polsce zostały
określone ustawą o zakładach opieki zdrowotnej oraz
aktami wykonawczymi do niej, regulującymi zasady
podpisywania umów z sektorem prywatnym oraz z zakładami
publicznymi samodzielnymi. Współ<d>tworzyłam te
regulacje, a w licznych publikacjach i w działalności
edukacyjnej upowszechniałam informacje o cechach systemu
umów i o uzasadnieniu dla jego rozwoju.
Nie zmieniłam moich
poglądów o potrzebie działan na rzecz rozwoju systemu
umów w opiece zdrowotnej. Ale z ogromnym niepokojem
obserwuje realny proces jego wdrażania oraz związany z
nim sposób opisu umów i argumentacji na rzecz ich
rozwoju. Błedy popełnione w źle przygotowanym procesie
wdrażania oraz niewłaściwa terminologia używana w
opisie tych zmian mogą spowodowaa wiele skutków
negatywnych - do kompromitacji idei systemu umów
włącznie.
Niewłaściwe słowa i
dyskusyjne programy
Jeszcze nie we wszystkich
środowiskach istnieje wiedza ułatwiająca zrozumienie
idei umów. Do obaw odnośnie poziomu środków
przekazywanych drogą umów i odnośnie gwarancji
finansowania w dłuższym okresie czasu, dochodzą wiec
obawy wynikające z niewłaściwego rozumienia idei
umów.
Na przykład dośa
powszechnie dla określenia mechanizmu alokacji środków
z wykorzystaniem umów, używa sie pojecia wolny rynek.
Posługują sie tym pojeciem lekarze i niektórzy
urzednicy panstwowi, a dziennikarze bez żadnych
komentarzy upowszechniają takie myśli i jeszcze
nazywają je rewolucyjnymi. Tymczasem nigdzie na świecie
nie ma takiego systemu opieki zdrowotnej, w którym
istnieją zasady wolnego rynku. Takiego rynku nie bedzie
również w Polsce. Jeśli w miejsce dominacji procedur
biurokratycznych uda sie choa niewielką cześa środków
alokowaa wśród dostawców z wykorzystaniem mechanizmu
konkurencji, to i tak nie bedzie to ani wolna
konkurencja, ani wolny rynek, lecz konkurencja regulowana
i rynek regulowany.
Niektórzy używają
pojecia regulowany rynek dla oznaczenia sytuacji, w
której pacjent dokonuje wyboru miejsca leczenia i przez
to reguluje rynkiem. Zdaniem zwolenników takiego
rozumienia tego pojecia rzekomo taki system (taki
regulowany rynek) bedzie istniał w Polsce po
wprowadzeniu powszechnych ubezpieczen zdrowotnych. Takie
poglądy są wynikiem błednego posługiwania sie
pojeciami ekonomii, nieznajomości ustawy i merytorycznie
niezasadnych oczekiwan, że wszystkie umowy bedą
jednostkowymi, w których bedzie sie płaciło
proporcjonalnie do liczby świadczen i liczby pacjentów.
System z dominacją tego typu umów narażony byłby na
szybkie bankructwo, szczególnie wtedy, gdy nie miałby
dobrych, rozbudowanych instytucji nadzoru.
Instrumenty regulacji
dotyczące podmiotów po stronie podaży i po stronie
popytu bedą podobnie jak w innych systemach opieki
zdrowotnej w świecie ustalone zarówno przez organy
administracji panstwowej (niekiedy - samorządowej),
przez korporacje publiczne jak i przez różne korporacje
zawodowe. Obok regulacji formalnych bedą istniały
zawsze i nieformalne, bo taka jest specyfika sektora
zdrowia i wolnych zawodów.
Zwiekszenie roli regulacji
rynkowych, silnie związane z systemem umów i
rozszerzeniem praw pacjenta do wyboru miejsca leczenia
nie musi automatycznie prowadzia do bezrobocia lekarzy. A
i samo bezrobocie nie jest konieczną ceną, którą
lekarze muszą zapłacia za wzrost wynagrodzen.
Zależności miedzy umowami, regulowanym rynkiem,
bezrobociem i płacami są znacznie bardziej złożone,
aniżeli wydaje sie osobom mówiącym o konieczności
bezrobocia za cene wyższych zarobków w systemie umów.
Wszyscy, którzy
posługują sie takimi pojeciami jak wolny rynek czy
„urynkowienie" jako nazwami rzekomo właściwymi
dla budowanego w Polsce systemu umów, tworzą niestety
mity, które bedą w przyszłości kreowały wiele
frustracji. A obecnie takie pojecia wywołują
niepotrzebnie dodatkowe leki przed zmianą i niechea do
tych zmian. Nie sprzyja to rozwojowi systemu umów, tak
ważnego dla zmniejszania roli
biurokratyczno-politycznych procedur w alokacji
środków.
Innym przykładem mitów,
które już powstały w wielu środowiskach jest pogląd,
jakoby przekształcenie jednostek budżetowych w zakłady
samodzielne było pierwszym krokiem do sprywatyzowania
majątku szpitali czy przychodni. Środowiska
zainteresowane prywatyzacją popierają wiec
przekształcanie i umowy z jednostkami samodzielnymi
jedynie dlatego, że oczekują szybkich zmian
własnościowych, najcześciej za symboliczną złotówke
czy drogą leasingu. Tymczasem ani nie ma merytorycznego
uzasadnienia, ani żadnych podstaw prawnych, ani nawet
projektów takich aktów prawnych, aby właśnie w ten
sposób postrzegaa proces tworzenia zakładów zwanych
samodzielnymi.
Ta ostatnia nazwa jest
czesto uważana jako synonim pełnej autonomii decyzji
zakładów funkcjonujących w formie zwanej jednostką
samodzielną. A przecież, gdy wprowadzaliśmy to pojecie
do ustawy o zakładach opieki zdrowotnej w 1991 r., to
nikt nie proponował takiej pełnej autonomii, a sama
nazwa miała wskazywaa na funkcjonowanie publicznego
zakładu jako podmiotu prawnego, z gospodarką finansową
odmienną aniżeli ta, która jest w jednostce
budżetowej, pozbawionej osobowości prawnej.
Zakład samodzielny jest
nadal publiczny w rozumieniu ustawy o zakładach opieki
zdrowotnej. Jest tworzony przez organy władzy publicznej
w celu realizowania publicznych zadan z zakresu ochrony
zdrowia. Byłoby dobrze, aby nazwa zakład samodzielny
była używana jedynie dla określenia formy gospodarki
finansowej zakładów publicznych. Nie ma żadnego
uzasadnienia, aby zakładem samodzielnym nazywaa np.
prywatną klinike a to niestety czesto zdarza sie np.
wśród dziennikarzy i lekarzy.
Nie ma też żadnego
uzasadnienia, aby pojecia samodzielny zakład używaa np.
dla określenia miejskiej przychodni, która wcześniej
była cześcią zintegrowanego zespołu, a w wyniku
reorganizacji została zarejestrowana jako publiczny
zakład i nadal funkcjonuje według zasad jednostki
budżetowej. Gdy bedzie prowadziła gospodarke finansową
w formie jednostki samodzielnej, a wiec zarejestruje sie
w sądzie jako podmiot gospodarczy, to dopiero wtedy
bedzie można w jezyku potocznym powiedziea, że ta
przychodnia usamodzielniła sie.
Dopóty, dopóki pojecia
istniejące w ustawodawstwie i w ekonomii bedą używane
niewłaściwie, bedzie istniał ogromny szum informacyjny
bez możliwości porozumienia sie. Przykładem takiego
szumu jest używanie pojecia „urynkowienie" (w
cudzysłowiu!) w opracowaniu resortu zdrowia dla nazwania
procesu przekształcania jednostek budżetowych w
samodzielne, z wykorzystaniem środków rezerwy celowej
istniejącej w budżecie panstwa.
W potocznym jezyku
ekonomistów istnieje żargonowe pojecie urynkowienia.
Ale co to jest urynkowienie w cudzysłowiu, tego chyba
nikt nie wie. Ale mimo to dyrektorzy i wydziały zdrowia
przygotowały dokumenty niezbedne dla ewentualnego
uczestniczenia w programie zwanym przez resort wstepnym
programem restrukturyzacji systemu ochrony zdrowia, a
właśnie realizacja cześci tego programu ma
„urynkawiaa" zakład. Wiele wskazuje na to, że
nie można bedzie realizowaa owego programu. Głównym
powodem bedzie fakt sprzeczności programów
przygotowanych zgodnie z zaleceniami resortu zdrowia z
prawem budżetowym. Ogromna wiekszośa środków, o
które w tych programach wystepują zakłady i ich organy
założycielskie - to środki inwestycyjne. Prawo
budżetowe nie pozwala, aby zakupów aparatury medycznej
niezbednej dla wykonywania działalności statutowej
zakładów dokonywaa z rezerwy celowej budżetu panstwa.
A ponadto zasady tzw. porozumienia wekslowego, które
zaproponowało ministerstwo nie mają podstaw prawnych.
Resort dysponuje środkami na pokrycie ubiegłorocznych
zobowiązan jednostek budżetowych (są one w depozycie
resortu i pochodzą z budżetu 1996 r.). Zgodnie z prawem
budżetowym Ministerstwo Finansów dysponuje rezerwą
celową, na stworzenie warunków do przekształcenia
jednostek budżetowych (nazwa ustawy budżetowej).
Rezerwa celowa może bya uruchomiona na wniosek Ministra
Zdrowia. Wątpie, aby Ministerstwo Finansów wyraziło
zgode finansowania z niej typowych zakupów aparatury,
zobowiązan, odsetek od nich i odsetek od odsetek, a
takie pozycje, zgodnie z zaleceniami resortu zdrowia,
zamieszczono w programach.
Wiele wskazuje na to, że
uruchomione zostaną środki depozytowe na oddłużanie
tych, którzy prze<d>kształcą sie w 1997 r. w
jednostki samodzielne. Ale z powodu niewłaściwych
instrukcji resortu, wszystko to, co przedstawiły organy
założycielskie w ramach programu restrukturyzacji w
celu „urynkowienia", nie może bya podstawą
uruchomienia rezerwy celowej. Potrzebne bedą nowe
zalecenia (z precyzyjnym jezykiem i zgodne z prawem) oraz
nowe programy przygotowane przez zakłady. Cały
harmonogram ustalony przez Biuro Przekształcen już jest
nieaktualny, a rezerwa celowa bedzie chyba jeszcze długo
czekała na uruchomienie. Jeszcze raz ujawniły sie wady
systemu, w którym tak wiele środków dzielonych jest
centralnie, a profesjonalne zaplecze decydentów jest
słabe.
cdn
Katarzyna Tymowska
Warszawa, kwiecien 1997
r.
Opracowanie autorskie
przygotowane do publikacji, udostepnione niektórym
środowiskom w celach edukacyjnych.