|
Gazeta Lekarska Przegl±d numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 1997 Gazety Lekarskiej Numer 1997-02 Primum non nocere
Primum non nocere Lekarze jacy s1, ka?dy widzi: skromni i zarozumiali, biedni i bogaci, uprzejmi i opryskliwi. S1 tacy, jak ca3e spo3eczenstwo. Choa ca3e spo3eczenstwo chcia3oby, aby byli lepsi. Wśród blisko 100-tysiecznej grupy lekarzy czynnie wykonuj1cych ten zawód w Polsce mo?na przeprowadzia ró?ne linie podzia3u. Najprościej podzielia ich na Kopciuszków (w tej grupie znajd1 sie sta?yści, lekarze pogotowia, lekarze rejonowi i zak3adowi) oraz mistrzów specjalizacji bardzo w1skich, powiedzia3bym nawet: wyszukanych. Ka?dy spotka3 w swoim ?yciu lekarzy z obydwu tych grup i pewnie potwierdzi, ?e gdy w sytuacji utraty zdrowia stawa3 przed ich obliczem, marzy3 w zasadzie tylko o jednym: niewa?ne do jakiej grupy mój lekarz nale?y, wa?ne, aby by3 to lekarz dobry. „Najlepszym lekarzem jest ten, kogo szukam i nie moge znaleźa" - powiada3 Denis Diderot. Talmud wnosi tu wiecej: „Lekarz nie bior1cy nic, nie wart nic". Dla jednych dobry lekarz, to ten, który na ?yczenie przepisze zwolnienie, bez zbadania przystawi piecz1tke na potrzebnym dokumencie, wypisze lek, na który w3aśnie przysz3a pacjentowi ochota. Innych nie zadowala taka fuszerka - dla nich dobry lekarz, to taki, który rzeczywiście potrafi zbadaa i wyleczya. W dodatku porozmawia i wys3ucha. Rzecz mo?e w medycynie najwa?niejsza: umiea nawi1zaa kontakt z pacjentem. Tej w3aśnie bieg3ości wielu medykom dzisiaj brakuje. Dr Jay Katz w ksi1?ce „The Silent World of Doctor and Patient" pisze: „Chorzy nie s1 ma3ymi dzieami, a lekarze ich rodzicami. To dziwne, ?e lekarzom trzeba stale przypominaa, i? zg3aszaj1cy sie do nich pacjenci chc1 ufaa we w3asne si3y i pragn1, aby im ufano. Chc1 bya samodzielni i nie lubi1, gdy wykorzystuje sie ich zale?nośa od drugich. Chc1, by do nich mówiono i ich s3uchano. Chc1, bya traktowani na równi, nie z góry. Chc1, by szanowano ich odrebny styl ?ycia i pozwalano postepowaa wed3ug ich upodoban". Gdy w 1995 r. w Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przeprowadzono pierwsze w Polsce badania określaj1ce idea3 lekarza w opinii pacjentów, autorzy sonda?u motywowali to wprost: „Chodzi nam nie tylko o to, aby utwierdzia sie w przekonaniu, ?e pacjenci ?ycz1 sobie lekarza nieomylnego w swojej diagnozie, nieskonczenie cierpliwego, wspó3czuj1cego, pe3nego ?yczliwości, zrozumienia i oddanego swojej pracy. Chcemy dowiedziea sie, które z po?1danych, pozytywnych cech i zachowan lekarza pacjenci uznaj1 za bardziej, a które za mniej wa?ne". Okaza3o sie, ?e najwiecej punktów zdoby3y fachowe kompetencje i sprawnośa zawodowa. Liczy sie szybka i trafna diagnoza oraz wybór skutecznego leczenia. Ale tylko jedna trzecia ankietowanych spotka3a do tej pory lekarza w swoim rozumieniu idealnego! Co innego jak widaa rankingi sonduj1ce szacunek i zaufanie spo3eczne (tu profesja lekarska od lat znajduje sie na pierwszym miejscu), a co innego ocena wydana lekarzom w oderwaniu od innych zawodów: policjantów, ?o3nierzy czy nauczycieli. „Przekonanie, ?e nie pacjent bedzie mi mówi3 czy jestem dobrym lekarzem, jest w Polsce, niestety, dośa mocno ugruntowane - mówi Barbara Czerska, pomys3odawczyni i organizatorka konkursu Doktora Ojboli. - Ale medycyna staje sie dziedzin1 preferencji rynkowych. Wolno nam wiedziea, co kryje sie za naukowym tytu3em". Konkurs (zorganizowany po raz pierwszy w 1995 r.) polega3 na wyborze najsympatyczniejszego lekarza rodzinnego i od pocz1tku musiano odpieraa zarzuty krytykuj1cych pomys3 quasi-sportowej rywalizacji w medycynie. Pacjenci mog1, oczywiście, nie posiadaa kwalifikacji uprawniaj1cych do pe3nej oceny pracy chirurga, ginekologa czy onkologa, ale w medycynie rodzinnej - gdzie lekarz powinien bya nie tylko terapeut1, lecz tak?e przyjacielem swoich podopiecznych - oceniamy jakośa kontaktu i komunikacji. Kto ma to oceniaa, jeśli w3aśnie nie pacjenci? Plon konkursu Doktora Ojboli brzmi jak memento - dobry lekarz powinien bya uosobieniem cnót tak zwyczajnych, ?e a? przykro o nich przypominaa: troskliwy, ?yczliwy, serdeczny, spedzaj1cy z chorym jak najwiecej czasu (na pewno nie statystyczne sześa minut, które co czwarty lekarz poświeca pacjentowi w przychodni, wyliczone kilka lat temu na podstawie prostego rachunku matematycznego: 4 godziny pracy - 40 osób w kolejce przed gabinetem). Uznanie dla wiedzy fachowej lekarza rodzinnego znalaz3o sie dopiero na czwartym miejscu! „Nie3atwo jest ocenia lekarza - stwierdza prof. Zdzis3awa Kornacewicz-Jach (kardiolog), dyrektor Instytutu Kardiologii PAM w Szczecinie. - Mo?na dokonaa oceny cz1stkowej, a wiec ocenia go jako spo3ecznika, naukowca, dydaktyka. W ka?dym z nas drzemie odrobina tych osobowości. Aktywni spo3ecznicy bed1 ?ywiej bronili praw pacjentów, rzetelni naukowcy nie omin1 artyku3u poszerzaj1cego ich wiedze, wytrawni dydaktycy szybciej przekonaj1 pacjentów do zdrowego stylu ?ycia i zasad profilaktyki". To wszystko z po?ytkiem dla ludzi. Ci jednak nie zawsze potrafi1 docenia prawdziwych fachmanów o umiejetnościach przekraczaj1cych znajomośa pisania (recept) i czytania (w 3acinie). Ba, czasami maj1 trudności, by odró?nia z masy uzurpatorów prawdziwych medyków! „Jeśli lekarze technicznych umiejetności i fachowej wiedzy nie dope3ni1 bledn1c1 staroświeck1 Sztuk1 Medyczn1 - ostrzega prof. Ryszard Gryglewski z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellonskiego - chorzy wymieni1 ich na sztukmistrzów". Tych i tak ju? nie brakuje. Zdaniem prof. Gryglewskiego: „Nawet wykszta3cona cześa spo3eczenstwa z trudem odró?nia udrapowanego w naukowe szatki pozera od uczonego. Ludzie 3atwo daj1 pos3uch bredniom, rzekomo naukowo udowodnionym na 3amach trzeciorzednych nie kontrolowanych czasopism, nie mówi1c ju? o kaczkach dziennikarskich, które l1duj1 na zbe3tanych 3epetynach jako go3ebice objawienia". Maj1 z tym problem szczególnie onkolodzy. W opinii doc. Zbigniewa Wronkowskiego, prezesa Polskiego Komitetu Zwalczania Raka, co czwarty chory z nowotworem z3ośliwym odwiedza najpierw bioenergoterapeute, a potem szuka pomocy u specjalisty z dyplomem lekarskim. Opóźnia to podjecie w3aściwego leczenia o pó3 roku! Z pewności1 by3oby najlepiej, gdyby lekarze mieli w sobie rzeczywiście coś z cudotwórców, ale niestety nie potrafi1 - jakbyśmy chcieli - wsadzia jajecznicy z powrotem do skorupki. Wielu robi co mo?e, to sie jednak nie udaje. Pozostaje nadzieja w widoczne znamiona sztuki lekarskiej. „Chorzy oczekuj1 od nas czesto jedynie najnowszych metod diagnostycznych i najnowszej aparatury. To ich przyci1ga, na tym mo?na zrobia w tym zawodzie nazwisko. Po kilku latach fascynacji niektórymi nowinkami niektórzy lekarze decyduj1 sie jednak na ich porzucenie, natomiast wśród pacjentów mit pozostaje d3u?ej - przyznaje prof. Tatiana Gierek kieruj1ca I Klinik1 Laryngologii ŚlAM, a jej siostra prof. Ariadna Gierek-Lapinska z Kliniki Okulistyki w Katowicach dodaje - ale to w3aśnie poszukuj1cy pacjent jest najlepszym miernikiem lekarskich umiejetności. Mówie to bez kompleksów. Tam gdzie jest wysoka jakośa us3ug, tam zawsze trafi1 pacjenci, nawet z drugiego konca kraju". Sk1d jednak dowiaduj1 sie, gdzie powinni trafia ? W warszawskiej Informacji Medycznej Prywatnej S3u?by Zdrowia telefon dzwoni bez przerwy - ludzie szukaj1 cenionych specjalistów, chc1 wiedziea gdzie przyjmuj1 i za ile. Prawdziwa nagonka zaczyna sie jednak wtedy, gdy w popularnym programie telewizyjnym, radiowym lub w prasie wypowiada sie na jakiś temat nowy, niekoniecznie utytu3owany, specjalista. „My zawsze wiemy, jaki lekarz, w jakim piśmie, udziela3 sie poprzedniego dnia - s3ysze od Joanny Kietlinskiej. - Liczba jego potencjalnych pacjentów wzrasta wtedy o sto procent. W nastepnej kolejności liczy sie dojście do szpitala. Dlatego w cenie s1 ordynatorzy i kierownicy oddzia3ów". Zdaniem dr Katarzyny Tymowskiej, kieruj1cej Studium Ekonomiki Zdrowia UW, prywatna s3u?ba zdrowia funkcjonuje g3ównie dzieki nieoficjalnym uk3adom w panstwowym sektorze. Jednak ju? kilkanaście lat temu dr Janusz Halik, socjolog z Zak3adu Analiz Socjologicznych Centrum Organizacji i Ekonomiki Ochrony Zdrowia udowodni3, ?e wiele przyjea do szpitali w trybie nieformalnym nastepuje ze wskazan na pewno ściśle medycznych, tylko ?e z ominieciem barier stwarzanych przez rejonizacje. Ten proceder jeszcze lepiej rozwija sie dzisiaj, kiedy lekarze praktykuj1cy w szpitalach mog1 bez ?adnych ograniczen przyjmowaa pacjentów w swoich gabinetach prywatnych. Pacjenci poszukuj1 wiec dobrego specjalisty kana3ami prywatnymi choa doskonale wiedz1, gdzie jest zatrudniony na panstwowej posadzie. Czyni1 tak z uzasadnion1 nadziej1, ?e jeśli lekarz nic nie wskóra w swoim pokoiku, to prawdopodobnie po3o?y na oddzia3, a w szpitalu na pewno nie da zrobia krzywdy. „W naszym spo3eczenstwie 70 proc. osób z wy?szym wykszta3ceniem ma w rodzinie jakiegoś lekarza - zwraca uwage dr Halik. -To zawsze determinowa3o 3atwiejszy kontakt tych ludzi ze s3u?b1 zdrowia". Obecnie znajomości s1 wypierane przez pieni1dz, co zdaniem socjologów przyczyni3o sie dośa nieoczekiwanie do zwiekszenia dostepności lekarzy. Latwiej miea od3o?on1 gotówke na czarn1 godzine ni? wy?sze wykszta3cenie. Zreszt1 jak wynika z badan socjologicznych, propozycje 3apówkowe, jeśli wyp3ywaj1 od lekarzy, cześciej skierowane s1 do przedstawicieli inteligencji i osób z wy?szymi dochodami. Elity lgn1 do elit. Dla kogo mia3aby wiec powstaa pierwsza liga lekarzy? A mo?e ju? istnieje? Moja prywatna sonda, przeprowadzona wśród kilkudziesieciu profesorów medycyny ró?nych specjalności, da3a odpowiedź twierdz1c1, aczkolwiek nie pozbawion1 ró?nych zastrze?en. Prof. Kornel Gibinski (internista), przewodnicz1cy Komisji Etyki PAN, zwraca uwage na ma31 stabilnośa tego typu hierarchii: „Skoro sk3ad I ligi pi3karzy co rok ulega zmianie, có? mówia o potrzebie tworzenia jej w naszej profesji ? To nie ma sensu". Prof. Zbigniew Religa (kardiochirurg), rektor Śl1skiej Akademii Medycznej ma inne zdanie: „Jest z tym podobnie jak w ka?dym zawodzie maj1cym w sobie coś z rzemios3a: s1 lepsi i gorsi. Nasza liga istnieje nieoficjalnie. Kryteria, którymi kieruj1 sie pacjenci w jej uk3adaniu nie zawsze zgodne s1 z tym, jak widzieliby to sami lekarze. Czasami na pewności siebie trac1 wy31cznie chorzy". „Ludzie czesto wybieraj1 lekarzy, którzy w oczach swojego środowiska wcale nie s1 dobrzy i nowocześni - zauwa?a prof. Tomasz Pertynski (ginekolog i po3o?nik), dyrektor Centrum Zdrowia Matki Polki w Lodzi - ale za to na przyk3ad cierpliwi. To wystarczy, aby wzbudzia szacunek i zaimponowaa pacjentom. Ale uwaga: spadek z pierwszej ligi do drugiej jest 3atwy, w kierunku odwrotnym pokonaa ten dystans znacznie trudniej!" W tworzeniu lekarskiego rankingu nie uczestnicz1 wszyscy. Interesuj1ce, ?e powstaje on w mentalności ludzi z inicjatywy samych lekarzy, którzy wzajemnie sie polecaj1, kieruj1 na konsultacje, nieraz mimochodem rzucaj1 przy pacjencie nazwisko kolegi. „My wiemy, kto w danej specjalności jest najlepszy - mówi prof. Wojciech Noszczyk (chirurg), przewodnicz1cy Rady Konsultantów Krajowych. - Kto najlepiej zoperuje raka ?o31dka, kto w1trobe, kto tetniaka. Tak jest w ka?dej specjalności". Racja! St1d wynika wniosek podstawowy: w ka?dej dziedzinie medycyny i w ka?dym zak1tku Polski jest grupa najlepszych w swoim fachu. Porównaa ich ze sob1 w ?aden jednak sposób nie mo?na. Z tego wzgledu sporz1dzenie jednej ligi najlepszych lekarzy, grupuj1cej kilkadziesi1t specjalności w jednym s3upku, nigdy nikomu sie nie uda. Kto podejmie sie takiego dzie3a, zostanie uznany dyletantem. Inne s1 kryteria w ocenie lekarza lecz1cego z grypy, a inne, gdy trzeba wykonaa przeszczep nerki. Salus hominis suprema lex - tej prawdy w medycynie nikt nie podwa?a, jednak wielu traktuje j1 na swój sposób. Wystarczy spojrzea na szpitalny oddzia3, najlepiej w trakcie porannego obchodu, aby zobaczya w oczach pacjentów tesknote za dobrym lekarzem. Ka?da lekarska wizyta ma w sobie coś z rytua3u: pacjenci upozowani w swoich 3ó?kach, uczesani, umyci. Otwieraj1 sie drzwi i szybkim krokiem wchodzi orszak w bia3ych fartuchach. Na czele ordynator otoczony wianuszkiem lekarzy, obok pielegniarka z zeszytem zlecen. Szybkie spojrzenie na karty, zdawkowe: jak samopoczucie?, kto do domu, komu jaki lek. Czy to jest ju? profesjonalizm w najlepszym wydaniu? Uśmiech albo dotkniecie reki rekompensuje brak czasu na d3u?sz1 rozmowe. Po co rozmawiaa? Ten proszek pozwoli pani przespaa najbli?sz1 noc... Wtedy o Judymie marzy sie najlepiej. Pawe3 Walewski
|
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04