Na zmiany trzeba bedzie
jeszcze poczekaa
z przewodniczącym
Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr.
Krzysztofem Bukielem rozmawia Andrzej Troszynski
- Minister Kuszewski
określił sytuacje w łomżynskim Pogotowiu Ratunkowym
jako konflikt lokalny, czy tak jest rzeczywiście?
- Ministerstwo zdrowia jest
bardzo sprawne w narzucaniu opinii publicznej pewnego
oglądu rzeczywistości, który najcześciej nie ma z
nią nic wspólnego. Owszem, wszystko zaczeło sie w
Łomży, ale o tym, że nie jest to konflikt tylko
lokalny świadczy rozwój sytuacji. Śladem kolegów z
Łomżynskiego idą lekarze z innych miejscowości i
wypowiadają lub, jak wiem, mają taki zamiar, umowy o
prace w pogotowiu ratunkowym. Nadto, pan minister zdaje
sie tego nie pamietaa, ale użycie takiej formy nacisku
na rząd zapowiadaliśmy już kilka miesiecy temu.
- Czy mamy wiec do
czynienia z początkiem oddolnej reformy świadczenia
usług medycznych?
- Chcielibyśmy, żeby tak
było, ale nie wiem, czy to sie nam uda. W przypadku
takiej formy protestu, jak składanie wypowiedzen umowy o
prace, sytuacja jest nieco inna niż ma to miejsce w
strajku przewidzianym w ustawie o rozwiązywaniu sporów
zbiorowych. To jest suwerenna decyzja każdego lekarza i
nie jest tutaj łatwo o ogólnopolskie porozumienie.
Jeśliby jednak doszło do masowej w skali kraju akcji
składania przez lekarzy wypowiedzen umów o prace, to
dobrze by było, gdyby przystąpili oni do negocjacji
kontraktów zjednoczeni np. przez utworzenie zrzeszen
lekarskich lub spółek. Chodzi o to, aby lekarze ci
mieli monopol na świadczenie określonego zakresu usług
lekarskich na danym terenie, tak by w ten sposób
zrównoważya monopol, jaki ma zatrudniający ich
przedstawiciel panstwa, minister, wojewoda lub
przedstawiciel samorządu terytorialnego. W ten sposób
negocjujące strony bedą zrównoważone.
- Właśnie, według
ministra Kuszewskiego kontrakty dla lekarzy rodzinnych
są niezwykle dla nich korzystne. Podobno ci, którzy je
zawarli już zarabiają około 100 milionów starych
złotych. Czemu wiec pan przewodniczący nie podpisał
jeszcze takiego kontraktu?
- Pan minister bardzo
czesto przedstawiał nam te kontrakty jako niezwykle
atrakcyjne. Zawsze mu odpowiadałem, że skoro jest to
tak dobra dla lekarzy rzecz, to my sie na to zgadzamy,
chcemy tylko jednego, żebyśmy warunki zawierania
kontraktów negocjowali centralnie. Tak jak już
mówiłem, skoro z jednej strony jest monopolista -
zatrudniający, to i z drugiej strony powinien bya
monopolista - zatrudniany. Chodzi o to, żeby wyrównaa
możliwości negocjacyjne. Na takie dictum pan minister
zwykł sie denerwowaa i mówia, że jesteśmy
postkomuną, która nie chce reform. Dzisiaj przy
zawieraniu kontraktów stosowane są różnego rodzaju,
nazwałbym to, promocje, zresztą dośa prymitywne, na
wzór promocji stosowanych przy sprzedaży proszków do
prania i tym podobnych artykułów. Na przykład nie
liczy sie lekarzom za wynajem pomieszczen albo nie liczy
sie opłaty za prąd itp.
Znam taką miejscowośa, w
której lekarze zarabiają na kontraktach wiecej, nie
płacą bowiem z tego tytułu na ZUS. Obowiązkowa
składka jest odprowadzana w ten sposób, że ci lekarze
mają fikcyjne kontrakty z jakimś popegeerowskim
gospodarstwem, gdzie są zatrudnieni jako lekarze
zakładowi, robią niby jakieś prace i tam od tej
minimalnej stawki płacą ZUS. Tak wiec te kontrakty są
po prostu próbą oszukania rzeczywistości. Na jak
długą mete?
- Zauważyłem, że OZZL
jest chetnie promowany przez parlamentarzystów SLD. Jak
pan sądzi, dlaczego?
- Z tym promowaniem to
gruba przesada. Z pewnością SLD próbuje nas
wykorzystywaa do różnego rodzaju gier politycznych.
Przecież znana jest odpowiedź pana senatora
Wygledowskiego na pismo warszawskiej izby lekarskiej, gdy
dopiero zaczynała sie nasza akcja protestacyjna... Nie
mamy wiec żadnych złudzen, że próbuje sie nas
wykorzystaa, tym bardziej, iż rzeczywiście, na pewnym
odcinku jesteśmy z „Solidarnością" w
konflikcie. Ale - podkreślam: na pewnym tylko odcinku.
SLD zaś rozciąga to na całośa, co jest absolutną
bzdurą. Przecież popieramy, jak żadna inna
organizacja, solidarnościowy projekt reform ochrony
zdrowia i wszyscy o tym dobrze wiedzą. Ostatnio
również samorząd lekarski był „promowany"
przez przedstawicieli SLD. Miało to miejsce np. w
liście pani Milewskiej, przewodniczącej Federacji ZZ
Pracowników Ochrony Zdrowia, do Prezesa TVP, w którym
oburzała sie, że telewizja publiczna nie doceniła
wkładu samorządu lekarskiego w porozumienie (?!), z
rządem, a pokazuje jedynie strajkujący OZZL.
- A jak oceniłby pan
przewodniczący generalnie współprace OZZL z izbami
lekarskimi i „Solidarnością"?
- Współpraca z izbami
lekarskimi układa sie coraz lepiej. Chociaż w dalszym
ciągu odnosimy wrażenie, że na przykład Naczelna Rada
Lekarska jest troche na siłe wciągana do protestów.
Rzadko kiedy od niej właśnie pochodzi jakaś
inicjatywa, zwykle postepuje pół kroku z tyłu i raczej
myśli o tym, by w czymś przeszkodzia, by może czegoś
zaniechaa... Generalnie jednak jest teraz dużo lepiej
niż cztery lata temu. W przypadku natomiast
„Solidarności", to wydaje sie, że zrobiła na
początku błąd, nie chąc uznaa, że związek zawodowy
lekarzy już, z samej natury rzeczy jest bardziej
reprezentatywny do negocjacji z rządem płac lekarzy
niż jakikolwiek inny związek zawodowy. OZZL w
przeciwienstwie np. do „Solidarności" skupia
przecież tylko lekarzy. Niepotrzebnie wiec NSZZ
„Solidarnośa" uparł sie, by zawrzea wspólny
układ zbiorowy wbrew oczekiwaniom i postulatom lekarzy.
Zmusiło to nas do pewnej, naszym zdaniem niepotrzebnej,
konfrontacji. Niemniej, gdy chodzi o reformy w ochronie
zdrowia, to - jeszcze raz podkreślam - jesteśmy bardzo
blisko „Solidarności".
- Z wydrukowanej w czwartym
numerze „Gazety Lekarskiej" panskiej polemiki do
wypowiedzi pana Piotra Żaka z AWS wynika, że jedyna
droga do niezależnego i wolnego zawodu lekarza prowadzi
właśnie przez negocjacje odrebnego układu. Może
jednak lepiej byłoby poczekaa na wprowadzenie
ubezpieczeniowej ustawy, co jest drogą pośrednią, ale
przecież jednak prostszą i pewniejszą.
- Tak, to jest bya może
prostsza droga, ale zastosowaliśmy tutaj pewną próbe
wiarygodności w stosunku do NSZZ „Solidarnośa",
czy on rzeczywiście zgadza sie na emancypacje zawodu
lekarza. Z ich projektu ustawy ubezpieczeniowej wcale nie
wynika definitywnie, że zawód lekarza bedzie wolny. On
bedzie tylko zawodem niezależnym. Lekarze sami już za
pośrednictwem swojego zrzeszenia, a bez udziału
związków zawodowych bedą mogli w sposób równoprawny
negocjowaa z kasami chorych swoje wynagrodzenia. Zachodzi
pytanie, czy ta propozycja była wstawiona do projektu
ustawy tylko po to, żeby pozyskaa poparcie środowiska
lekarskiego? Jeśli jest to rzetelna, wypływająca z
przekonan propozycja, to co szkodzi już teraz zgodzia
sie na negocjowanie odrebnego układu zbiorowego?
Traktujemy wiec te sprawe jako test na wiarygodnośa
intencji „Solidarności". W naszym pojeciu
„Solidarnośa" tego testu nie zaliczyła.
- Stwierdził pan
również, że poparcie OZZL dla solidarnościowego
projektu ubezpieczen zdrowotnych „trzyma sie na dwóch,
trzech zdaniach". O które to zdania chodzi?
- Po pierwsze, że po kilku
latach bedzie możliwośa zawiązania innych niż kasy
chorych instytucji ubezpieczenia zdrowotnego. Tak
naprawde dopiero to zdemonopolizuje funkcje płatnika i
spowoduje, że lekarz bedzie, bya może, zawodem wolnym.
To jest najważniejsze. Po drugie, to jest kwestia
powstania zrzeszenia lekarzy kas chorych, które bedzie
miało prawo negocjowania płac lekarzy - do czasu
istnienia monopolu kas chorych. I po trzecie, chodzi o
suwerennośa kas chorych w ustalaniu wysokości składki
i ewentualnych dopłat pacjentów do świadczen
medycznych.
- Po przejeciu głównego
cieżaru prowadzenia protestu przez OZZL w badaniach
opinii publicznej znacznie spadło poparcie stołeczne
nie tyle dla lekarzy, ile dla przyjetych form protestu.
Jaka jest panska opinia w tej sprawie?
- Sądze, że jest to pewna
nadinterpretacja. Tak naprawde OZZL przejął ten cieżar
po 10 grudnia ubiegłego roku i poparcie wtedy nie
spadło. Wydaje sie, że potem powodem spadku poparcia w
notowaniach było zmeczenie trwającymi już wiele
miesiecy protestami. Ludzie czują sie już
rozdrażnieni, choabyśmy nie wiadomo o jak słuszne
rzeczy walczyli. Każdy chciałby miea jakąś, jeśli
już nie stabilizacje, to przynajmniej jej iluzje. Nie
twierdziłbym wiec, że przejecie przez OZZL głównego
cieżaru protestu, a zwłaszcza zradykalizowanie pewnych
form protestu, zdecydowało o spadku poparcia,
odnotowanego przez badania opinii publicznej. Tu chodzi
raczej o zmeczenie społeczenstwa protestami, na co
zresztą liczyła w przyjetej taktyce postepowania obecna
władza.
- Jak pan widzi
najbliższą przyszłośa reform ochrony zdrowia w
Polsce. Jakie ma plany działan OZZL?
- Jesteśmy wciąż na
etapie zaznaczania naszej niezgody na to, co sie dzieje.
Nie zrezygnujemy z tego aż do wyborów i jeszcze troche
po nich. Wątpie natomiast, czy ten rząd zdoła coś
zmienia, poprawia. On jest już zajety innymi sprawami.
Zresztą miał na to dośa czasu. Na zmiany zatem trzeba
bedzie poczekaa do jesiennych wyborów do parlamentu.
Wszystko wskazuje na to, że w nowym układzie
politycznym dojdzie do podjecia rzeczywistych reform w
ochronie zdrowia, dotyczya to bedzie także sposobu
negocjowania płac dla lekarzy.
rozmawiał Andrzej
Troszynski