Jak protestują gdzie
indziej
W trakcie trwania obrad X
Jubileuszowego Okregowego Zjazdu Lekarzy odbyło sie
seminarium poświecone formom protestu lekarzy w innych
krajach.
Otwierając seminarium dr
Krzysztof Makuch - prezes OIL w Warszawie zadał pytanie
jak w zjednoczonej Europie lekarze powinni wspólnie
rozwiazywaa swoje problemy z administracją i czy
istnieją granice protestu tej grupy zawodowej.
Dr Lech Ruszkowski
przedstawił zebranym kronike protestu polskich kolegów,
stwierdzając, iż po wielu miesiącach jego trwania
został zrealizowany tylko jeden postulat - wypłacono
zaległe dodatki za dyżury nocne. W bojkocie
administracji najwiecej emocji społecznych budziły 2
dokumenty: zaświadczenie o czasowej niezdolności do
pracy (L-4) oraz bojkot karty zgonu, którą lekarze
wypełniali tylko cześciowo.
Obecni na sali
przedstawiciele samorzadów lekarskich innych krajów
podzielili sie z polskimi kolegami swoimi
doświadczeniami i opiniami.
I tak np. zarobki czeskich
lekarzy wynoszą 1,5 średniej płacy krajowej. Rząd
przeznacza na zdrowie 8 proc. dochodu narodowego brutto.
Zadłużonych jest ok. 90 proc. szpitali. W 1995 r. w
Pradze miała miejsce demonstracja lekarzy przed
ministerstwem zdrowia. W r. 1996 odbyła sie w tym samym
mieście kolejna demonstracja, w której uczestniczyło
10 - 12 tys. lekarzy. Protest, który poparła izba
lekarska, prowadziła organizacja związkowa.
U słowackiego sąsiada na
ochrone zdrowia przeznacza sie 7,2 proc. produktu
narodowego brutto. Jak dotąd organizatorem protestu
była izba lekarska. 1700 lekarzy napisało skargi do
ministra zdrowia, który musiał na nie odpowiedziea.
Jednego dnia ok. 40 proc wszystkich lekarzy udało sie do
stacji krwiodawstwa, aby oddaa krew.
Na Litwie sytuacja ogólnie
nie jest łatwa - wynagrodzenie lekarzy jest niższe od
średniej płacy pracownikow sfery budżetowej, ale do
strajków lekarzy jeszcze nie doszło. Ponad 90 proc.
pracowników służby zdrowia domagało sie strajku,
ktory sie nie odbył, ponieważ rząd obiecał podnieśa
płace o 30 proc.
Zdaniem przedstawiciela
Białorusi, pierwszym wyrazem protestu było powstanie
Związku Lekarzy Białorusi. Inne formy, to zwracanie sie
ze swoimi postulatami do władz, a do telewizji o ich
poparcie. Reprezentant Ukrainy był w trudnej sytuacji,
ponieważ nie mógł sie podzielia z polskimi lekarzami
żadnymi doświadczeniami na ten temat.
Przedstawicielka polskich
lekarzy we Francji poinformowała słuchaczy, iż we
Francji na ochrone zdrowia przeznacza sie 9,8 proc.
produktu narodowego brutto. Lekarz zatrudniony w szpitalu
zarabia ok. 3 tys. dolarów. W gabinecie prywatnym dwa
razy tyle. To, co najbardziej dokucza lekarzom we
Francji, to zwiekszona kontrola ubezpieczalni i gabinetow
prywatnych ze strony towarzystw ubezpieczeniowych.
Niemieccy lekarze z byłej
NRD zarabiają ok. 30 proc. mniej od swoich zachodnich
kolegów-rodaków. Płaca netto w szpitalu wynosi 3,5
tys. marek. Problemy ochrony zdrowia w Niemczech są inne
niż w krajach Europy Wschodniej. Doświadczenie ze
strajkami lekarzy jest niewielkie. Na terenie Niemiec
lekarze protestowali w pierwszych dziesiecioleciach tego
wieku. Skonczyły sie, kiedy powstały silne kasy chorych
i stowarzyszenie lekarzy kas chorych. Protesty zawsze
kierowane były przeciwko administracji i kasom chorych i
polegały na odmowie wypełniania formularzy (tzw. strajk
ołówkowy). W efekcie takiego protestu kasy chorych nie
mogły prowadzia działalności rozliczeniowej. Lekarze
niemieccy mają świadomośa tego, że każda forma ich
protestu bedzie odbierana przez społeczenstwo w
kategoriach roszczen finansowych. Dlatego nie liczą na
poparcie ani ze strony pacjentów ani dziennikarzy.
Związek zawodowy lekarzy jako jedyny nie ma swojej kasy
strajkowej. „Do głowy by nam nie przyszło
wykorzystywanie w proteście jakichkolwiek poczynan
(zabiegów) dotyczących pacjentów. Wszyscy jesteśmy
zdania, że protest nie powinien szkodzia
pacjentom". Niemiecki system prawny jest surowy.
Obecny na sali wiceminister
zdrowia i opieki społecznej Wojciech Rudnicki próbował
przekonaa zebranych, że pierwszym życzeniem władz
jest, aby protestujący uwzglednili rzeczywiste
możliwości finansowe pracodawcy, aby protesty nie
łamały prawa (np. niewypełnianie kart zgonu jest
zagrożone karą administracyjną). Wypowiedź ministra
zirytowała obecnych na sali przedstawicieli polskich
lekarzy, którzy odebrali mu głos.
Dr Krzysztof Bukiel -
przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego
Lekarzy zauważył, że polski fenomen protestu wiąże
sie z faktem, iż administracja panstwowa nie zaprasza
przestawicieli lekarzy na spotkania dotyczące negocjacji
płacowych. Wynika to z przyjetych zasad wynagradzania
pracowników sfery budżetowej. Dlatego podstawowym
problemem polskich lekarzy jest doprowadzenie do
dwustronnych negocjacji (lekarze - rząd).
W podsumowaniu obrad
seminarium zwrócono uwage na koniecznośa prawdziwych
negocjacji, na potrzebe pozyskania pacjentów jako strony
w sporze lekarzy z administracją, a także na to, iż
nie wolno zapominaa o etycznych aspektach pracy lekarza.
(jo)