Partnerami serwisu s±:



 

 Gazeta Lekarska  Przegl±d numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 1997 Gazety Lekarskiej  Numer 1997-05  Na zmiany trzeba poczekac 

 

 

Na zmiany trzeba bedzie jeszcze poczekaa

 

z przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr. Krzysztofem Bukielem rozmawia Andrzej Troszynski

 

- Minister Kuszewski określił sytuacje w łomżynskim Pogotowiu Ratunkowym jako konflikt lokalny, czy tak jest rzeczywiście?

- Ministerstwo zdrowia jest bardzo sprawne w narzucaniu opinii publicznej pewnego oglądu rzeczywistości, który najcześciej nie ma z nią nic wspólnego. Owszem, wszystko zaczeło sie w Łomży, ale o tym, że nie jest to konflikt tylko lokalny świadczy rozwój sytuacji. Śladem kolegów z Łomżynskiego idą lekarze z innych miejscowości i wypowiadają lub, jak wiem, mają taki zamiar, umowy o prace w pogotowiu ratunkowym. Nadto, pan minister zdaje sie tego nie pamietaa, ale użycie takiej formy nacisku na rząd zapowiadaliśmy już kilka miesiecy temu.

- Czy mamy wiec do czynienia z początkiem oddolnej reformy świadczenia usług medycznych?

- Chcielibyśmy, żeby tak było, ale nie wiem, czy to sie nam uda. W przypadku takiej formy protestu, jak składanie wypowiedzen umowy o prace, sytuacja jest nieco inna niż ma to miejsce w strajku przewidzianym w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. To jest suwerenna decyzja każdego lekarza i nie jest tutaj łatwo o ogólnopolskie porozumienie. Jeśliby jednak doszło do masowej w skali kraju akcji składania przez lekarzy wypowiedzen umów o prace, to dobrze by było, gdyby przystąpili oni do negocjacji kontraktów zjednoczeni np. przez utworzenie zrzeszen lekarskich lub spółek. Chodzi o to, aby lekarze ci mieli monopol na świadczenie określonego zakresu usług lekarskich na danym terenie, tak by w ten sposób zrównoważya monopol, jaki ma zatrudniający ich przedstawiciel panstwa, minister, wojewoda lub przedstawiciel samorządu terytorialnego. W ten sposób negocjujące strony bedą zrównoważone.

- Właśnie, według ministra Kuszewskiego kontrakty dla lekarzy rodzinnych są niezwykle dla nich korzystne. Podobno ci, którzy je zawarli już zarabiają około 100 milionów starych złotych. Czemu wiec pan przewodniczący nie podpisał jeszcze takiego kontraktu?

- Pan minister bardzo czesto przedstawiał nam te kontrakty jako niezwykle atrakcyjne. Zawsze mu odpowiadałem, że skoro jest to tak dobra dla lekarzy rzecz, to my sie na to zgadzamy, chcemy tylko jednego, żebyśmy warunki zawierania kontraktów negocjowali centralnie. Tak jak już mówiłem, skoro z jednej strony jest monopolista - zatrudniający, to i z drugiej strony powinien bya monopolista - zatrudniany. Chodzi o to, żeby wyrównaa możliwości negocjacyjne. Na takie dictum pan minister zwykł sie denerwowaa i mówia, że jesteśmy postkomuną, która nie chce reform. Dzisiaj przy zawieraniu kontraktów stosowane są różnego rodzaju, nazwałbym to, promocje, zresztą dośa prymitywne, na wzór promocji stosowanych przy sprzedaży proszków do prania i tym podobnych artykułów. Na przykład nie liczy sie lekarzom za wynajem pomieszczen albo nie liczy sie opłaty za prąd itp.

Znam taką miejscowośa, w której lekarze zarabiają na kontraktach wiecej, nie płacą bowiem z tego tytułu na ZUS. Obowiązkowa składka jest odprowadzana w ten sposób, że ci lekarze mają fikcyjne kontrakty z jakimś popegeerowskim gospodarstwem, gdzie są zatrudnieni jako lekarze zakładowi, robią niby jakieś prace i tam od tej minimalnej stawki płacą ZUS. Tak wiec te kontrakty są po prostu próbą oszukania rzeczywistości. Na jak długą mete?

- Zauważyłem, że OZZL jest chetnie promowany przez parlamentarzystów SLD. Jak pan sądzi, dlaczego?

- Z tym promowaniem to gruba przesada. Z pewnością SLD próbuje nas wykorzystywaa do różnego rodzaju gier politycznych. Przecież znana jest odpowiedź pana senatora Wygledowskiego na pismo warszawskiej izby lekarskiej, gdy dopiero zaczynała sie nasza akcja protestacyjna... Nie mamy wiec żadnych złudzen, że próbuje sie nas wykorzystaa, tym bardziej, iż rzeczywiście, na pewnym odcinku jesteśmy z „Solidarnością" w konflikcie. Ale - podkreślam: na pewnym tylko odcinku. SLD zaś rozciąga to na całośa, co jest absolutną bzdurą. Przecież popieramy, jak żadna inna organizacja, solidarnościowy projekt reform ochrony zdrowia i wszyscy o tym dobrze wiedzą. Ostatnio również samorząd lekarski był „promowany" przez przedstawicieli SLD. Miało to miejsce np. w liście pani Milewskiej, przewodniczącej Federacji ZZ Pracowników Ochrony Zdrowia, do Prezesa TVP, w którym oburzała sie, że telewizja publiczna nie doceniła wkładu samorządu lekarskiego w porozumienie (?!), z rządem, a pokazuje jedynie strajkujący OZZL.

- A jak oceniłby pan przewodniczący generalnie współprace OZZL z izbami lekarskimi i „Solidarnością"?

- Współpraca z izbami lekarskimi układa sie coraz lepiej. Chociaż w dalszym ciągu odnosimy wrażenie, że na przykład Naczelna Rada Lekarska jest troche na siłe wciągana do protestów. Rzadko kiedy od niej właśnie pochodzi jakaś inicjatywa, zwykle postepuje pół kroku z tyłu i raczej myśli o tym, by w czymś przeszkodzia, by może czegoś zaniechaa... Generalnie jednak jest teraz dużo lepiej niż cztery lata temu. W przypadku natomiast „Solidarności", to wydaje sie, że zrobiła na początku błąd, nie chąc uznaa, że związek zawodowy lekarzy już, z samej natury rzeczy jest bardziej reprezentatywny do negocjacji z rządem płac lekarzy niż jakikolwiek inny związek zawodowy. OZZL w przeciwienstwie np. do „Solidarności" skupia przecież tylko lekarzy. Niepotrzebnie wiec NSZZ „Solidarnośa" uparł sie, by zawrzea wspólny układ zbiorowy wbrew oczekiwaniom i postulatom lekarzy. Zmusiło to nas do pewnej, naszym zdaniem niepotrzebnej, konfrontacji. Niemniej, gdy chodzi o reformy w ochronie zdrowia, to - jeszcze raz podkreślam - jesteśmy bardzo blisko „Solidarności".

- Z wydrukowanej w czwartym numerze „Gazety Lekarskiej" panskiej polemiki do wypowiedzi pana Piotra Żaka z AWS wynika, że jedyna droga do niezależnego i wolnego zawodu lekarza prowadzi właśnie przez negocjacje odrebnego układu. Może jednak lepiej byłoby poczekaa na wprowadzenie ubezpieczeniowej ustawy, co jest drogą pośrednią, ale przecież jednak prostszą i pewniejszą.

- Tak, to jest bya może prostsza droga, ale zastosowaliśmy tutaj pewną próbe wiarygodności w stosunku do NSZZ „Solidarnośa", czy on rzeczywiście zgadza sie na emancypacje zawodu lekarza. Z ich projektu ustawy ubezpieczeniowej wcale nie wynika definitywnie, że zawód lekarza bedzie wolny. On bedzie tylko zawodem niezależnym. Lekarze sami już za pośrednictwem swojego zrzeszenia, a bez udziału związków zawodowych bedą mogli w sposób równoprawny negocjowaa z kasami chorych swoje wynagrodzenia. Zachodzi pytanie, czy ta propozycja była wstawiona do projektu ustawy tylko po to, żeby pozyskaa poparcie środowiska lekarskiego? Jeśli jest to rzetelna, wypływająca z przekonan propozycja, to co szkodzi już teraz zgodzia sie na negocjowanie odrebnego układu zbiorowego? Traktujemy wiec te sprawe jako test na wiarygodnośa intencji „Solidarności". W naszym pojeciu „Solidarnośa" tego testu nie zaliczyła.

- Stwierdził pan również, że poparcie OZZL dla solidarnościowego projektu ubezpieczen zdrowotnych „trzyma sie na dwóch, trzech zdaniach". O które to zdania chodzi?

- Po pierwsze, że po kilku latach bedzie możliwośa zawiązania innych niż kasy chorych instytucji ubezpieczenia zdrowotnego. Tak naprawde dopiero to zdemonopolizuje funkcje płatnika i spowoduje, że lekarz bedzie, bya może, zawodem wolnym. To jest najważniejsze. Po drugie, to jest kwestia powstania zrzeszenia lekarzy kas chorych, które bedzie miało prawo negocjowania płac lekarzy - do czasu istnienia monopolu kas chorych. I po trzecie, chodzi o suwerennośa kas chorych w ustalaniu wysokości składki i ewentualnych dopłat pacjentów do świadczen medycznych.

- Po przejeciu głównego cieżaru prowadzenia protestu przez OZZL w badaniach opinii publicznej znacznie spadło poparcie stołeczne nie tyle dla lekarzy, ile dla przyjetych form protestu. Jaka jest panska opinia w tej sprawie?

- Sądze, że jest to pewna nadinterpretacja. Tak naprawde OZZL przejął ten cieżar po 10 grudnia ubiegłego roku i poparcie wtedy nie spadło. Wydaje sie, że potem powodem spadku poparcia w notowaniach było zmeczenie trwającymi już wiele miesiecy protestami. Ludzie czują sie już rozdrażnieni, choabyśmy nie wiadomo o jak słuszne rzeczy walczyli. Każdy chciałby miea jakąś, jeśli już nie stabilizacje, to przynajmniej jej iluzje. Nie twierdziłbym wiec, że przejecie przez OZZL głównego cieżaru protestu, a zwłaszcza zradykalizowanie pewnych form protestu, zdecydowało o spadku poparcia, odnotowanego przez badania opinii publicznej. Tu chodzi raczej o zmeczenie społeczenstwa protestami, na co zresztą liczyła w przyjetej taktyce postepowania obecna władza.

- Jak pan widzi najbliższą przyszłośa reform ochrony zdrowia w Polsce. Jakie ma plany działan OZZL?

- Jesteśmy wciąż na etapie zaznaczania naszej niezgody na to, co sie dzieje. Nie zrezygnujemy z tego aż do wyborów i jeszcze troche po nich. Wątpie natomiast, czy ten rząd zdoła coś zmienia, poprawia. On jest już zajety innymi sprawami. Zresztą miał na to dośa czasu. Na zmiany zatem trzeba bedzie poczekaa do jesiennych wyborów do parlamentu. Wszystko wskazuje na to, że w nowym układzie politycznym dojdzie do podjecia rzeczywistych reform w ochronie zdrowia, dotyczya to bedzie także sposobu negocjowania płac dla lekarzy.

 

rozmawiał Andrzej Troszynski

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04